Rozmowy rekrutacyjne bywają nad wyraz fascynującym przeżyciem, zwłaszcza
w branży, w której mam przyjemność pracować. W pełni świadoma rzeczy,
praw i obowiązków, które spoczywają na mnie z racji wykonywanego zawodu,
kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć metod i sposobów weryfikacji
wszelakiej, do której posuwają się mniej lub bardziej zakręceni
właściciele Agencji PR. Kreatywność, otwarty umysł, niebanalność- to
jest w cenie, ale jak przekonać się w ciągu 20 minut, że owy kandydat
uposażony jest w cechy niezbędne?
Pomysłowość rekrutujących nie zna granic. Z opowieści znajomych i na
bazie doświadczeń własnych, mam wrażenie, że owi towrzysze żyją we
właściwym tylko sobie Matrixie. Słyszałam już historie zmuszające
kandydatów do wypasu kóz, polowania długopisem na różowe
słonie...absurdy, które rzekomo mają pokazać Twój dystans, reakcje,
pomysłowość!Jak dla mnie, skromnie mówiąc człowieka z towarzyszącą mu na
co dzień"ideą", trąci to cholerną"głupkowatością" (inne słowo nie
przychodzi mi na myśl). Czy zrobienie z siebie bądź co bądź debila ma
być miernikiem Twej "fajności", tego ,że sprawdzisz się w ważnym dla
agencji projekcie bo zaskoczysz klienta nową metodą pasienia kozy???(
jak to w ogóle brzmi....!!!!)
Doprawdy cienka jest granica między byciem oryginalnym a zwykłym idiotą.....