Nie od dziś wiadomo, że Ron Jarzombek to naprawdę świetny, genialny technicznie gitarzysta. Muzyk, kojarzony z takimi zespołami jak Watchtower, Spastic Ink czy Gordian Knot niewątpliwie musi mieć nie tylko umiejętności, ale jakąs wizję swojej muzyki, skoro niemal każdy projekt w któym się udzielał wyznaczał w danym okresie jakies standardy technicznego grania. Specyficznym projektem jest też solowa działalność instrumentalisty. "Solitarily Speaking Of Theoretical Confinemet" jest drugim albumem solowym Jarzombka - albumem bardzo specyficznym.
Ciekawostką na tym albumie jest to, że materiał na ten krążek, jest tak skomplikowany, że podczas koncertów jedyną osobą grającą "na żywo" jest sam autor. Pozostali muzycy - Roland Emessy, Prodeus Effekcts oraz Dee Fore to ... fikcyjne postacie. Jarzombek sam komputerowo programował moduły instrumentów i zwyczajnie ponazywał swoich "bohaterów". Ten jakże komiczny precedens nie zmienia jednak faktów - krążek jest okrutnie techniczny, ale też i okrutniemonotonny. Niestety po kilkunastu minutach słuchacz ma wrażenie, że cały czas grane jest to samo - brakuje tutaj większych urozmaiceń i jakiejkolwiek dramaturgii w muzyce.
Jeśli ktoś poszukuje tylko i wyłącznie technicznego grania, to ten album jest właśnie dla niego. Jeśli jednak ktoś szuka czegoś więcej - zapadających wpamięć motywów, jakiegoś przemyślenia i wyczuwalnej głębi, to raczej będzie się męczył z tym krążkiem.
Wydawca: Mr. Kitty Records (2002)