Jeśli lubujesz się w makabrze w ludzkim wydaniu, to sięgnij koniecznie po tę książkę. Repertuar zła, okrucieństwa, brutalności, tortur, gwałtu i przemocy osiągnął w powieści Jacka Ketchuma "Dziewczyna z sąsiedztwa" absolutne maksimum.
Ale na tym się kończy sielskość i anielskość tej powieści. Bowiem ta śliczna dziewczyna już niedługo trafi do zatęchłego schronu wybudowanego w piwnicy domu jej oprawczyni i jej małoletnich kompanów. Ruth Chandler to nieco sfrustrowana i cyniczna matka trzech chłopców, kelnerka, porzucona przez męża mieszkanka amerykańskich przedmieść. Na pozór jest nieco zmęczoną życiem, leniwie kopcącą przez cały dzień papierosy kobietą, w której domu bywają wszyscy chłopcy z sąsiedztwa, bo pozwala im na trochę luzu, jak na przykład napicie się piwa czy wysłuchanie jakiś pikantnych żartów i historyjek. Tak wygląda potwór wprost spod pióra Ketchuma. Monstrum, które przez taki swój zewnętrzny wizerunek staje się jeszcze bardziej przerażające. Świadomość, że ta niepozorna kobieta w spiralę szaleństwa wciągnęła swoich małoletnich synów i ich kolegów, doprowadzając do zbiorowych tortur i finałowego mordu na nastoletniej dziewczynie (na dodatek na oczach jej kalekiej siostry) wywołuje u czytelnika wrażenie coraz szybszego, w miarę rozwoju akcji, staczania się wprost w otchłań, do samego jądra szaleństwa.
Nie można się nie zgodzić ze Stephenem Kingiem, autorem wstępu-przedmowy do powieści Ketchuma, że styl autora przyciąga uwagę i pociąga czytelnika swoją prostotą, histerycznym niemalże humorem, wielką siłą rażenia. Pisarz uwodzi wartkim językiem i ciekawym stylem narracji, gdzie o wydarzeniach sprzed lat opowiada jeden z ich uczestników – David, starający się zrozumieć, jak w ogóle do takiej makabry doszło i czy mógł się zachować inaczej niż postąpił. Jednych ten styl przyciągnie i przykuje do książki na wiele godzin, sprawiając, że nie będą się mogli od niej oderwać. Ale inni przerwą czytanie z dreszczem skrajnego obrzydzenia i ekstremalnego przerażenia na plecach…
Jeśli bowiem cenisz sobie dobre, klasyczne horrory, gdzie potwory to jednak nie ludzie, ale wampiry, wilkołaki, zombie i inne stwory, a czytelnik tkwi w bezpiecznym przeświadczeniu, że „takie rzeczy” zdarzają się tylko w książkach i filmach, to ta powieść na pewno ci się nie spodoba. Jeśli masz jeszcze choć odrobinę wiary w człowieka, to omijaj szerokim łukiem tę lekturę, która może przyprawić o mdłości (i nie tylko), potężną falę obrzydzenia oraz senne koszmary przez wiele kolejnych nocy. Czytając tę książkę, można przekroczyć próg szaleństwa i człowieczeństwa, który z taką łatwością pokonali bohaterowie Ketchuma. Cytując pisarza: "złość, nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który poprowadzi człowieka do destrukcji". Na dodatek uczucia te zyskują tu smak zwycięstwa – jak wyznaje narrator powieści, David. Ketchum wystawia koszmarne świadectwo naszemu człowieczeństwu – z czarnym paskiem. Świadectwo wyszyte rozżarzoną igłą na brzuchu tytułowej dziewczyny z sąsiedztwa i wyrażone w słowach: ZERŻNIJ MNIE – tak krwawo wykłutych w jej ciele.
Świadomość, że człowiek potrafi drugiemu człowiekowi, na dodatek całkowicie bezbronnemu, wyrządzić tak wiele zła, jest najgorszym, najbardziej koszmarnym, ale i najsmutniejszym obrazem, jaki wyłania się z powieści Ketchuma. Może byłoby lepiej, gdyby pisarz postąpił tak, jak jego bohater, który w jednym z rozdziałów odmówił pełnienia funkcji narratora: "Nie powiem wam o tym. Odmawiam. Są rzeczy, o których wiesz, że prędzej umrzesz, niż o nich komukolwiek powiesz". Odmawiam tej lektury – nawet zdolność do odczuwania przerażenia ma swoją granicę. Za nią jest już tylko obłęd.
Jack Ketchum, Dziewczyna z sąsiedztwa, Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Słupsk 2009.