Muszę przyznać, że do Piwnicy 21 wpadliśmy z Freyą niestety lekko spóźnieni, w momencie kiedy supportujący zespół eXe (zapowiadany wcześniej Ravenville niestety nie zagrał) kończył już swój występ, więc niczego na temat jego występu nie mogę napisać. W klubie dało się wyczuć narastające oczekiwanie i podekscytowanie, zwłaszcza gdy na scenie zaczęli się ustawiać muzycy Artrosis. Licznie zgromadzeni fani nieśmiało przepychali się w stronę sceny, starając się zająć jak najlepsze miejsca, aby nie uronić niczego ze zbliżającego się widowiska.
Pomimo obaw, iż w "korytarzowej" sali Piwnicy 21 mogą pojawić się kłopoty z nagłośnieniem, nic takiego się nie zdarzyło, od początku do końca imprezy wszystko brzmiało doskonale i co na koncertach rzadkie, dało się zrozumieć każde słowo wokalistki i wyłapać poszczególne dzwięki. Kto choć raz był już na koncercie Artrosis od czasu, kiedy w składzie pojawili się Migdał, Remo i MacKozer wie, że muzycy ci mają doskonały kontakt z publicznością i bardzo żywiołowo zachowują się na scenie, tak było oczywiście i tym razem, co potraktować należy jako ogromny plus (zwłaszcza jeśli ktoś pamięta jeszcze występy z czasów wydania pierwszych płyt). Na perkusji wymiatał nowy pałker zespołu, Paweł "Świcol" Świca, który powinien zagrzać to miejsce na dłużej. Jedynym minusem było potworne gorąco panujące pod sceną, jednak trudno byłoby się spodziewać czegoś innego.
Był to jeden z niewielu koncertów, po których nie miałem poczucia, że nie zostały zagrane utwory, które bardzo chciałbym usłyszeć. Artrosis skończyło grać równo o 22, co oczywiście wywołało "oburzenie" publiczności, ale czego można było się spodziewać, tak wspaniałych koncertów można by słuchać do rana i nigdy nie miałoby się dosyć… mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miał okazję zobaczyć i usłyszeć Medeah i chłopaków na żywo. Przedstawienie najwyższej próby - jeśli nie byliście, to naprawdę macie czego żałować, zwłaszcza, że wieczór nie kończył się wraz z zejściem Artrosis ze sceny, tylko przeciągnął się do nocy we wspaniałe after party...