Królowie nowojorskiego hardbeatu powrócili. Cieszy mnie ten fakt niezmiernie, bo z tysiąca grup na scenie hardcore/beatdown coraz trudniej już widać horyzont a marzenia o prawdziwym metalcore padły gdzieś w Belgii blisko 10 lat temu. Scena amerykańska teraz obfituje w grubasków a muzyka coraz bardziej posuwa się w kierunku hatecore a czasem nawet hip hop. Tak więc marzenia padły a niedobitki ćwiczą do bólu granie a'la Hatebreed kumulując wokół siebie nowobogackich jednosezonowców z grzywką na lewą stronę. Merauder powrócił żeby skuć ryje i wytrzeć sobie buty o realia zgnilizny Nowego Jorku i można się szyderczo śmiać i kpić, ale lata pokuty nadejszły wiekopomną chwilą, albowiem ten zespół zaznaczył się krwawymi bliznami na obliczu NY zmiatając z ringu najlepszych. To był swoisty kult, któremu do pięt nie dorastają żadne metalcorowe kmiotki.
Scena nowojorska która od lat jest kojarzona raczej z Agnostic Front, Cro-Mags czy Warzone ukształtowała mocny i porządny styl za pomocą takich grup jak Stigmata, Subzero, Sheer Terror All Out War czy właśnie omawiany Merauder. To prawdziwa mekka ciężkiego grania w Stanach Zjednoczonych, choć ostatnie parę lat przeżywało raczej muzyczny kryzys i hibernację stylów hardcore, ale cieszy mnie fakt, że jest to wielki powrót tej sceny. W czasie kiedy hardcore jest bardziej kojarzony z zespołami deathcore, mathcore czy innymi stylami o przedrostku "core" które zdążyły skumulować wokół siebie publiczność nie związaną z dokonaniami klasyków, a bardziej z fanami death metalu, ten album dobrze ukazuje, że można grać klasycznie godząc wszystkie strony tej szerokiej gamy muzycznej.
Tracklista:
01. Until
02. Ratcatcher
03. Built On Blood
04. Gangsta
05. Forgotten Children
06. God Is I
07. Perdona Me
08. Hell Captive
09. Intro
10. Ahora
11. Never Surrender
12. See You In Hell
Wydawca: Regain Rocords (2009)