Czy będzie aż tak źle? Czy nasza planeta skazana jest na los taki jak ze zdjęcia? Jeżeli nawet tak, to trzeba przyznać, że Anathema wybiega bardzo daleko w przyszłość ukazując obraz zniszczonej zgubną działalnością człowieka Ziemi. „A Natural Disaster” brzmi tytuł ich siódmej płyty, choć zdecydowanie wydaje się, że ktoś tej naturze pomógł w doprowadzeniu się do samounicestwienia. I mimo, że do takiego stanu jeszcze daleko, to może już dziś warto trochę się pomartwić, a może nawet odnaleźć w tym jakąś analogię.
Krążek zaczyna się spokojnym i harmonijnym (jak głosi tytuł) utworem opatrzonym deliktnym głosem Vincenta. W oddali słychać powtarzający się rytm, ale później w ruch idą gitary, a głos wokalisty nieco przybiera na sile. Nastepnie "Klątwa" popisuje się utworem "Balance", który wyróżnia się klawiszowym motywem, od razu wpadającym w ucho. Zauważyć można, że Anathema odważyła się poeksperymentować nieco z elektroniką i komputerami. Zarówno w hipnotyczno-elektronicznym "Closer", jak i we wspomnianym już "Balance", możemy uświadczyć zmodyfikowany głos.