Recenzja ostatniej płyty Serpentii.
Płyta prezentuje się rewelacyjnie. Wydana chyba własnym sumptem. Slide pack, do tego w środku ładnie wydany digi, w bardzo stonowanej kolorystyce. Do tego komiks, a raczej parę rysunków, które akurat są najsłabszym elementem. Niemniej chwała za pietyzm. Bonusowego dysku DVD nie widziałem, ale jest tam klip, który się miło ogląda.
Tyle w kwestii wizualnej...
Teksty? Ładnie zarysowany koncept album. Czy mi się on podoba? Szczerze mówiąc to nie, ale jest znakomitym klimatycznym tłem.
Czas na meritum. Czyli muzykę...
Nie będę się odwoływał do wcześniejszych płyt, zatem z góry przepraszam, ale pominę ten aspekt. Za mało jestem osłuchany.
A zatem jak wygląda obecnie Serpentia? Na pewno czuć, że ich działką jest szeroko rozumiany death metal, zwłaszcza z uwagi na wokale. W growlach czuć silę, słucha się ich z przyjemnością. Deklamacje z "chrypka" również świetnie uzupełniają się z muzą.
Gitary świetnie prowadzą myśl przewodnią, czujna praca perki, czasem rozsądnie dodany klawisz. Bardzo dużo się dzieje w muzie Serpentii. Ale to nic nowego.
Płyta nagrana jest wybornie. Gdybym miał porównać brzmienie to miałbym pewne skojarzenia z ... Totem, czyli czytelnie, zarazem brudno. W każdym razie nie ma w tym aspekcie nic do zarzucenia. Płyty słucha się wybornie.
Na płycie dominują średnio-wolne tempa, które idealnie pasują do obecnego zamysłu. Nie ma tu nic przypadkowego, nie ma zbędnego skomasowania muzy...
A utwór z p. Globiszem? Rewelacyjny, klimatyczny.
A na deser kowerek Depeszy. I na szczęście nic oklepanego z "klasyki". Jest it,s no good" z Ultry. Jak zagrany? Z pomysłem, niebanalnie.
Na koniec dwa słowa... Szkoda że taka płyta nieco przeleciała niezauważona... Ma sporo do zaoferowania. Ja szczerze polecam na wieczorne posiedzenia ze słuchawkami, by łowić smaczki, którymi ta płyta jest niesamowicie wzbogacona.
Ocena? 7/10 To uczciwa nota, z pewnością kolejne przesłuchania mnie utwierdzą w pozytywnych odczuciach.