Jeżeli ktoś uważa, że po wielkiej czwórce Deicide dostał zadyszki to pewnie ma rację. „Insineratehymn” to była słabsza płyta, „In Torment In Hell” oceniam już lepiej, choć jej powszechne notowania również są niskie. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z siódmym albumem „Scars Of The Crucifix”, który przywrócił wiarę fanów w zespół i zebrał same pozytywne recenzje. I nie dziwne, bo Deicide uderzył niesamowitą ciężkością i potworną dziczą, a wszelkie porównania zwracają się ku jednemu magicznemu słowu – „Legion”.
Sądzę, że tego zespołu nikomu przedstawiać nie trzeba. Mimo, iż liczby to nie wszystko, warto podkreślić: setki koncertów, 10 albumów studyjnych, albumy koncertowe, płyty DVD - Deicide na pewno można uznać za potęgę. Na najnowszego długograja przyszło nam czekać 3 lata. Czego doczekaliśmy?