Zoran Drvenkar urodził się w 1967 roku w Križevci w Jugosławii i przeniósł się wraz z rodzicami w wieku trzech lat do Berlina wschodniego. Dorastał w środowisku wielokulturowym w Charlottenburg. Szkołę uważał zawsze za nudną i w końcu rzucił studia. Pracował tymczasowo w przedszkolu Oekoladen i kilka miesięcy jako wolny strzelec w Berlinie w “Tagesspiegel”. Po upadku muru berlińskiego udał się do Bawarii, a następnie mieszkał w przyczepie kempingowej w Holandii. Od 1989 pracuje jako niezależny pisarz. W 1995 roku powrócił do Berlina, a obecnie mieszka w jego pobliżu w starym młynie, gdzie tworzy powieści współczesne, wiersze, sztuki teatralne i opowiadania. Zdobył kilka dotacji Senatu Berlina oraz dotacje z Berlińskiej Akademii Sztuki.
Od rana trwały spekulacje u facebookowiczów dotyczące krakowskiego koncertu grupy Behemoth. Właśnie została potwierdzona informacja o odwołaniu koncertu, który miał się odbyć już w najbliższy piątek. Jednocześnie zespół poinformował o tym, że postarają się przełożyć występ na inny termin. Reszta terminów trasy "Phoenix Rusing Tour" jest niezagrożona.
W Poznaniu rusza trzecia edycja Festiwalu Filmów Dokumentalnych Tranzyt w sześciu blokach tematycznych: dźwięki, horyzonty, pamięć, tożsamość, miasto, ludzie, obrazy. W ramach festiwalu w Galerii miejskiej Arsenał trzynastego października odbędzie się projekcja filmu Agnieszki Arnold, “Bunt Janion”. Film powstał w 2005 roku i był prezentem dla widzów na 80-te urodziny prof. Marii Janion, autorki między innymi takich książek “Wampir: biografia symboliczna” czy "Niesamowita Słowiańszczyzna: fantazmaty literatury”. Film nie mógł się ukazać, ża rządów PiS w TVP i dopiero niedawno doczekał się publikacji.
Ukryta prawda, sens życia.
Nawet nie wiem czemu właśnie ja... Nie, to nie lament ale ciekawość.
Obok mnie nikogo nie ma, nikogo takiego jak ja, nikt nie rozumie i każdy myli. To okropne............ Hmm, gdyby ludziom dało się wpoić do głowy to, iż nie jesteśmy tacy za jakich nas uważają, Bo czyż każdy z nas tu zgromadzonych nie ma już czasami dość głupich komentarzy i zaczepek? Po prostu na nikim nie można polegać.
O profesjonalnym podejściu zespołów do grania świadczą nie tylko dobre materiały prasowe, ale także podejście do słuchaczy. Kiedy skontaktowałem się z Eier z prośbą o wywiad nie było z ich strony kręcenia nosem ani zasłaniania się terminami. Następnego dnia było już po wywiadzie. Możecie już więc wlączyć sobie „Eier” i z piwkiem w ręku poczytać, co o debiutanckim wydawnictwie (i nie tylko) miała do powiedzenia nadwyrężająca struny głosowe i nie tylko Grażyna Machura.
Spokój, błogość. Dźwięki zaczynają płynąć delikatnie, powoli i subtelnie. Głos Anneke jest czysty, melodyjny i głęboki. Niby nic się nie dzieje, a jednak ten spokój napawa swoim pięknem, swoim klimatem. Taki jest pierwszy "Frail (You Might As Well Be Me)" ale taka jest cała płyta. Jednak drugi "Great Ocean Road" już nie jest tak bezkresnie czysty. Spokój zostaje zakłócony, ale klimat pozostaje, pozostaje przez całą płytę.
Włoski zespół Kirlian Camera, który od lat 80'tych tworzy muzykę w klimacie darkwave, industrial, gothic, neofolk, potwierdził ostatnio, że najnowszy album formacji, zatytułowany "Nightglory", będzie miał swoją premierę już 28 października. Płyta zostanie wydana przez wytwórnię Out Of Line i będzie dostępna zarówno w wersji podstawowej, jak i limitowanej, na której znajdzie się dodatkowa płyta z nowymi wersjami utworów oraz dwie zupełnie nowe piosenki. 8 października zespół rozpoczął swoją mini trasę po Europie, która promuje i zapowiada nowy album.
Specjalnie wracam z innego świata, aby znów wkroczyć w codzienność. I co? I jak zwykle. Ciężko przestawić się na inny czas. Tyle rzeczy do zrobienia i oczywiście ze wszystkim ciężko się wyrobić. Nie cierpię tego, ale cóż... czego nie robi się dla ulubionej kapeli. Ulubionej? Tak. Przynajmniej dają świetne koncerty, a nie "tylko" fajnie brzmią na płycie. I tym razem nie zawiedli.
8.10.2011r. Na dworze już ciemno.Wysiadamy z tramwaju spóźnieni, szybkim krokiem zmierzamy do Eskulapa i żadnej "czarnej" postaci po drodze nie widać. Sytuacja się zmienia kiedy docieramy na miejsce. Godzina 19:00 a pod budynkiem kłębi się ogromna masa ludzi. Dlaczego jeszcze nie wchodzą? Ze środka dobiegają już jakieś dźwięki, ale nikt nie umie odpowiedzieć, dlaczego tyle osób stoi na zewnątrz. Wielu ubranych na czarno jeszcze dojada i dopija stojąc w ogromnej kolejce do ciasnych drzwi. Co jakiś czas mignie jakiś Azjata w japonkach (a było jakieś 10 stopni Celcjusza)pchający się do pobliskiego marketu. Wszystko powoli się wyjaśnia, kiedy wreszcie udaje się nam dostać do środka. Ludzi od groma, tak samo, jak rozpiętość wiekowa. Można dostrzec nastolatków, studentów, ludzi koło i mocno po 30-tce. W każdym razie frekwencja imponująca. Jak jednak można było dostrzec uważniejszym okiem, powody obecności też były różne. Już od samego wejścia pierwsze co rzucało się w oczy, to ludzie próbujący z powrotem wydostać się na zewnątrz. Powód? Brak sprzedaży alkoholu. Co ciekawe, bramkarze wcale nie zamierzali nikogo wypuszczać. Przyznam szczerze, że i dla mnie było to zaskoczeniem. Przemyślając jednak ten fakt, było to nawet całkiem logiczne posunięcie. Mniej pijanych i rozrabiających - chociaż i tak co niektórym udawało się przemycić jakieś piwo. Druga sprawa - byli też ludzie z DKMS -u, u których można było się zarejestrować jako potencjalni dawcy komórek do przeszczepu. Przypuszczam więc, że ludzi "pod wpływem" nie przyjmowali. Szczytny cel, aczkolwiek marudzących nie brakowało. O samym graniu. Pierwszego zespołu nie widzieliśmy. Zanim udało nam się przepchać, dostać do szatni i "zwiedzić" wc, grał już drugi zespół. Bodajże MOROWE czy jakoś tak. Przyznam, że nawet nie znam tego. Jednym słowem - masakra. Nie, żeby grali źle czy nie poprawnie. Po prostu strasznie przynudzali. Do takiej muzyki, to ja kładę się spać, a nie imprezuje. Jak dla mnie, więc, jakaś pomyłka. Nie podobało mi się w ogóle. Na szczęście jednak, jakoś udało mi się dotrwać do końca i nie zasnąć. Ale swoje się naziewałam. Wreszcie swój występ zaczął z niecierpliwością wyczekiwany BEHEMOTH ! Cóż za radość. Przed samym występem pojawił się komunikat, o zabronionym nagrywaniu. Nie wiem, może tak jest na każdym koncercie teraz. Oczywiście już na pierwsze dźwięki zaczęli się pchać do przodu ci co stali z tyłu. Na dobry początek na ekranie pojawił się najnowszy teledysk do utworu LUCIFER. Myślę, że zainteresowani obejrzeli go już wcześniej, ale pewnie dla niektórych była to gratka. Mnie osobiście teledysk ten średnio się podoba, ale o tym może gdzie indziej napiszę. Wracając do koncertu. Były momenty, że kompletnie nic nie widziałam, ale to właśnie uroki koncertów, tak samo, jak podeptane buty, czy siniaki. Zaczęły się okrzyki publiczności i skandowania. Oprócz pozytywnych i oczywistych, zdarzały się perełki pt; "gdzie jest krzyż?!" czy "Doda!" Myślę, że ci ludzie musieli pomylić koncerty. Wolę już wrzaski zagorzałych fanów, którzy prawie z fanatyzmem nawoływali Inferno. Chociaż przyznam, że mnie osobiście bardziej odpowiadało podziwianie kogoś innego. Nie, wcale nie Nergala, który owszem, ma osobowość i niesamowitą charyzmę, ale czegoś mu jednak braknie. Czegoś, co nie pozwala na platoniczne ześwirowanie. A kiedy się patrzy na takiego Pana Tomasza, posągowego, w majestatycznej pozie, niczym rzeźba boga wykuta przez Michała Anioła, to aż... ech, można się zainspirować ;-) I kiedy nasunęło mi się pytanie, dlaczego komuś takiemu, tajemniczemu i niesamowitemu nie przeszkadzają pewne rzeczy, zaglądając już do internetu, znalazłam odpowiedź. Taką, której właściwie zaczynałam się już i tak domyślać. Ach, Panie Tomaszu... wygląda Pan lepiej niż kiedykolwiek i to nie tylko fizycznie. Ale już dość wazeliniarstwa i rozwodzeniu się o kondycji Oriona. Koncert trwał jakieś 2 godziny. Długo, ale nudy nie było. Przeciwnie, każdy kolejny utwór, był przeżyciem.( Nowości żadnych, tak więc jeszcze nic nie nagrywają. )I wreszcie można ze spokojem posłuchać i popatrzeć, jak gra uwielbiana kapela. Bez tych wszystkich headbangingów, pogowania i rozwalania połowy sali. Z dumą, pewnością siebie i pobłażliwym spojrzeniem w kierunku małolatów. Że kiedyś się też takim było... ech, to były czasy... gdyby tylko rozum był wtedy inny... Ostatnia piosenka. Tradycyjnie - Lucifer. Po raz kolejny można zarecytować Micińskiego. I znowu posypały się sreberka Przyznać się, kto złapał? ;-)
Już w listopadzie będziemy mogli posłuchać drugiej solowej płyty znanego i lubianego skrzypka – Jelonka, który właśnie kończy prace nad krążkiem. Już teraz można zobaczyć fragmenty okładki najnowszego wydawnictwa muzyka. Autorem obrazka jest Michał „Xaay” Lorenc.Płyta Jelonka powstaje w Studio Izabelin C Sonus z Andrzejem Karpem jako współproducentem.
Dobre wieści dla wszystkich fanów formacji Bal-Sagoth. Już na początku listopada Metal Mind Productions wznowi trzy albumy z dyskografii tego brytyjskiego zespołu wykonywującego symfoniczny black metal. Bal-Sagoth powstał w 1989 roku w Yorkshire. Na jego czele od początku stoi wokalista/tekściarz przez Byron Roberts, starając się tworzyć projekt, o którym mówił "subtelnie symfoniczny black / death metalowy zespół zanurzony w świecie fantazji, starożytnych mitów i legend."
ShitribeMusic ma przyjemność zaprośić
wszystkich fanów ciężkich brzmień na trasę zespołu Materia. Trasa, która obejmię pięć śląskich miast odbędzie się pod nazwą Rozpier-Doll Tour 2011. Materia istnieje od 13 listopada
2007 roku. W skład zespołu wchodzili Tede - gitara i wokal, Michu -
bas i wokal i Marcia - gary. W 2009 nagrana została płyta demo pt.
Vandals. W 2010 roku do kapeli dołącza wieloletni przyjaciel Adi
łapiąc się za drugą gitarę. Aktualnie Kapela nagrywa swoje
drugie demo. W ciągu jedynie trzyletniej pracy formacja zdołała
odnotować na swoim koncie poważne osiągnięcia między innymi
występna Przystanku Woodstock 2011, Sonispher 2010 czy też Jarocin
2010.
Autor książki, Mark Barrowcliffe’a, na co dzień jest komikiem. Zdecydował się na wydanie swego tytułu pod artystycznym pseudonimem M.D. Lachlan, by czytelnicy podeszli do niej bardziej poważnie. W Polsce autor znany jest pod swoim rzeczywistym nazwiskiem z tytułów “Dziewczyna nr 44” i “Niewierność młodego tatusia”. “Synowie boga” są odmianą fantasy zwaną retelingiem z wykorzystaniem tzw. trawestacji. Autor opowiada znaną mitologiczną lub baśniową historię, jednocześnie próbując ją uprawdopodobnić i nadać jej powagę. Wszystko to jednak czyni zachowując elementy fantastyczne, choć dostosowane do współczesnego czytelnika.
Cóż ja mogę napisać o tej płycie? Jak jej słucham to mi się podoba. Muzyka i wokal typowo Vaderowskie. Solówki bardzo dobre. Ale po przesłuchaniu całości pamiętam tylko dwa ostatnie covery. A to dlatego, że nie ma na niej nic nowego, nic oryginalnego i nic co mogłoby pozostać w pamięci. Niby Vader ale taki Vader nijaki i przeciętny. Kocham ten zespół i dlatego gdy odpalam tą płytę to znowu mi się podoba ale potem... to już pisałem.
Przyjemna i słodka ironia, podszyta lekko sfatygowanym złośliwością humorem. Napisana przez rudowłosą lekko podstarzałą wielbicielkę ciężkich dźwięków oraz wdzięków, ( niepotrzebne skreślić) anarchistkę ortograficzną. Historyjka oparta na prawdziwych wydarzeniach o zabarwieniu lekko erotycznym lub jak kto woli kulinarno-konsumpcyjnym. Treść poniżej przeznaczona jest dla czytelników o stalowych nerwach i stalowych nerwach... Osobniki bardziej wrażliwe uprasza się o natychmiastowe zaprzestanie czytania szkodliwej treści. Niedostosowanie się do uprzejmej proźby grozi śmiercią lub kalectwem autorki opowiadania. Autorka życzy wszystkim paniom i pannom oraz wdowom i rozwódkom satysfakcjonującej i przyjemnej rozrywki przy czytaniu.
”Suffer in Hell” to drugi album poznańskiego zespołu Mordhell. Okładka zdobiąca to wydawnictwo, w połączeniu z wizerunkiem zespołu oraz jakże oryginalnymi pseudonimami: Diabolizer, Bloodwhip, Nekrophiliac oraz Grave, nie pozostawia wątpliwości, że to co gra Mordhell musi nazywać się black metal.
"Kołysanka dla mordercy" to kryminał dość unikalny. Czytając książkę ma się wrażenie obcowania ze skrzyżowaniem literatury noir z serią “Ewa wzywa 07”. Książka odznacza się przede wszystkim doskonałym, mrocznym i ponurym klimatem. Tło powieści tworzy współczesna, rozlatująca się postkomunistyczna Warszawa, czasami brudne Katowice, które mają być odpowiednikiem Los Angeles nocą i polski Humphrey Bogart - profiler, komisarz Heinz.
Sopor Aeternus wydał ostatnią cześć trylogii "Ghost", zatytułowaną "Children of the Corn". Płyta pojawi się piętnastego listopada nakładem Apocalyptic Vision. Wersja limitowana zostanie wydana w formie książki dla dzieci zawiniętej w torbę ekologiczną i zawierać będzie CD i koszulkę. Na YouTube można posłuchać krótkiego fragmentu płyty.
Kto chce może się śmiać ale ja tam zawsze lubiłem Rhapsody. W przeciwieństwie do wielu płyt z gatunku power metal nie mamy tu do czynienia z dwoma fajnymi kawałkami i wypełnieniem w postaci słodkich smętów i spedalonych balladek, tylko płyta jest dobra w całości. "Symphony of Enchanted Lands" stanowi zwartą całość, a w ogóle jest drugą częścią trylogii o szmaragdowym mieczu. I właśnie ten miecz jest głównym tematem płyty, o czym możemy się przekonać ze wstępu stanowiącego drugą część kroniki Algalorda. Dowiadujemy się z niej, że zaczarowany świat jest w wielkim niebezpieczeństwie i tylko odnalezienie szmaragdowego miecza może odwrócić losy wojny z panem chaosu i uratować wszystkich dobrych i miłujących pokój ludzi. Odnalezienia miecza podejmuje się niejaki wojownik z Loregardu, syn świętego lodu. Aby to zrobić musi odnaleźć trzy klucze mądrości, które pozwolą mu otworzyć wrota z kości słoniowej, za którymi należy szukać miecza. W tym celu przemierza on szmat drogi i pokonuje wielkie niebezpieczeństwa. Między innymi odczarowuje smoka, który odtąd staje się jego przyjacielem i właśnie tą nieujarzmioną dwójkę możemy oglądać na okładce. I gdy już wszystkie klucze są odnalezione następuje właściwy początek płyty.
To co napiszę pod spodem dla wielu będzie kontrowersyjne i nie do przyjęcia. Takie jednak być musi i taki jest mój cel. Chciałabym by ludzie którzy to przeczytają nie oceniali mnie i moich poglądów zbyt pochopnie. Jest to moja osobista opinia, jak najbardziej subiektywna i spodziewam sie kulturalnej dyskusji na zasadzie zrowej polemiki a nie pyskówki. Tyle tytułem wstępu...:-)
"Vovin" to płyta, na której Therion zrobił kolejny krok w stronę symfonii i opery. W porównaniu do "Theli" różnica jest bardzo wyraźna. Przede wszystkim, z króciutkim wyjątkiem, nie ma tu w ogóle zwykłego męskiego wokalu, a cała płyta jest zaśpiewana przez chóry i damskie alty i soprany. Również muzyka jest delikatniejsza, a gitary i perkusja często ustępują instrumentom smyczkowym i klawiszowym.
Power metalowy zespół Hexfire ogłosił na swojej stronie oficjalną datę
premiery debiutanckiego album zatytułowanego "The Fire of Redemption". Krążek ukaże się 8 listopada (USA) oraz 11 listopada (Europa i Azja) za pośrednictwem wytwórni Nightmare Records oraz Sony/Red Distribution.
Nie tak dawno temu recenzowaliśmy w naszym serwisie pierwszą z cyklu książkę o przygodach Cassandry „Cassie” Palmer - Dotyk Ciemności. Wraz z wydawnictwem Papierowy Księżyc mamy dla naszych czytelników trzy egzemplarze książki do zgarnięcia w konkursie. Wystarczy odpowiedzieć na następujące pytanie - ile dotychczas ukazało się części o przygodach Cassandry „Cassie” Palmer autorstwa Karen Chance? Na odpowiedzi czekamy do 20 października. Prosimy je przesyłać wraz z darkplanetowym nickiem na adres: konkurs@darkplanet.pl.