Spiral Architect - zespół, a raczej projekt, który wydając jeden jedyny album w 2000 roku, teraz jest uznawany za absolutną legendę, a sam album za niedościgniony wzorzec techmetalu.
Osoba niezaprawiona w słuchaniu techmetalu, może odnieść wrażenie, że każdy muzyk gra sam dla siebie, a utwory sprawiają wrażenie niespójnych. Ale właśnie - to jest tylko wrażenie! Każda z 9 kompozycji jest przemyślana i zbudowana tak, aby ukazywała genialne umiejętności muzyków, a jednocześnie nie zabijała nastroju poszczególnych utworów. Nastrój każdego z utworów jest inny - od ultraszybkich, zagmatwanych do granic możliwości, do spokojniejszych, bardziej wysublimowanych dźwieków. Nie sposób jest jednak nie podziwiać Vaiowskich solówek Gundersena, rozszalałego basu Norberga (ten album zawiera chyba najlepsze partie basu jakie w życiu słyszałem) i finezyjnej, opartej na nieparzystych rytmach, genialnej grze Mickelsona. Wokalista ze swoją głęboką barwą i manierą przypomina genialnego Buddy'ego Lackeya z Psychotic Waltz.
Niesamowite jest to, jak zespół operuje podziałami rytmicznymi, jak w 5-6 minutach potrafi zamknąć tysiące różnorodnych dźwięków i nadać każdemu z utworów treść. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tym albumem, a kolekcjonerom polecam jego zakup.
Wydawca: Sensory Records (2000)