Gdyby ktoś mi kazał wybrać krążek, przez który najciężej było m przebrnąć, to wybór padłby chyba właśnie na "Dirt". Spośród wszelkich klasycznych już pozycji dla gatunku to chyba właśnie ten album posiadał najbardziej dekadencki i klaustrofobiczny klimat. Z całym szacunkiem do zespołów pokroju Pearl Jam, Soundgarden czy Mother Love Bone, ale to właśnie zespół Cantrella tworzył najbardziej charakterystyczną muzykę.
Nie mam wątpliwości, że "Dirt" to jeden z najważniejszych, najlepszych, najciekawszych, a zarazem najtrudniejszych albumów poprzedniej dekady. Dostaliśmy muzykę inteligentną, mającą działać na nas empatycznie. Wydawać by się mogło, że każdy dźwięk, nawet ten z pozoru przypadkowy, jest nieodzownym elementem całości. Do tego każdy z muzyków ma w zasadzie swój styl gry (choć nie da się ukryć, że oczy zwrócone są na Jerry Cantrell'a oraz Layne'a Staley'a) co jedynie podkreśla oryginalność tej muzyki. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to najambitniejszy krążek w gatunku. Zapewne nie każdy przebrnie przez te dźwięki, ale na pewno warto się z nimi zapoznać.
Wydawca: Sony Records (1992)