Jej blask.
Jak narzędzie, którego skutki są tak bolesne...
Jak blask ukrytych w oczach łez.
Jak blask bezpodstawnej nadzieji...
Jej ciepło.
Jak to, którego brak.
Jak ciepło czerwieni krwi,
boleści niezrośniętych, a rozdartych ran...
Jej światło.
Jak to, które tak trudno zobaczyć,
na końcu znajdując kolejny zakręt.
Jak światło w tunelu oczekujące na swój czas,
a które tak pragnie dusza...
Świeco! Ozdobo prymitywna!
Niknąca nadziejo wśród wiatrów strachu!
Nie zdołasz zastąpić ogniska.
Nie ogrzejesz przed śmiercią wiary!
Nie ogrzejesz...
Skarb twój płonący
zniszczy najmniejszy podmuch zwątpnienia.