Yattering to chyba najbardziej intrygujący, polski zespół deathmetalowy ostatniej dekady. Dlaczego? Wybili się poprzednim krążkiem "Murder's Concept", podpisali kontrakt z Season Of Mist, mieli okazję zawojować rynek zagraniczny, a mimo to jakoś cicho o nich było. Co więcej - mało znam osób, które zachwycają się muzyką Yattering. Nawet opinie mediów są skrajne.
Pojawiły się także elementy typowe dla muzyki core'owej - chodzi tu przede wszystkim o podziały rytmiczne oraz konstrukcję riffów, które swoją gamą obejmują zarówno noise jak i mathcore. Nie zdarza się jednak, aby miały one charakter dominujący. Również w partiach wokalnych okazjonalnie znajdziemy naleciałości z innych gatunków muzycznych.
Bolączką tego albumu jest jednak fakt, że Yattering nie potrafi pisać spójnych utworów. Muzyka jest chaotyczna, motywy nie wypływają jeden z drugiego, przypominając bardziej zlepek fragmentarycznych pomysłów usilnie połączonych w całość. Nie można się przyczepić do poziomu wykonawczego tego krążka, gdyż jest on rzeczywiście wysoki, ale muzyka ta jest ciężko strawna do słuchania właśnie ze względu na kompozycje. Nasuwa mi się skojarzenie z Gorguts, tyle, że ich utwory mają ręce i nogi. Yattering chciał chyba tym krążkiem dobitnie potwierdzić swój talent, ale efekt końcowy jest co najwyżej średni.
Wydawca: Candlelight Records (2003)