Moje poznawanie twórczości Stoned Jesus nie miało nic wspólnego z chronologią czy jakimkolwiek znanym mi porządkiem. Najpierw jakieś skrawki z koncertów, potem szybki nur w sieć i zakup pierwszego wydawnictwa dostępnego na znanym serwisie aukcyjnym, którym to wydawnictwem okazał się drugi i ostatni album zatytułowany „Seven Thunders Roar”. Fajny jest to album toteż z dużą radością skorzystałem z możliwości zaopatrzenia się w debiut stoner-doomowych hulaków z Ukrainy.
Bardzo podoba i się również brzmienie “First Communion”. Nie wiem czy gość odpowiedzialny za nie był tak leniwy czy tak genialny, ale efekt okazał się perfekcyjny. Wiadomo, że mocne, bezpośrednie granie powinno mieć mocne, niezbyt uładzone brzmienie. Koleś postanowił więc za dużo nie ingerować, pozwolił gitarzystom odbezpieczyć przestery i poszło. Dzięki temu gitary brzmią tak, że przy potencjometrze na połowie podziałki w drgania wprawiane są okna nie tylko w moim pokoju, ale chyba w całej klatce. Wiadomo, szlachta się bawi koszta się nie liczą.
Album to przedni i zastanawiają mnie tylko dwie kwestie. Po pierwsze co ich podkusiło do złagodzenia muzyki na kolejnym wydawnictwie oraz co robi w Stoned Jesus Akerfeldt na basie?
Ocena: 9,25/10
Tracklist:
1. Occult
2. Red Wine
3. Black Woods
4. Falling Apart
Wydawca: Solitude Productions (2010)