Pierwsza piosenka na drugiej płycie The Crown nosi tytuł „Deathexplosion” i jest to znakomite określenie dla ekspresji i klimatu w jakim utrzymany jest cały „Deathrace King”. Mocno wpasowuje się w stylistykę szwedzkiego melo deathu, a jednocześnie ma w sobie niebywałe pokłady siły, energii i czystości death metalu.
Czekałem, czekałem, oj z jaką wielką niecierpliwością czekałem na powrót The Crown po 6 latach muzycznej przerwy, jaką to sobie Szwedzi zafundowali. Nie będę ukrywał, że ich były wtedy, a obecnie znów współpracujący z nimi frontman, nie próżnował, albowiem w międzyczasie fani jego oryginalnego głosu mogli go podziwiać w One Man Army And The Undead Quartet, jednakże kiedy nadeszła propozycja powrotu do macierzystego bandu Johan Lindstrand nie wahał się ani chwili, przez co OMAATUQ przestało istnieć.
The Crown powraca. Po pięcioletniej przerwie szwedzcy death/roll metalowcy postanowili podzielić się ze światem swoim nowym muzycznym osiągnięciem a co za tym idzie jutro na półki sklepowe trafi ich najnowszy, dziewiąty w karierze album. Będzie on nosił tytuł „Death Is Not Dead”. Tak samo jak w przypadku poprzedniego wydawnictwa The Crown „Doomsday King” za wydanie i promocję odpowiedzialna będzie niemiecka Century Media Records.
I stało się. Chowajcie swoje córki, koty i chomiki, bo Pest czmychnął z piekielnych czeluści i za zgodą ciemnej strony mocy nagrał kolejny album zatytułowany „The Crowning Horror”. Nikt z wielbicieli, a właściwie czcicieli pierwotnego black metalu i samego Pest nie będzie rozczarowany zawartością krążka. Jest surowo, klimatycznie czyli staroszkolny black w najczystszej postaci. Patenty wykorzystywane przez zespół, oparte wyłącznie na gitarach, perkusji, bębnach i wokalu, potęgują klimat muzyki. Klimat mroku, bluźnierstwa i dekadencji.
Długo trwały procesy o prawa do dystrybucji, ale powoli staje się jasne, że remake kultowego filmu z 1994 roku jednak powstanie. "The Crow" jest adaptacją komiksu o tym samym tytule. W roli głównej wystąpił syn Bruce'a Lee - Brandon. Film sam w sobie jest już wystarczająco mroczny, ale dodatkowo cień kładzie na nim fakt tajemniczej śmierci aktora na planie filmowym. Wiadomo już, że firma Relativity Media zatrudniła jako reżysera F. Javiera Gutiérreza. Scenariuszem ma się zająć Jesse Wigutow, a producentami będą Edward R. Pressman i Jeff Most. W roli Erica Dravena wystąpić ma podobno Bradley Cooper.
Słuchając najnowszego dziecka muzyków The Crown odniosłem wrażenie, że długie przerwy między poszczególnymi albumami (nieważne czy to odpoczynek, że tak to nazwę czy to reaktywacja zespołu) bardzo źle wpływają na jakość twórczą wydawanych pozycji (patrz ostatni Immortal). 6 lat od ukazania się „Crowned Unholy” (dość ciekawe wydawnictwo – ponownie nagrane kawałki z płyty „Crowned In Terror” z Johanem Lindstrandrem na wokalu) okazało się dla tegoż zespołu zbyt długą przerwą w działalności.
Nie lada gratka dla miłośników szwedzkiego death'n'rolla. Legenda tego nurtu The Crown powraca na scenę z nowym materiałem. Podobno nowe wydawnictwo jest już gotowe, ale jego szczegóły nie są jeszcze ujawnione. Wydawcą krążka będzie prawdopodobnie Metal Blade Records, z którą zespół był związany jeszcze przez rozwiązaniem. Aktualnie formację tworzą Jonas Stålhammar (wokal), Marko Tervonen (gitara elektryczna), Marcus Sunesson (gitara elektryczna), Magnus Olsfelt (gitara basowa) oraz Janne Saarenpää (perkusja). Nie pozostaje nam nic innego niż czekać na kolejną porcję energicznego łojenia.
AAAAAAAAAAAAAAA - tak energia mnie rozpiera po pierwszych dźwiękach tego albumu!!! "Deathrace King" to połączenie death, speed, thrashu, heavy i elementów rock n’ rolla. Nie ma tu elektroniki, sampli czy innych pierdół – jest to czysty metal. Zło emanuje na cały pokój gdy krążek jest w odtwarzaczu (wyczuwa się je w powietrzu).