Fading Colours, grupa - legenda, której przedstawiać nie trzeba, w grudniu wyruszyła w trasę koncertową promującą ich najnowszą płytę „Come”, która objęła Warszawę, Poznań i Gdańsk. Sama płyta była niezmiernie wyczekiwana, jej premiera przesuwana kilka razy, ale można spokojnie powiedzieć, że oczekiwań nie zawiodła. Materiał z jednej strony nie utracił charakterystycznego stylu zespołu z drugiej okazał się nowatorski. Takiego czegoś chciałoby się posłuchać na żywo – no i udało się.
Do samego koncertu dotrwała jednak tylko grupka najbardziej zdeterminowanych fanów. Było warto, bo w końcu Fading Colours gra niesamowitą muzykę. Publiczność bawiła się doskonale, mieliśmy okazje posłuchać głownie utworów z ostatniej płyty i kilka starszych. numerów. Pojawiły się między innymi „Thorn”, „Be an angel again”, „Tetonic Grirl” i „Rose”. Formacja pojawiła się w składzie dwuosobowym (czyli okrojonym) - na wokalu De Coy oraz Daniel Kleczynski.
O zmianach w zespole niewiele wiemy - strona muzyków nie funkcjonuje. Nie wiadomo więc, czy zmiany są permanentne. Parę dni temu na myspace członków zespołu pojawiły się zapowiedzi kolejnych koncertów w roku 2010, a wiec Fading Colours ma się chyba dobrze. Wiadomo, że kolejny koncert Fading Colours w Poznaniu odbędzie się w klubie Blue Note. Jeśli chodzi o bazylowy set to w sumie muzycy dali całkiem niezły show mimo tego, ze cierpliwość fanów została poważnie nadwyrężona – nie wiem jak wy, ale ja wybieram się na kolejny poznański koncert.