Od pewnego czasu czołowy okręt pod piracką banderą Running Wild zaczyna tonąć. Nie da się ukryć, że niemiecka ekipa najlepsze lata ma za sobą i póki co nie zanosi się na polepszenie sytuacji. Na całe szczęście na horyzoncie pojawił się godnych następca mistrzów siedmiu mórz.
A teraz kilka słów o tym co mi się nie podoba. Klawisze, a dokładnie ich brzmienie. To zdecydowania najsłabszy punkt zespołu. Ten instrument jest schowany w tle i o wiele lepiej by brzmiał, gdyby stanowił on tylko tło. Niestety kilkukrotnie "klawiora" wdziera się na pierwszy plan z jakąś bezsensowną solówką wątpliwej jakości. Należy jednak podkreślić, że brzmieniem parapet przypomina organki parowe, co momentami brzmi niestety trywialnie. Drugi zarzut jaki muszę skierować pod adresem Alestorm to końcówka albumu. "Wenches & Mead" oraz "Flower Of Scotland" będący nieoficjalnym hymnem Szkocji, to zdecydowanie najsłabsze punkty płyty. Rozczarowuje zwłaszcza ten pierwszy z wymienionych, który jest jedynym naprawdę bardzo słabym kawałkiem z banalną, ale bardzo nieciekawą linią melodyczną. Szkoda że bardzo dobry obraz tego konceptu został nadszarpnięty na samym finiszu.
Czego by jednak złego nie pisać, że "Captain Morgan's Revnege" to dowód na to, że na scenie pojawił się obiecujący zespół, który ma realne szanse zawojowania sceny. Debiut Alestorm pod wieloma względami jest bardzo udany i nawet jeśli dużo tu wpływów Running Wild z okresu "Port Royal", to Szkoci mogą czuć się rozgrzeszeni, gdyż aktualnie chyba nikt nie gra tego typu muzyki na tak wysokim poziomie.
Tracklista:
01. Over The Seas
02. Captain Morgan's Revenge
03. The Huntmaster
04. Nancy The Tavern Wench
05. Death Before The Mast
06. Terror On The High Seas
07. Set Sail And Conquer
08. Of Treasure
09. Wenches & Mead
10. Flower Of Scotland (The Corries Cover)
Wydawca: Napalm Records (2008)