No i oto mamy pierwszy album Napalm Death nagrany bez zmarłego w 2007 roku Jesse Pintado. Trudno jest mi odpowiedzieć, czy "Time Waits For No Slave" znacząco różni się od ostatnich dokonań tej formacji, gdyż ich po prostu nie słyszałem. Prawda jest jednak taka, że jeśli ktoś ceni Brytyjczyków za takie albumy jak "Harmony Corruption" lub "Fear Emptiness Despair" to będzie miał trudny orzech do zgryzienia.
Materiał jest dość jednorodny, pełen nowoczesnych riffów, standardowych i przewidywalnych zmian tempa charakterystycznych raczej dla młodszych reprezentantów gatunku. "Time Waits For No Slave" jest jednak albumem bardzo wykalkulowanym, w którym ciężko jest odnaleźć tą pasję cechującą wspomniane wcześniej albumy. Nie można powiedzieć, że płyta zagrana jest bez polotu, ale niestety słucha się tego trochę beznamiętnie. Co więcej - mamy tu aż 14 kawałków, co sprawia, że w pewnym momencie zaczyna zalatywać monotonią.
Początek roku rozpoczął się od deathmetalowego uderzenia. W przypadku Napalm Death można mówić co najwyżej o poprawności. Na pewno album zostanie inaczej odebrany przez zagorzałych fanów zespołu, a inaczej przez młodych adeptów. Ja osobiście czuję spory niedosyt.
Tracklista:
01. Strongarm
02. Diktat
03. Work To Rule
04. On The Brink Of Extinction
05. Time Waits For No Slave
06. Life And Limb
07. Downbeat Clique
08. Fallacy Dominion
09. Passive Tense
10. Laurency Of The Heart
11. Procrastination Of The Empty Vessel
12. Feeling Redundant
13. A No-sided Argument
14. De-evolution Ad Nauseum
Wydawca: Century Media Records (2009)