Demimonde z Pragi istniał już w latach dziewięćdziesiątych i na koniec swojej ówczesnej działalności wydał eksperymentalny album „Mutant Star”. Ja o nim nie słyszałem, ale w przesłanej notce zespół chwali się jego dużym sukcesem. Po szesnastu latach od tego wydarzenia odrodzili się w połowie oryginalnego składu i postanowili kontynuować swoją kosmiczną przygodę, czego efektem jest „Cygnus Oddysey”. Taka pogmatwana i nasączona elektroniką muzyka zowie się space metalem i Demimonde jest jego rdzennym przedstawicielem.
Już samo intro z poważnymi zapowiedziami, przenosi nas na pokład jakiegoś wahadłowca, który zaczyna przemierzać kolejne strefy atmosfery, aby dotrzeć do całkiem nieznanych i niezbadanych światów i czasoprzestrzeni. Rytmiczne, poszatkowane riffy pourywane są świdrującymi dźwiękami międzyplanetarnej generacji oraz przestrzennymi klawiszami. Kolejne elektryczne burze, deszcze meteorytów i gęste mgławice przewalają się jak w kalejdoskopie, a rozmaitość wokali tylko potęguje tą karuzelę nastrojów. Przesterowane teksty, szepty, ciężkie growlingi, czyste śpiewy i orkiestralne chóry, wraz z muzyką, tworzą zawiłe kombinacje dźwięku i prawie, by można rzec, obrazu.
Ta orkiestralność najlepiej sprawdza się w trzecim „Event Horizon” i w ogóle jest to chyba najlepszy numer na tej płycie. Wszędzie jest pełno mroku, zapierającej dech tajemniczości i przytłaczającej atmosfery. Elementy elektroniczne skutecznie rozrywają świadomość i kierują ją w stronę nieodkrytych dotąd wymiarów. Taki jest też, w całości ambientowy „Data Breed” będący wstępem do uderzającego syntezatorową kakofonią „Singularity”. Zresztą tytuł tego kawałka idealnie oddaje charakter muzyki Demimonde. Płyta ciekawa, wkręcająca i potrafiąca przenieść daleko poza ziemską atmosferę.
Tracklista:
01. The Final Destiny (Prelude)
02. The Generation Ship
03. Event Horizon
04. Te Kore
05. Data Breed (interlude)
06. Singularity (Absolute Word Explanation)
07. Laval Formation
08. Dark Matter
Wydawca: MetalGate (2016)
Ocena szkolna: 4+