Na ostatnich dwóch, nawiasem mówiąc całkiem niezłych krążkach In Flames dosyć niebezpiecznie zbliżył się do stylistyki Linkin Park. Co prawda, nawet w takim wcieleniu zespół zaprezentował się przyzwoicie, ale chyba nie tego oczekiwano od In Flames. "Come Clarity" miało być powrotem do korzeni, ale jak to zwykle bywa z powrotami - nie wszystko się udaje.
"Come Clarity" to naprawdę dobry krążek, na którym kipi aż od melodyjnego death metalu. To co nigdy chyba nie było najmocniejszą stroną zespołu - czyli riffy - tutaj są naprawdę ciekawe i melodyjne, a co najważniejsze - porywają. Fakt, że muzyka jest bardziej melodyjna aniżeli ta znana z "Whoracle", tu i ówdzie pojawiają się czyste męskie lub damskie wokalizy, ale dominuje typowy dla zespołu krzykliwy growl, muzyka jest dynamiczna i brzmi świeżo. Warto także zaznaczyć, że tym razem melodie są naprawdę dobre, wręcz przebojowe.
Od strony instrumentalnej zespół może nigdy nie był fenomenem i próżno szukać tutaj dobrych solówek czy wyrafinowanego instrumentarium. Pomimo wszystko może także razić fakt, że niemalże wszystkie z trzynastu utworów są utrzymane w podobnym klimacie i tempie, co wprowadza mimo wszystko odrobinę monotonii do muzyki. Nie jest to także muzyka pod jakimkolwiek względem odkrywcza, a nawet wnosząca cokolwiek nowego do wizerunku zespołu.
In Flames nagrał po prostu dobry, przekonywujący krążek, nie bawiąc się w żadne kombinowanie. Zdecydowanie bardziej jest to muzyka do piwka, aniżeli coś ambitnego i głębokiego, ale w grunt, że słucha się tego dosyć przyjemnie i w sumie jest tutaj mało rzeczy, do których można by się przyczepić.
Wydawca: Nuclear Blast Records/Mystic Production (2006)