Po blisko 3 letniej przerwie na scenę powrócił warszawski zespół rockowy Zeucide. Premierowy koncert grupy w przebudowanym składzie odbył się w Voodoo Club 5 sierpnia 2016 roku w ramach konkursu "Letnia Scena Voodoo Club". Publiczność bardzo gorąco przyjęła zespół, licznie się stawiła i wypełniła po brzegi salę koncertową. Zeucide zaprezentował zarówno nowe utwory: Hańba, Maszyna, Nieznajoma, Nieśmiertelny jak i piosenki ze swojej debiutanckiej płyty - "Piątek wieczór": Muzeum, Ostatni dzień i Wypady.
Vibrant to projekt Leszka Kowalika, który na co dzień jest gitarzystą w zespole Jelonka. Tutaj dodatkowo zajmuje się śpiewem. Na basie pogrywa jego brat Kuba, który z kolei u Jelonka pełni rolę akustyka. Skład uzupełniają Daniel Popek – gitara i Grzegorz Wieczorek perkusja. Powstali w 2013 roku, pochodzą z Siedlec i grają rock and roll, którego energetyczną dawkę można usłyszeć na debiutanckiej płycie „The Hell Is Around Me”.
"Collection Of Destroyed Brains" to chyba najbardziej znana pozycja Pascal, a zarazem jedyna w całości w języku angielskim. Demo, ale już oficjalne, wydane przez Carnage Records ukazało się w 1992 roku. W czasach intensywnego rozwoju polskiego death metalu Pascal był bardzo oryginalnym zespołem, którego techniczny thrash wyróżniał się własnym zakręconym stylem. Pomysłowa, bardzo instrumentalna muzyka znajdowała swoich zwolenników, co pamiętam nawet z koncertów, jednak we mnie budziła mieszane uczucia i nigdy się do niej do końca nie przekonałem.
To książka gdzieś na granicy stylu popularnego i popularnonaukowego, traktująca o historii całkiem niedawnej. Niektórzy z nas znają ją jeszcze jako świadkowie, większość raczej z opowiadań. Pomimo, iż autor jest znany jako zdecydowany zwolennik dekomunizacji i lustracji oraz przeciwnik polityki grubej kreski, nie postawił sobie za cel udowodnienia żadnej tezy. „Przez Polskę Ludową na Przełaj i na Przekór" jest raczej ilustracją minionej epoki, opisującą kompletną historię PRL z naciskiem na kilka ważniejszych aspektów.
Długo szukała małej buteleczki lakieru do paznokci, w kolorze ciemno malinowym. Kiedy wreszcie wyłowiła odpowiedni odcień z dużego wiklinowego koszyczka, stojącego w łazience, usiadła na łóżku. Plecy oparła o ścianę, nogi mocno zgięła w kolanach i przycisnęła do klatki piersiowej. Kilka sekund walczyła z mocno zakręconą buteleczką. Włożyła zakrętkę do ust, mocno złapała zębami i jednym ruchem nadgarstka odkręciła lakier. Bladą, miłą w dotyku dłoń położyła na kolanie. Uniosła pędzelek nieco wyżej, patrząc jak nadmiar emulsji kropla po kropli wraca do flakonika. W momencie, w którym uznała, że pozostała odpowiednia ilość lakieru, starannie z wyuczoną precyzją umalowała kolejno wszystkie paznokcie, zaczynając od lewej ręki. Zawsze tak robi. Zakręciła buteleczkę zębami. Nienawidziła gdy przez nieostrożność zarysowała lakier i musiała zaczynać od początku. Paznokcie schły. Delikatnie położyła palce na filiżance z zieloną herbatą. Przyłożyła napar do ust. Picie zielonej herbaty jest rytuałem i obowiązkiem. Poczuła na wargach wilgotne fusy, wstała i poszła do łazienki.
Krótka, mdła refleksja nad magią zapadającego zmroku, której tak mi ostatnio brakuje.