Już na swojej pierwszej płycie „Sweet X-Rated Nothings” Pyogenesis nie był tym czym wcześniej. Zespół istniał trzy lata i w tym czasie zdążył dość wyraźnie zmienić profil muzyczny, a w jego repertuar wdarły się motywy zbliżające go do alternatywnego rocka. Zostało jednak trochę cięższych gitar i wokali, więc już na początku pełnowydawniczej drogi nagrali album przejściowy.
„…And Nothing Is Endless” jest drugą płytą podkarpackiego Kalt Vindur. Została ona wydana przez Witching Hour Productions w digipacku, choć bardziej wyrafinowani słuchacze mogą sięgnąć również po kasetę. W programie znajduje się siedem black metalowych kawałków z instrumentalnym rozpoczęciem i zakończeniem, co razem daje trzydzieści pięć minut muzyki.
„Featuring Nagash from Dimmu Borgir” krzyczy, umieszczony na czarnym, odwróconym krzyżu, napis, naklejony na pudełku, kupionej onegdaj za 13,50zł kasety Carpe Tenebrum „Majestic Nothingness”, o czym z kolei informuje naklejka z drugiej strony pudełka. Faktycznie Nagash jest tu wokalistą, ale Carpe Tenebrum to projekt Astennu, który zresztą wtedy też był już u progu swojej krótkiej kariery w Dimmu Borgir. To on obsługuje wszystkie gitary, klawisze, a także automat perkusyjny. Skład uzupełnia wokalistka Adriane A.Done, która jednak ma skromny udział w jednym kawałku.
Nie wiem jak Wam, ale mi zawsze ciężko było nadążyć za Voivod i jeszcze trudniej wgryźć się w ich sztukę. Tym bardziej, że jak już człowiek oswoił się z jedną płytą, to na następnej czekała go zupełna zmiana. Wydany w 1991 roku „Angel Rat” jest albumem znacznie mniej technicznym niż „Nothingface” i takim lżejszym, przystępniejszym. Mimo to jak zawsze zagadkowym i wielowarstwowym.
Jest jakiś fenomen w zespole Voivod, a przynajmniej ja zawsze go tak odbierałem. Chodzi o to, że słuchając ich płyt przelotnie, można dziwić się cóż takiego ludzie w nich widzą i czemu darzą ich takim poważaniem. Wynika to ze skomplikowania i pogmatwania tej muzyki, która dopiero po odpowiednim odkryciu odsłania swoje niewątpliwe walory. Takim albumem na pewno jest „Nothingface” będący jednym z żelaznych klasyków zespołu. Ja na przykład przekonywałem się do niego bardzo długo.
Legenda brutal death gore grind powraca. Reinfection podpisał kontrakt wydawniczy z Deformeathing Production. Na 29 czerwca 2018 roku zaplanowana została premiera reedycji pierwszego pełnego albumu „They Die For Nothing”. Tytuł ten pierwotnie wydany w USA od wielu lat pozostawał niedostępny. Materiał nagrany blisko 20 lat temu w Izabelin Studio nie został poddany ponownemu masteringowi, ani żadnym obróbkom dźwięku.
Agencja Go Ahead zaprasza na koncert Nothing But Thieves. Muzycy koncertowali już z takimi zespołami i artystami jak Muse czy Gerard Way, a po wydaniu debiutanckiego albumu w ubiegłym roku zostali zaproszeni na najważniejsze europejskie festiwale. 27 listopada 2016 roku Brytyjczycy zagrają w warszawskiej Progresji. Historia zespołu zaczęła się jeszcze w szkole, gdzie Conor (wokal) i Joe (gitara) występowali wspólnie w kilku muzycznych projektach.
Po bardzo obiecującym demie „Nothing…” Mordor poszedł za ciosem i już rok później zabłysnął nowym materiałem „Prayer To...”. Zespół pozostał w klimacie atmosferycznego doom metalu i pod wieloma względami pokazał się z bardzo dobrej strony. Atuty Mordor to przede wszystkim ciekawe kompozycje. Potrafili sklecić fajne kawałki, co udowodnili już wcześniej, a teraz tylko potwierdzili. Są zmiany temp, zmiany wokali, utwory są rozbudowane i nawet w tych wolniejszych fragmentach nie nudzą, tylko starają się zaskakiwać swoją kreatywnością.
Dave Gahan, lider grupy Depeche Mode, powraca z nowym albumem nagranym z formacją Soulsavers. Wydany 23 października krążek "Angels & Ghosts" to nie pierwsza współpraca legendarnego wokalisty z elektroniczno-alternatywną formacją – muzycy już w 2012 roku wspólnie wydali płytę "The Light the Dead See". Nowy materiał ukazał się w wersji cyfrowej oraz na płytach CD i winylu nakładem należącej do Sony Music wytwórni Columbia Records. Składa się na niego dziewięć oryginalnych utworów napisanych przez samego Gahana i Soulsavers.
Agencja Go Ahead zaprasza na koncert grupy Nothing But Thieves. Młodzi Brytyjczycy, którzy koncertowali już wspólnie z Muse czy Gerardem Wayem, szturmem zdobywają kolejne kraje i listy przebojów, choć premiera ich debiutanckiej płyty planowana jest na październik tego roku. W Polsce wystąpią 8 listopada, w warszawskiej Proximie. Historia zespołu zaczęła się jeszcze w szkole, gdzie Conor (wokal) i Joe (gitara) występowali wspólnie w kilku muzycznych projektach. Zespół funkcjonował początkowo jako trio (skład uzupełnił Dom, drugi gitarzysta) i w tym składzie wyruszył do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu inspiracji do nagrania pierwszego materiału.
„Nothing But Death Remains” to, wydany w 1991 roku, debiut Edge Of Sanity. Na tym etapie nic jeszcze nie zapowiadało innowacyjności tego zespołu i był to dość typowy przedstawiciel początkowych czasów szwedzkiego death metalu.
Druga płyta Edge Of Sanity pokazała trochę inne oblicze zespołu i zapoczątkowała ich niepowtarzalny styl. „Nothing But Dead Remains” była bardziej typowym dla tego okresu death metalem. „Unorthodox” jest natomiast czystsza i oparta na charakterystycznych melodiach gitarowych. Pojawiają się też śpiewne wokale. Oczywiście dalej jest to death metal, ale już taki bardziej progresywny.
Mordor powstał w 1990 roku w Częstochowie i stał się jednym z bardziej cenionych przedstawicieli polskiego doom metalu pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Już ich pierwsza pozycja wydawnicza „Nothing…” okazała się interesującym materiałem i mającym wiele do zaoferowania. Niby jest to demo, ale ja nie bardzo wiem dlaczego. Kawałków wprawdzie tylko sześć, ale wzbogacone o intro i cover dają czterdzieści jeden minut muzyki, co uprawnia do nazwania tego albumem. W dodatku wydane to jest przez Baron Records, ma rozwijaną okładkę ze zdjęciem w jaskini, teksty, megathanxy i specialthanxy, z których najlepszy jest Peter + Wader:)
Francuski Obdurated wydał w kwietniu swoją trzecią płytę. "I Feel Nothing" to mocny cios w postaci melodyjnego i nieco thrashującego death metalu. Jest tu też trochę nowoczesnego groove, ale całość trzyma twardo wysoki poziom mocy i nie rozmywa się ani odrobinę.
Po takiej płycie jak „Tragic Idol” pewnie dużo osób z niecierpliwością czekało żeby zobaczyć czy Paradise Lost utrzyma wysoką formę również na żywo. Myślę, że po koncercie nikt nie mógł być zawiedziony. Soen to nazwa nic mi wcześniej nie mówiąca, jednak gdy dowiedziałem się, że na basie pogrywa tam legendarny Steve DiGiorgio moja ciekawość znacznie wzrosła. Niestety gdy wszedłem do Progresji i koncert właśnie się rozpoczął, od razu zwróciłem uwagę, że ten młodzieniec z długimi dredami to nie jest on. I choć grał naprawdę nieźle i zmieniał gitarę z czterostrunowej na sześcio i odwrotnie to pewien niedosyt pozostał.
Nothing But Noise to nowy projekt poboczny muzyków Front 242. Tworzą go Daniel Bressanutti, Dirk Bergen i Erwin Jadot. Nadchodzący pierwszy album "Not Bleeding Red"ukaże się dwunastego kwietnia. Grupa zdążyła już udostępnić dwa teledyski i kilka utworów z nadchodzącej płyty. Będzie ona dostępna jako podwójny CD lub winyl i zawierać będzie dziewięć utworów.
Szanowni Państwo. Z prawdziwą przyjemnością chciałbym przedstawić Państwu zespół Reinfection i jego płytę „They Die For Nothing” Zespół ten jest wart uwagi ponieważ panowie pięknie grają i ładne mają piosenki. Rodzaj muzyczny jaki wykonują to jest grindcore. Utwory charakteryzują się ścianą dźwięku i ciężkością, która z łatwością przypadnie każdemu do gustu. Melodie są intensywne i trochę się zlewają, dodatkowo pan grający na perkusji strasznie łupie, a gitara basowa ma bardzo niskie i brudne brzmienie co sprawia, że całość jest bardzo mocna i hałaśliwa.
Pochodzący z San Diego zespół Carnifex niedawno zakończył pracę nad nowym albumem "Until I Feel Nothing". Producentem płyty jest Tim Lambesis (As I Lay Dying). Oprawą graficzną okładki zajął się ilustrator komiksów Menton J. Matthews III (Silent Hill, Monocyte). Nowe nagranie zespołu ukaże się w sprzedaży 25 października zarówno w Stanach Zjednoczonych (wyd. Victory Records), jak i Europie (wyd. Impericon Europe). Będzie to już czwarty album studyjny tego zespołu.
Najnowszy, drugi album solowy Jasona Köhnena (The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble/Bong-Ra) ukaże się już w październiku. Ideą jego projektu - White Darkness - jest połączenie esencji doom metalu (pogrzebowa
perkusja i melodyjne lamenty) z futurystycznym i nihilistycznym tłem, co niezaprzeczalnie udało się osiągnąć na nowej płycie pt. "ToKAGE". Materiał z krążka potraktować można jako soundtrack do nihilistycznej, ekspresywnej
sztuki, która nie potrzebowałaby monologów i dialogów, żeby przykuć
uwagę widza. "ToKAGE" to wycieczka do warstw pierwotnego strachu...
Właśnie mijają cztery miesiące od europejskiej premiery drugiego krążka kwidzyńskiego Armagedon - "Death Then Nothing". Mystic Production i Armagedon potwierdzają kolejną premierę, tym razem właśnie w USA, gdzie płyta dostępna jest dzięki See Of Sound, MVD, Amazon i iTunes. Duże zainteresowanie fanów zespołem oraz ogrom pozytywnych recenzji potwierdza moc tej płyty nie tylko na naszym, krajowym rynku. Miejmy nadzieję, że to również początek nowej drogi Armagedon w przekonywaniu do siebie jak największej grupy fanów.
Po serii mini albumów i nie cichnących głosach zachwytu wszelkiej maści recenzentów, Japandroids wydało w końcu debiutancka płytę długogrającą. Ten nad wyraz sprawnie działający duet dzięki "Post-Nothing" stał się jedną z największych sensacji ostatnich miesięcy w branży muzycznej. Na czele formacji, dzielnie ramię w ramię (jak zresztą widać na załączonym obrazku) stoi dwójka młodzików z Vancouver - Brian King i David Prowse. Pierwszy z nich zdziera gardło i szarpie za struny swojej gitary elektrycznej. Drugi wrzeszczy zdecydowanie mniej, ale ma za to dużo więcej czasu na to by z pełną premedytacją poobijać zestaw perkusyjny.
To prawda! Kwidzyński Armagedon - legenda rodzimej, death metalowej sceny powraca po 15 latach nieobecnosci z nowym albumem. Płyta "Dead Then Nothing" pojawi sie na rynku na początku 2009 roku. Formacja zakończyła właśnie sesję nagraniową w olsztyńskim studio X. Na krążek trafiło 10 death metalowych kawałków trwających w sumie 32 minuty. Mimo to materiał podobno jest zaskakujący.
Brian Molko, lider brytyjskiego Placebo, ma tyleż samo przeciwników co zwolenników. Co by nie pisać o jego głosie, wizerunku czy orientacji seksualnej, to nie ulega wątpliwości, że stoi on za sukcesami jednej z najbardziej charakterystycznych formacji rocka alternatywnego i rocka w ogóle w ostatnich latach.
Dawno, dawno temu usłyszałem kilka kawałków Voivod z płyt "Negatron" oraz "Phobos". Pamiętam, że te utwory nie podobały mi się i dziwiłem się jak ten zespół dorobił się statusu legendy i dlaczego w ogóle jest ceniony. Jak się miało okazać, wspomniane krążki były podobno jednymi ze słabszych w dorobku Kanadyjczyków. Nie pozostało więc nic innego, jak sięgnąć po któryś z klasyków - "Killing Technology", "Dimension Hatross" bądź "Nothingface". Los chciał, że padło na "Nothingface" i chyba dobrze się stało.
"Nothing And Nowhere" był pierwszym studyjnym albumem The
Birthday Massacre, a zarazem zlepkiem tego, co znalazło się na dwóch wcześniej
wydanych demach, tylko tym razem dostępnym dla szerszej publiczności. Początkowo i on ukazał się w ograniczonej ilości, lecz jego reedycją zajęło się Metropolis Records.