Gniotąca, miażdżąca, druzgocząca. Taka jest trzecia płyta Immolation „Failures For Gods”. Niby to żadna nowość, ale i tak pozostawia niesamowite wrażenie oraz smród spalonej ziemi. I na to właśnie czekały zebrane w wielkiej liczbie diabelskie zastępy: „Can you hear us… Death to Jesus!”
Prawdziwy zawrót głowy mieli warszawscy fani metalu w tym tygodniu. Najpierw we wtorek Arch Enemy i Jinjer w Progresji, następnie w piątek w Proximie zabójczy zestaw Immolation, Azarath, Melechesh, In Twilight’s Embrace i Sincarnate, a na sobotni deser w Voo Doo równie potężny skład w postaci Hate, Saltus, Hate Them All i Proch. Łał, jakby to tak wszystko połączyć w jedno, to wyszedłby z tego zajebisty festiwal. A tak jedni mają ciężki mataron, a inni musieli wybierać. Ja postawiłem na piątkowy koncert Immolation, głównie dlatego, że do tej pory nie dane mi było zobaczyć na żywo nowojorskiej legendy death metalu.
W tym roku jesień zapowiada się bardzo ponuro, gdyż 16 października brytyjscy bogowie doom metalu, zespół My Dying Bride powróci z 11 albumem, który zatytułowano "A Map Of All Our Failures". Wydawnictwo ma zawierać osiem kompozycji utrzymanych w charakterystycznym dla formacji stylu, opisanym przez muzyków kapeli jako "dalsza podróż w mroczne głębiny ludzkości, religii, folkloru, miłości i śmierci" lub "kontrolowana rozbiórka wszystkich naszych nadziei".
"Failures For Gods" jest trzecim albumem Immolation, lecz dopiero właśnie ten album sprawił, że zespół zaczął zdobywać renomę na scenie death metalowej. Nie miałem okazji słyszeć 2 pierwszych albumów, ale jeszcze nie spotkalem się z opiniami, aby ktoś mówił o nich w superlatywach.