Prawdę mówiąc nie bardzo wiedziałem na co mam liczyć po trzecim krążku niemieckich tech-deathmetalowców z Obscura. Poprzednia płyta „Comogenesis” niewątpliwie była jednym z lepszych wydawnictw w gatunku w ostatnich latach, a mimo to po dziś dzień mam wobec niej sporo obiekcji. Bo o ile o warsztacie instrumentalnym tego kwartetu złego słowa powiedzieć nie można, to bezsprzeczne zapożyczanie z Necrophagist i Cynic i bardzo nowoczesna formuła utworów okraszona blastami i bieganiem po gryfie budziła mój niesmak.
Svartkraft – ta nazwa od jakiegoś czasu kołatała mi się gdzieś pomiędzy małżowinami usznymi. Mózg umiejscowił ją w zakładce z solidnymi, ale nic ponad to, przedstawicielami sceny black metalowej. Po przesłuchaniu ich najnowszego dzieła „IV Ruin” musiałem nieco zweryfikować swoje dotychczasowe, wynikające z dość pobieżnego przestudiowania repertuaru Svartkraft, zdanie o muzyce jaką tworzą Nargath i spółka.
Legenda heavymetalowej sceny - niejaki Udo Dirkschneider zapowiedział, że najnowszy krążek jego formacji U.D.O. zatytułowany "Rev-Raptor" ukaże się 25 maja bieżącego roku nakładem AFM Records. Płytę fani będą mogli nabyć w wielu wersjach, albowiem zostanie ona wydana jako klasyczny jewel case, digipack oraz na czarnym i zielonym winylu. Dla megafanów zespół przygotował limitowany box, do którego zostanie dołączona piersiówka.
Dziś takiej muzyki już się nie robi. Rock i metal poszły w kierunku dopieszczonych studyjnie, audiofilsko czystych brzmień i smutnych tematów, odcinając się od bluesowych i folkowych korzeni. Czasami mam wrażenie, że współczesna muzyka zanadto zboczyła w stronę budowania technicznie doskonałych struktur i utraciła swoją wiarygodność, jako sztuka powstająca nie z potrzeby ducha, a z zimnej logiki równań matematycznych.Dlatego wielką przyjemność sprawia to, że w zalewie depresyjnych i
klaustrofobicznych wydawnictw trafiają się od czasu do czasu płyty,
ukrywające w sobie kwintesencję rock'n'rollowej zadziorności i fantazji.
Płyty takie jak „The Elephant Riders” grupy Clutch.
Będzie na co popatrzeć – prowokacja musi być. Zaciągniemy się dobrą muzyką – to ona działa jak narkotyk. I dużo ostrej jazdy bez trzymanki. Tak 14 kwietnia zaprezentuje się poznański zespół Envia w ramach półfinału Przeglądu Zespołów Przeważnie Rockowych w klubie U Bazyla (ul. św.Wojciech 28, Poznań).
Po wielu latach wzajemnej współpracy wytwórnia Nuclear Blast i szwedzki In Flames rozstali się. Ten zasłużony dla melodycznego grania zespół zdecydował się na podpisanie kontraktu z inną niemiecka wytwórnią - Century Media. Na mocy nowej umowy nowa wytwórnia Płomieni wyda ich nadchodzący album już w rodzinnej Szwecji 15 czerwca, a będzie on zatytułowany "Sounds of a Playground Fading". Dwa dni później z krążka będą się mogli cieszyć Niemcy, natomiast fani z reszty Europy sięgną po tę płytę 18 czerwca. Mieszkańcy Ameryki Północnej będą musieli uzbroić się w cierpliwość do 21 czerwca.
Dość przewrotnie, bo tuż przed premierą trzeciej pełnometrażowej płyty, pokusiłam się o recenzje płyty tarnowskiego zespołu Totentanz „Zimny Dom”. Sięgając jednak po krążek z 2008 roku, zdałam sobie sprawę, że o ile na „Zimny Dom” po „Niebólu” czekaliśmy zaledwie rok, to teraz zostawiliśmy wystawieni na próbę czasu. Ale za to wytrwali zostaną nagrodzeni płytą 11 kwietnia - to dzień premiery płyty „Inni”. Wróćmy jednak krążek wcześniej.
Będę trochę narzekał, ale w gruncie rzeczy to nie wyłamię się, nie wyjdę przed szereg, oryginalnym też nie będę i jak większość pochwalę ich. Umiarkowanie, ale zawsze to lepsze, niż w ogóle się nie zająknąć. Nowy album – choć miły i sympatyczny, jest delikatnym, ale odczuwalny krokiem w tył. Nie wiem czy to z szacunku dla poprzednika, ale na "Angels of Darkness, Demons of Light 1" mógłbym jeszcze trochę poczekać, bo pomimo walorów, jakie posiada – do pełni szczęścia zabrakło kropki na "i", Panie Carlson!
O grupie, która nagrywa płytę średnio raz na trzy lata, albo się zapomina, albo czeka na jej kolejne dzieło z utęsknieniem. Muzycy tymczasem, o ile nie są poganiani, mogą się spokojnie zastanowić, co mają ochotę stworzyć, w jakim kierunku pójść i czym zaskoczyć. W przypadku The Young Gods zawsze można być prawie pewnym, że efekt będzie ciekawy.
Na tą płytę czekali chyba wszyscy fani tej starej jak świat i zasłużonej ekipy. To co się działo przez ostatnie 10 lat z KAT-em wie chyba każdy, kto nie słucha metalu od wczoraj, dlatego daruję sobie rozdrapywanie przeszłości. Sama premiera "Biało-czarnej" była przekładana już tyle razy, że sam zwątpiłem w to, czy kiedykolwiek ją jeszcze ujrzymy na sklepowych półkach. Teraz, gdy już mam ją przed sobą, mogę wreszcie odpowiedzieć na to dręczące zapewne większości z was pytanie "czy warto było czekać tyle lat od czasu wydania ostatniego materiału KAT-a?".
Siedzę i słucham Closterkllera. Marzę sobie, że może kiedyś sama będę śpiewać jak Anja. Ciekawie by było. Ale w dzisiejszych czasach to ciężko się wybić. Trzeba należeć do wybitnych, pięknych, zdolnych i utalentowanych osób... A z tymi cechami rzadko kto się rodzi. Pozostaje praca i silna wola. Po za tym gdzie ja bym znalazła coś do czego bym się nadawała do śpiewania? Które ze współczesnych polskich garażowych zespołów posiadają wiolonczelistę? Albo skrzypce? Wśród tych młodych zespołów... większość gra zwykły, najzwyklejszy metal, rock albo punk. Nie spotkałam się jeszcze z zespołem hmm... takim w deseń Diablo Swing Orchestry. Jakby ktoś może poszukiwał wokalistki do takiego projektu gdzieś w miarę blisko ode mnie... w sensie nie z końca Polski ^^ to ja bym chętnie może się wcisnęła na przesłuchanie...
Złe wieści dla wszystkich oczekujących na sobotnie święto metalu na Śląsku. Na oficjalnej stronie zespołu i profilu na facebooku, zespół Sodom odwołał sobotni występ w ramach Silesian Massacre II z powodu nagłej hospitalizacji gitarzysty Bernda Kosty. Pozostałe grupy - Death Angel, Hirax, Horrorscope, Suicidal Angels, Majster Kat, Retribution, The Crossroads, Deathinition i Vates - staną jednak na deskach Mega Clubu z możliwie wydłużonym setem. O prawdopodobnym powtórnym koncercie niemieckiej legendy thrash metalu będziemy informować.
Każdy zespół ma swoją płytę życia, nie inaczej jest w przypadku ekipy z Bournemouth – nazywa się ona "Dopethrone" i wyszła jedenaście lat temu. Cóż, czasu cofnąć się nie da, a nawet jeśli taki Jus Oborn zna jakieś tajemne zaklęcia, bardzo mocno powątpiewam w to by chciał z nich teraz skorzystać. Elektryczni Czarodzieje nie mają żadnego powodu, by wracać do roku 2000. Zwłaszcza, kiedy to nagrywa się tak dobre płyty, jak "Black Masses". Nie ma najmniejszego sensu wspominać o przeszłości, o Black Sabbath już tym bardziej. Electric Wizard przez kilka lat zapracowali na to, aby to ich zespół, stał się punktem odniesienia, a nie odwrotnie.
Henrik "Henke" Frykman, wieloletni basista d-beatowej/hardcore-punkowej formacji Disfear zmarł 25 marca w swoim domu po wieloletniej walce z nowotworem. Frykman był członkiem Disfear od 1990 roku i zarejestrował z grupą wszystkie cztery albumy. Dyskografię Szwedów zamyka wydany w 2008 roku "Live The Storm".
Do kuriozalnej sytuacji doszło w obozie zespołu Blaze'a Bayley'a. Lider tegoż zespołu postanowił... opuścić jego szeregi. Muzyk jako powód swojej decyzji przytoczył kwestie finansowe i zdrowotne, choć zapowiedział, że pełne oświadczenie w tej sprawie zostanie podane do publicznej wiadomości w ciągu kilku następnych dni. Wiadomo także, że koncerty w ramach trasy po Wielkiej Brytanii zostaną przełożone na grudzień. Bayley zaznaczył jednak, że występy podczas festiwali w Niemczech, Szwecji i na Litwie oraz koncert w Stambule odbędą się zgodnie z planem.
Muzycy Morbid Angel ujawnili okładkę najnowszego albumu zatytułowanego "Illud Divinum Insanus". Twórca layoutu, Gustavo Sazes w następujący sposób komentuje grafikę: "Aby stworzyć ten obraz skorzystaliśmy z wielu pomysłów, elementów i odniesień, by nie powiedzieć, że przeszliśmy wiele ścieżek. Po burzy mózgów i porzuceniu wielu lepszych lub gorszych pomysłów powstał surrealistyczny obraz obłąkanej istoty - upadłego Boga, lub lustrzanego odbicia własnego szaleństwa...".
Kilka dni temu miała miejsce w Polsce premiera pierwszego tomu cyklu powieściowego „Księga Wszystkich Dusz” zatytułowanego „Czarownica”. "Księga Wszystkich Dusz" jest międzynarodowym fenomenem wydawniczym wydanym już w ponad 30 krajach. Była ona najpopularniejszą książką targów we Frankfurcie w 2009 roku, a na początku roku bieżącego debiutowała na drugim miejscu listy bestsellerów „The New York Times”, wyprzedzając nawet prozę Stiega Larssona. Osiągnęła też pierwsze miejsce w sprzedaży sieci księgarskiej Barnes & Noble oraz zdobyła tytuł książki miesiąca w sieci Amazon. Nic więc dziwnego, że w końcu nakładem wydawnictwa Amber pojawiła się także na naszym rynku.
Tym tekstem prawdopodobnie zamknę sobie jakąkolwiek możliwość poznania nowych osób z DP i spotkań ze starymi znajomymi, bo publiczne opisywanie własnych fantazji seksualnych, przy świadomości, że czytają o nich ludzie których się zna, to coś, co kształtuje na twarzy rumieniec wstydu. Niestety, w związku z tym, że moje skłonności ekshibicjonistyczne nie dadzą się powstrzymać, nie oprę się przed napisaniem tekstu o pewnej przemożnej chęci, której nie da się zrealizować, ale przyjemnie jest sobie pomyśleć, że może kiedyś, w innym życiu…
Brat bliźniak Children of Bodom szykuje się do wydania nowego albumu. Na profilu FaceBook, zespół udostępnił teaser nadchodzącego 'Circle Regenerated'. Nie chciałbym przekreślać płyty po odsłuchaniu 4-minutowego zlepka sampli, ale widać, że na szatana nie ma co liczyć. W każdym z zaprezentowanych utworów słychać dużo cukierkowych klawiszy, dużo czystych wokali i dużo chórków, a także jeszcze więcej klawiszy i jeszcze więcej czystych wokali. Riffy też brzmią jakoś znajomo - czy wszystkie melodyjne metale muszą iść w tym samym kierunku?
Kanadyjska
formacja Cancer Bats w połowie kwietnia odwiedzi Polskę dając koncert w warszawskiej Progresji. Grupa istnieje
już na muzycznym rynku od 2004 r. i bardzo dobrze znana jest wszystkim
zwolennikom hardcore’a i punka. Na styl i brzmienie formacji wpływ miały
również takie gatunki jak southern metal i stoner rock, a także thrash i
groove metal z domieszką death ‘n’ rolla. Cancer Bats zadebiutowali w
2006 r. krążkiem “Birthing the Giant”, a już 2 lata później ukazał się
drugi album zespołu - “Hail Destroyer”. W kwietniu roku 2010 premierę ma
najnowsza płyta Cancer Bats, “Bears, Mayors, Scraps & Bones” , na
której zawarto cover Beastie Boys, „Sabotage”. Koncertowi organizowanemu przez PW Events patronuje Darkplanet.
27 maja we wrocławskim klubie Firlej i dzień później w krakowskim klubie Kwadrat wystąpi japońska grupa MONO. Grupa wykonuje rozbudowane (nawet dziesięciominutowe) intsrumentalne utwory, oparte głównie na brzmieniu gitar, którym oprócz perkusji czasem towarzyszy także fortepian. Muzyka grupy jest bardzo emocjonalna, wyciszona i stonowana, czasami urozmaicana fragmentami nieco mocniejszymi, bardziej rockowymi. Zespół jest znany z żywiołowych koncertów, jak również z doskonałego, wirtuozerskiego opanowania gry na instrumentach. Kwartet Mono przy pomocy klasycznie rockowego instrumentarium łączy w jedno wątki minimalizmu, psychodelii, trance rocka uzyskując wyraziste brzmienie porównywane z dokonaniami Sonic Youth, Grateful Dead, Godspeed You Black Emperor czy Mogwai.
Snake Thursday to młoda poznańska kapela wykonująca stoner rock z wpływami różnych innych gatunków. Na swoim koncie mają jedną EPkę "Orgasmocosmica" wydaną w 2009r. Krótki wywiad z Snake Thursday przeprowadziłem w luźnej atmosferze podczas jednej z prób zespołu.
Nick Cave ze swoim projektem Grinderman zawita do Polski. Koncert odbędzie się w ramach festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu 29 lipca tego roku. Wcześniej Nick wystąpi jako gwiazda czeskiego festiwalu Colours of Ostrava. Grinderman to grupa garage rockowa założona przez członków grupy Nick Cave and the Bad Seeds - Nicka Cave'a, Warrena Ellisa, Martyna Caseya oraz Jima Sclavunosa. Zespół będzie promował swoja druga płytę, którą wydał we wrześniu ubiegłego roku.
Kiedy kilka miesięcy temu po raz pierwszy usłyszałem album Daughters, pomyślałem sobie: arcydzieło. I choć od jego ukazania się minął już rok, ciągle nie mogę znaleźć na nim słabych momentów. Ciągle jestem nim (napisałbym zauroczony, ale jakoś nie pasuje to do tej muzyki) wstrząśnięty. Nawet teraz osłuchany z płytą na dobre i na złe, pisząc o niej czuje się lekko zmieszany, a może i zakłopotany. Ale tak to już bywa, jak oko w oko staje się z doskonałością, właśnie wtedy najczęściej pada coś w stylu: „ani be, ani me, ani kukuryku”. Ale postaram się trzymać fason.