To już 40 lat szalonej przygody dla Voivod, zespołu z Jonquière, który jako kwartet przez całą swoją historię szedł pod prąd, stawił czoła największym tragediom i wznosił się ponad przeciętność. Konsekwentny rozwój ich muzyki przyniósł uznanie i nagrody. Album "The Wake" z 2018 roku uzyskał nagrodę Juno dla Heavy Metalowego Albumu Roku, a rok wcześniej Visionary Award w trakcie gali Progressive Music Awards w Londynie.
Nie wiem jak Wam, ale mi zawsze ciężko było nadążyć za Voivod i jeszcze trudniej wgryźć się w ich sztukę. Tym bardziej, że jak już człowiek oswoił się z jedną płytą, to na następnej czekała go zupełna zmiana. Wydany w 1991 roku „Angel Rat” jest albumem znacznie mniej technicznym niż „Nothingface” i takim lżejszym, przystępniejszym. Mimo to jak zawsze zagadkowym i wielowarstwowym.
Fobos jest jednym z dwóch księżyców Marsa, co samo w sobie wskazuje kierunek w jakim powinniśmy podążać wgłębiając się w dziewiąty album „Voivod” pod tytułem „Phobos” właśnie. To tam więc dzieją się wszystkie dynamiczne, zaskakujące, toksyczne, radioaktywne, ponadświetlne, podświadome, wielkie i niewyobrażalne zdarzenia i przemiany. To tam należy doszukiwać się Anarka, który kimkolwiek lub czymkolwiek by nie był, to chyba spogląda na nas obłąkańczo z okładki. Jednym słowem kosmos. Nieprzenikniony, nieodgadniony, nieprzewidywalny kosmos.
Jest jakiś fenomen w zespole Voivod, a przynajmniej ja zawsze go tak odbierałem. Chodzi o to, że słuchając ich płyt przelotnie, można dziwić się cóż takiego ludzie w nich widzą i czemu darzą ich takim poważaniem. Wynika to ze skomplikowania i pogmatwania tej muzyki, która dopiero po odpowiednim odkryciu odsłania swoje niewątpliwe walory. Takim albumem na pewno jest „Nothingface” będący jednym z żelaznych klasyków zespołu. Ja na przykład przekonywałem się do niego bardzo długo.
W alternatywnej teraźniejszości tego koncertu mogłoby nie być. Voivod miało się przecież rozwiązać po nagraniu albumu wykorzystującego ścieżki zostawione przez zmarłego gitarzystę, natomiast Entombed A.D. to jeszcze jeden przykład zejścia się byłych członków kapeli, którzy nawet nie mają prawa do grania pod jej właściwym szyldem. Jeśli tak na to spojrzeć, to można nazwać to dowodem nieśmiertelności metalu i uznać za cud fakt, że kanadyjska grupa znalazła życie po Piggym, zaś szwedzka się rozdwoiła. Żeby ostatecznie uwierzyć, trzeba jeszcze jednak było zobaczyć.
Jeden z największych festiwali metalowych - Brutal Assault - powiększa swój skład o kolejne zespoły. Do dotychczas potwierdzonych artystów dołączają: doom metalowy Conan (Wielka Brytania), industrialny Die Krupps (Niemcy), sludge'owy EyeHateGod (USA), progresywny Sikth (Wielka Brytania), blackmetalowi: Shining (Norwegia) i Slagmur (Norwegia) oraz thrashowy Voivod (Kanada).
Cztery niekwestionowane legendy muzyki metalowej - Carcass, Napalm Death, Obituary i Voivod, wystąpią wspólnie w ramach trasy Deathcrusher Tour 2015. Zespoły zagrają 11 listopada w gdańskim B90 oraz 12 listopada w warszawskiej Progresji. Za sprawą zestawu absolutnych legend, który zawita jesienią nad Wisłę, muzyka metalowa zabrzmi głośniej niż do tej pory. Każdy z zespołów ma tak wielkie zasługi na scenie tego gatunku, że trudno je przecenić oraz uszeregować.
Podobno Denis D’Amour zmarł 26 sierpnia 2005 roku. Tego dnia lekarze stwierdzili, że ciało muzyka utraciło wszystkie funkcje życiowe, ale czym jest ciało wobec ducha? Popularny Piggy przeżył swoją własną śmierć, bo pozostawił po sobie tyle znakomitej muzyki, że można by nią obdarować kilka istnień. Mało tego! Niedokończonych prac artysty wystarczyło na dwa kolejne albumy Voivod z 2006 i 2009 roku. Na trzecim nagranym po jego śmierci pozostały wyłącznie inspiracje, ale to i tak dużo.
Skład zbliżającej się XVIII edycji czeskiego festiwalu Brutal Assault został uzupełniony o czternaście lokalnych zespołów. Zostały one rozstawione na trzecią scenę (Obscure Stage) oraz wczesne godziny dużych scen. Wśród nich znalazły się:
Proximity (CZ, modern metal), Straight (CZ, hardcore), Stíny Plamenů (CZ, black metal), The Fall Of Ghostface (CZ, electro metalcore), In Vain (NO, avantgarde metal), Five Seconds To Leave (CZ, core), Divadlo Marza (CZ, alternative theatre), PerfeCitizen (CZ, grindcore), Beautiful Caffilery (CZ, hc death metal), Empyrion (SK, death black), FOB (CZ, death metalcore), FDK (CZ, post metal), Minority Sound (CZ, cyber metal), Secret Of Darkness (CZ, black metal).
Legenda trashowej sceny kanadyjski Voivod wyda swój kolejny, 13 długogrający album „Target Earth”. Płyta ukaże się 22 stycznia nakładem Century Media Records i będzie następcą wydanej w 2009 roku płyty „Infini”. Nadchodzące wydawnictwo mieszkańców kraju klonowego liścia promuje singiel „Mechanical Mind” z października ubiegłego roku.
To, że Voivod to formacja genialna, mająca w dorobku kilka płyt ocierających się o geniusz, to fakt niepodważalny. Dyskusja zaczyna się, gdy przychodzi wybrać krążek najlepszy, albo ten ulubiony. Każda z płyt wydanych w okresie od "Killing Technology" do "Phobos" (oprócz "Negatron") to materiały co najmniej prawie wybitne i każda z nich jest potencjalnie najlepsza. Przez kilka lat na swojego faworyta typowałem "Nothingface", ale ostatnie L4 skutecznie uświadomiło mnie, że to przy dźwiękach "The Outer Limits" mam największą radochę.
Podobno do 3 razy sztuka. Tyle to prób zobaczenia na żywo kanadyjskiego Voivod podejmowałem w ostatnich latach i nic z tego nie wychodziło. Za punkt honoru postawiłem sobie więc, że październikowy koncert w stołecznej Progresji musi zostać zaliczony bez względu na okoliczności. Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać po Voivod i jak ta trudna w odbiorze muzyka będzie oddziaływać ze sceny.
17 października na jedynym koncercie w Polsce pojawi się kanadyjska formacja Voivod, jeden z najbardziej cenionych zespołów grających progresywny thrash metal. Muzycy wystąpią w warszawskiej Progresji. Voivod zakończył wiosną nagrania trzynastej studyjnej płyty "Target Earth", która ukaże się zgodnie z zapowiedziami na początku przyszłego roku. Materiał nagrywano w Wild Studio w Quebec, pod okiem Pierre'a Remillarda (Cryptopsy, Krisiun, Misery Index).
Zespół
Voivod już za niespełna dwa tygodnie pojawi się w naszym kraju. Najpierw 14 maja
we wrocławskim Firleju, a dzień później wystąpi w warszawskiej
Progresji. Po śmierci niezwykle
cenionego gitarzysty i twórcy wielu utworów Denisa "Piggy'ego" D'Amoura
formacja nie poddała się i postanowiła kontynuować muzyczną karierę. Na
koncertach wspierana jest obecnie przez Daniela Mongraine'a. Zespół
będzie promował najnowszy materiał, którego premiera przewidziana jest w
tym roku. Koncertowi, który odbędzie się 15 maja w Warszawie patronuje serwis Darkplanet.
Od
kilku dni krążące spekulacje i plotki doprowadziły do potwierdzenia tej
jakże istotnej informacji dla fanów twórczości kanadyjskiego Voivod.
Zespół bowiem pojawi się w Polsce dając dwa klubowe koncerty najpierw 14 maja we wrocławskim Firleju, a dzień później wystąpi w warszawskiej Progresji. Po śmierci niezwykle
cenionego gitarzysty i twórcy wielu utworów Denisa "Piggy'ego" D'Amoura
formacja nie poddała się i postanowiła kontynuować muzyczną karierę. Na
koncertach wspierana jest obecnie przez Daniela Mongraine'a. Zespół będzie promował najnowszy materiał, którego premiera przewidziana jest w tym roku.
Już przy okazji zbliżającej się premiery ostatniego albumu kanadyjskiego Voivod - "Infini" sympatycy twórczości zespołu spekulowali, że owa płyta nie będzie jedyną, która ukaże się tym roku. Nie ma to jak niezawodna intuicja fanów - 17 listopada swojej publikacji doczeka się się koncertowy krążek "Tatsumaki: Voivod In Japan 2008" zawierający zapis pełnego występu bandu w japońskim Club Citta. Gig zarejestrowany został w profesjonalny sposób za pośrednictwem trzech kamer, Voivodowi podczas trasy towarzyszyli Testament oraz Forbidden.
Podchodzę do wydawnictw tego zespołu z sentymentem i należytym szacunkiem, bo są w życiu chwile, które wywołują uśmiech na twarzy budzą wspomnienia, i kręcą łezkę w oku. Tak jest zazwyczaj, kiedy pewnych przeżyć nie da rady ubrać w słowa, i ująć całego pejzażu w ramkę.
"Killing Technology" to znaczący punkt zwrotny nie tylko w karierze kanadyjskiego Voivod, ale także w samym gatunku jakim jest thrash metal. Za sprawą tego wydawnictwa muzycy Voivod odeszli niemal całkowicie od surowego, niezbyt interesującego thrashu jaki prezentowali na dwóch pierwszych wydawnictwach, poszerzajac ów schemat o szereg elementów z kręgu sci-fi i rocka progresywnego przeobrażając swoją muzykę z brzydkiego kaczątka w prawie dorosłego łabędzia.
W 4 lata po śmierci gitarzysty Denisa "Piggy" D'Amoura, w lekko zredukowanym składzie i z nową płytą powraca kanadyjski Voivod. Większość materiału z albumu "Infini" odwołuje się do wypracowanego przez lata surowego, zawadiackiego progresywno/thrashowego stylu z dwóch poprzednich albumów - "Voivod" i "Katorz". Muzycy niejednokrotnie pytani o przyszłość zespołu i kolejny album odpowiadają: "Infini" będzie prawdopodobnie naszym ostatnim albumem. W większości zagospodarowaliśmy go dla nigdy niepublikowanych, archiwalnych utworów, które umyślnie nacechowane zostały muzycznym charakterem każdego z nas".
Od kilku dni krążące spekulacje i plotki doprowadziły do potwierdzenia tej jakże istotnej informacji dla fanów twórczości kanadyjskiego Voivod. Zespół bowiem pojawi się w Polsce pierwszego dnia Knock Out Festivalu - 11 lipca na krakowskim Stadionie WKS Wawel. Po śmierci niezwykle cenionego gitarzysty i twórcy wielu utworów Denisa "Piggy'ego" D'Amoura formacja nie poddała się i postanowiła kontynuować muzyczną karierę. Na koncertach wspierana jest obecnie przez Daniela Mongrainea. Do składu festiwalu natomiast dołączyli także hardcorowcy z Huge CCM.
Dawno, dawno temu usłyszałem kilka kawałków Voivod z płyt "Negatron" oraz "Phobos". Pamiętam, że te utwory nie podobały mi się i dziwiłem się jak ten zespół dorobił się statusu legendy i dlaczego w ogóle jest ceniony. Jak się miało okazać, wspomniane krążki były podobno jednymi ze słabszych w dorobku Kanadyjczyków. Nie pozostało więc nic innego, jak sięgnąć po któryś z klasyków - "Killing Technology", "Dimension Hatross" bądź "Nothingface". Los chciał, że padło na "Nothingface" i chyba dobrze się stało.