Poprzedni album Pzychobitch "The Day After" trafił do mnie ponad rok temu i zespół od razu bardzo mnie zaciekawił. Siegnąłem po więcej i nie zawiodłem się. Nie zawiodłem się także na najnowszym albumie "Electrolicious". To kolejny świeży powiew w ich twórczości. Po szorstkim, agresywnym "Eden" przyszedł czas na "The Day After" przynoszący więcej różnorodności, świeżości i... lekkości.
Jakiś "hit"? Moim zdaniem utwory (mimo swej różnorodności) prezentują równy, wysoki poziom. Nie widzę tu "numeru jeden", chociaż nie ukrywam że bardzo miło słucha mi się "Machinerie".
"Electrolicious" to bogactwo dzwięków, różnorodność, inteligencja i profesjonalizm. Z płyty na płytę jest "lżej". I dobrze. Wcale to nie znaczy że zespół się sprzedaje, starzeje, idzie na łatwiznę albo kończą im sie pomysły. Bo oni się rozwijają. Oby tak dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejny album. Pzychobitch się nie zapomina.
PS. Do specjalnej edycji płyty są dodawne m.in. stringi. Oczywiście różowe.
Wydawca: Minuswelt Musikfabrik (2006)