Poprzedni krążek Deicide "The Stench Of Redemption" należał do najlepszych, a zarazem do najbardziej kontrowersyjnych krążków ostatnich lat. Co by jednak o nim nie mówić, ożywił on skostniałą przez lata muzykę zespołu i przywrócił nadzieję, że formacja sprzedająca setki tysięcy płyt pójdzie za ciosem. Pomóc mieli Jack Owen (ex-Cannibal Corpse) oraz Ralph Santolla (ex-Death), z czego ten drugi został wyrzucony ze składu zaraz po nagraniu "The Stench Of Redemption".
Zasadniczym problemem tego wydawnictwa jest to, że nie udźwignął ciężaru poprzedniczki. Pomijając fakt, czy komuś "The Stench Of Redemption" się podobał czy nie, to nie sposób odmówić tamtej płycie świeżości i lekkości. Tutaj niestety tego zabrakło - zabrakło pomysłów. Mnie najnowsze dzieło Deicide niestety nie przekonało. Płyta okazała się zaskoczeniem, ale zarazem i rozczarowaniem. Myślę, że nawet miłośnicy starego Deicide mogą kręcić trochę nosem.
Tracklista:
01. The Beginning Of The End
02. Till Death Do Us Part
03. Hate Of All Hatreds
04. In the Eyes of God
05. Worthless Misery
06. Severed Ties
07. Not As Long As We Both Shall Live
08. Angel Of Agony
09. Horror In The Halls Of Stone
10. The End Of The Beginning
Wydawca: Earache Records (2008)