Trzeba mieć w sobie wiele wytrwałości i zawziętości, żeby tak produkować te płyty raz na osiem lat. Kiedy to było jak recenzowałem poprzednia płytę Cruentus „Terminal Code”? Jakieś wieki temu. Ale okazuje się, że istnieją i mają się naprawdę dobrze. Ich najnowszy album „Every Tomorrow” to ciężki kawałek chleba, ale po kilkukrotnym przeżuciu zaczyna dostarczać coraz większych emocji.
Cruentus to zespół, który istnieje już od 2000 roku. Wydany w 2010 „Terminal Code” jest ich drugim pełnym albumem. Od początku atakuje nas ostry groove metal czy też hard/death core. Taka muzyka jest podstawą i rdzeniem tej płyty. Zazwyczaj szybkie, poplątane i chore klimaty uderzają przez większość czasu. Do tego mamy różne wokale, jednak najczęściej występują dwa. Jeden krzykliwy hardcoreowy i drugi czysty.
"Terminal Code” jest drugim długogrającym albumem szczecińskiej grupy Cruentus. Został wydany w sierpniu zeszłego roku z ambicjami na odświeżenie polskiej sceny metalowej… Najpierw trochę o oprawie wizualnej. Płyta wraz z dodatkami znajduje się w kartonowym pudełku, którego grafika nawiązuje do industrialnej tematyki. Na okładce widzimy człowieka spoglądającego z okna jednego z wieżowców jakiegoś większego miasta. Oprócz krążka z muzyką znajdziemy w środku wkładkę z tekstami utworów, podstawowymi informacji o zespole oraz zdjęcie z wszystkimi muzykami. Jako dodatek dorzucona została naklejka z logiem zespołu. Prezentuje się całkiem nieźle, więc można jej użyć do zasłonięcia dziury w ścianie po ostatniej imprezie.