Zaczyna się bardzo spokojnie, eterycznie. Unosi nas lekkość falującej przestrzeni, która kołysze się jak łany zboża na delikatnym wietrze. Syntezatorowa atmosfera owija zawoalowaną mgiełką i rozpościera się niespiesznie po otoczeniu. Zresztą chyba nie mogłoby być inaczej skoro w składzie znajdują się aż trzy osoby obsługujące klawisze. Jest też i pianino, którym tak pęknie rozbrzmiewa „Harvest”. Zostajemy więc złapani w niewidzialną sieć, która spowalnia nasze ruchy i powoduje, że odechciewa nam się jakiejkolwiek aktywności: „The spiders web caught me and slowly in silk I’m entwined”. Wszystko staje się nieważne, a myślami odpływamy i zaczynamy błądzić po ukojnych kobiercach odprężenia i równowagi, po których, niczym uwodzicielska nimfa, prowadzi nas Ann-Mari Edvardsen swoim kuszącym, krystalicznym głosem. Wtapia się w ten błogi spokój i jeszcze bardziej go eksponuje, uwypukla. Działa rozluźniająco jak muzyka i tak jak ona powoduje relaks i umysłowy odpoczynek. Nawet gdy utwór jest instrumentalny potrafi go odpowiedni doprawić i wytworzyć niesamowity klimat, jak w takim stepowym „A Touch Of…”, który w pewnym momencie rozkręca się lekkim elektronicznym bitem i promienieje efektowną poświatą.
Cały ten idylliczny spokój trwa od początku do końca, choć z małymi wyjątkami. Najbardziej agresywny jest „Did You”, w którym ta harmonia zostaje zakłócona ostrą kakofonią i napastliwym natężeniem i nawet Ann-Mari staje się niespodziewanie drapieżna. Więcej burzliwości oferuje również „Monody” w swojej końcówce, a duszniejszy klimat, taki trochę w stylu Scorn, ma „Sophisticated Vampires”. W żaden sposób nie jest o jednak zmienić wrażeń jakie pozostają po wysłuchaniu całości.
„Myriad Of Peep-Holes” zaczyna się schowanym w tle podkładem z radiowych wiadomości: „Około dziesięciu tysięcy studentów zebrało się na wiecu w Belgradzie, mimo ostrzeżeń wystosowanych przez serbskie ministerstwo spraw wewnętrznych.” Protestowali przeciwko unieważnieniu wyników wyborów. Tak, to jest po polsku. Przyznam, że nigdy nie zwróciłem uwagi na ten szczegół i wyłapałem go dopiero podczas słuchania na słuchawkach. Duże zaskoczenie i podejrzewam, że sampel wybrany przypadkowo jeśli chodzi o treść, bo jest to bardzo przestrzenny numer, rozgrywający się w poświecie, przedzierającego się przez gałęzie, księżyca i w towarzystwie przelatujących owadów. Tekst nakierowuje raczej na tonącą w mroku łąkę niż do epicentrum zamieszek targających ówczesną Federalną Republiką Jugosławii. Na koniec tej piosenki również pojawiają się radiowe wiadomości, lecz tym razem już po angielsku. Sample z jakimiś rozmowami pojawiają się też w następnym "Sort Of Invisible". Nie wiem skąd My Dying Bride czerpali inspiracje na nadchodzącą, eksperymentalną "34.788%... Complete", ale tu wyraźnie można zauważyć pene podobieństwa, choć oczywiście pewnie są one przypadkowe.
„In This Room” to bardzo rozległy album. Niby nie wychodzi poza pewne ramy, a jednak rozciąga się w wielu kierunkach i ociera o różne obszary. W pewnych momentach potrafi też się zbuntować i wprowadzić nieco niepokoju. Niezależnie jednak od nastroju przez cały czas absorbuje i trzyma w objęciach, z których wcale nie chcemy się oswobadzać. Wręcz przeciwnie, można by tak sobie przy tym zasnąć i zostać już na zawsze…
Tracklista:
01. Stream
02. Monody
03. So Pure
04. The Wooden Lodge
05. Sophisticated Vampires
06. Harvest
07. Did You
08. Myriad Of Peep-holes
09. Sort Of Invisible
10. A Touch Of...
11. Hollow
12. The Barge
13. Sleep
Wydawca: Voices Of Wonder (1997)
Ocena szkolna: 5