Polski zespół Desdemona grający muzykę z gatunku dark/elektro powraca po ponad półtora rocznej przerwie koncertowej. Grupa w czasie tak długiej niebytności na scenie przeszła szereg zmian personalnych. Nowym menagerem jest obecnie Arkadiusz Wachowicz z agencji LITTLE PLEASURE. Głównie jednak zmiany zachodziły wewnątrz samego zespołu. Grupę opuścił basista MarioF, którego zastąpił Szymon Świerczyński, grający wcześniej w Głogowskiej formacji PIGMENT. Odszedł również gitarzysta Noizex. Zmiany personalne i opuszczenie obu muzyków szeregów Desdemony podyktowane były sprawami osobistymi.
B.E.T.H. - zespół powstał na przełomie października i listopada 1996 roku. Poznaliśmy się przez totalny przypadek na Sali prób u p. Durskiej. Marqs, Michał i Jim już od kilku miesięcy grali ze sobą wcześniej.
Children Of Bodom - fiński zespół, którego początki sięgają 1993 roku. Grupa ta gra melodyjny death metal. Pierwszym albumem wydanym przez Children Of Bodom było "Something Wild". Krótko po jego sukcesie zespół podpisał kontrakt z niemiecką firmą Nuclear Blast, na rozpowszechnianie ich płyt w Europie.
Po długiej przerwie dał o sobie znać zespół Velvet Acid Christ z nurtu dark elektro wydając 22 lipca nowy singiel „Wound”. Na płycie znajdziemy cztery remixy ich poprzednich dokonań oraz jako specjalny dodatek cover „The Figurehead” zespołu The Cure. Singiel ten jest zapowiedzią pełnego albumu o tytule „Lust for Blood”, który ma zawierać 14 premierowych kompozycji.
Jego oczy były jak stal: błyszczące, szare i twarde, wykute, patrzące
bez pamięci w przestrzeń, której nie było. Włosy czarne, krucze z
lekkim poblaskiem siwizny, świadczącej o powadze jego wieku i młodości
jego umysłu, a twarz jakby niezdarnymi rękoma wykuta w kamieniu – po
prostu anioł ciemności. W jego głowie zakodowano tylko jeden cel.
Wiedział, co ma czynić, ale jeszcze rozkoszował się ostatnim wschodem
słońca, modlitwą budzącej się przyrody, ciepłem słonecznego dotyku na
zimnej od lat twarzy. Jego uszy łapczywie wsłuchiwały się w muzykę
rodzącej się do życia przyrody. Jednak czas działał na jego niekorzyść,
a On wiedział o Tym. Anioł uniósł majestatycznie dłoń, jakby chcąc
jeszcze raz oddać hołd Stworzeniu… I świat przestał istnieć.
Gdy
otworzył przymknięte na chwilę oczy zdał sobie sprawę, że znajduje się
w zaułku jakiejś ulicy. Brud i smród otaczały go niemiłosiernie.
Zarówno po lewej swojej stronie jak i po prawej zauważył grupki byłych
aniołów. Ubrani jak żebracy z oczami pełnymi wyrzutu wpatrywali się w
niego, a on starał się uciec przed tym wzrokiem, który tak nieznośnie
palił jego wnętrze. Pomyślał, że właśnie tak wygląda piekło dla
aniołów. Teraz dopiero zrozumiał, co się stało. Gdyby anioły umiały
płakać to właśnie w tym momencie on – anioł by zapłakał. Ale jego oczy
były jak stal.
Nawet nie zauważył jak zaczął iść, biec, starając się
unikać za wszelką cenę tego wzroku. Jego kroki dudniły głucho, a przez
głowę zaczęło przewijać się tysiące obrazów, przyprawiając go o
szaleństwo. Biegł tak już od jakiegoś czasu rozbijając po drodze
stragany, kubły na śmieci, omijając wysokie, szklane domy, aż dobiegł
do skraju miasta. Tam ujrzał rzecz przedziwną: tysiące aniołów
wpatrzonych nie w niego, ale w skrawek nieba, który nie był widoczny z
miasta. „To On, to On” krzyczał jakiś szalony starzec, który już od
wieków nie mógł być aniołem. „To On, to On” zahipnotyzowany pomruk
przebiegł przez usta wszystkich. Anioł wiedział, o kogo chodzi, lecz
czół jeszcze brzemię swojego czynu i nie chciał podnosić wzroku, jak
jednak szybko zauważył nikt się nie śmiał na Niego spojrzeć.
Znów przymknął oczy. Gdy je otworzył otaczała go już tylko wielka pustka, a niebo było zamknięte. Nie było już nawet piekła.
Anioł
znów wrócił na ziemię, która teraz wydawała się pusta i jałowa, choć
tak niewiele się na niej zmieniło. Dzieci Boga już dawno o nim
zapomniały zapatrzone w siebie, nie wiedziały, że On tutaj jest opuścił
niebo by tylko być bliżej nich.
Nagle anioł zaczął się panicznie
śmiać, jak ktoś opętany albo szalony, łzy zaczęły napływać mu do oczu,
a skrzydła jego zaczęły odpadać. To był jego własny wybór, by żyć w
świecie, który sam zniszczył.
Chwila po chwili, żyła po żyle
W głąb mego ciała zagłębia się sztylet
On jest tak cichy jak przyjaciel niemy
Rozwiąże wszystkie moje problemy
Nikt nie odczuje mojego braku
Wreszcie stanąłem na śmierci szlaku
Gdy tak umieram wracają wspomnienia
Lecz ja już nie mam nic do stracenia
Mój oddech słabnie z każdą minutą
Teraz opuszczam Ziemię zepsutą
Chory świat wreszcie skończy mnie dręczyć
Już nie mam siły dłużej się męczyć
Właśnie przestaje bić moje serce
Już nigdy więcej nie będę w rozterce
W sumie dla świata nic się nie zmienia
Nie mam więc żadnych wyrzutów sumienia
Kiedy tak leżę w kałuży krwi
Słyszę jak cicho ktoś puka do drzwi
"Otwarte"- jęczę, "kto to?"- myślę sobie
I wtedy wchodzi śmierć we własnej osobie
Niemiecka grupa L’âme Immortele zapowiada wypuszczenie na rynek 25 sierpnia nowego albumu. Praca nad nową płytą zatytułowaną „Auf deine Schwingen” trwała aż półtorej roku. Ma być to wydawnictwo utrzymane w charakterystycznym dla zespołu stylu, a więc mieszanina rocka, mrocznej elektroniki okraszona emocjonalnymi elementami orkiestralnymi. Do jednego z utworów o tytule „Phönix” grupa przygotowała teledysk, który jest już dostępny na stronie zespołu.
Jak żyletka mocno zaciśnięta w dłoni
Jak lufa pistoletu przyciśnięta do skroni
Jak ostatni łyk wina pełnego trucizny
Jak ślady po igłach, jak po ostrzu blizny
Jak krzyk w środku nocy po śnie pełnym strachu
Jak plama na chodniku po skaczącym z dachu
Jak narkoman na głodzie proszący o skręta
Jak lina na gardle sino odciśnięta
Takie są dni twoje: marne, bezlitosne
Całe twoje życie - przyznaj, że żałosne.
Otulone miękkością aksamitnej pościeli
W ciepłym błękicie i czystej bieli
Ciało rozgrzane blaskiem świec płomienia
Czeka na Ciebie i snuje marzenia
Marzy by spojrzeć w Twoje oczy
I bezgranicznej oddać się rozkoszy
By na chwilę stracić kontrolę
I Twemu ciału poddać swą wolę
W szalonym rytmie rozbudzić namiętność
I zatrzeć odwiecznych granic swych świętość
Posiąść skrzydła i sięgnąć do nieba bram
I spoglądając na dół ujrzeć raj...
... A gdy zgaśnie ostatnia gwiazda
na niebie
Odejdę, bo tak bardzo brakuje
mi Ciebie
Odejdę na zawsze i pójdę
przed siebie
Zgasnę, jak ta ostatnia gwiazda
na niebie
Uleczę swój smutek i serca mego
wielki ból
Ja odejdę, Ty zostań, proszę
nie zamieniaj ról
To ja jestem winna i to ja
cierpieć będę
To ja Cię okłamałam, więc teraz
odejdę...
Wszyscy to przewidywali. Prasa specjalizująca się w muzyce metalowej, przedstawiciele przemysłu muzycznego, a przede wszystkim dzieciaki, które miały okazję widzieć Bullet For My Valentine na koncertach. Oni doskonale wiedzieli, że pochodząca z walijskiej miejscowości kapela ma w sobie coś wyjątkowego. Już wkrótce przekona się o tym reszta świata.
Coal Chamber - zespół powstał na początku 1994 roku w Los Angeles, jego założycielami byli Miguel Rascon oraz Bradley Fafara. Bradley odpowiedział na umieszczone w lokalnej gazecie ogłoszenie Miguela. Wkrótce do zespołu dołączyli perkusista Mike Cox oraz basistka Rayna Ross. Po niedługim czasie wydali płytę demo i ich bardzo znany kawałek o nazwie "Loco".
Atheist jest taką "perłą z lamusa", gdyż pomimo tego, iż ich muzyka wyprzedzała swoją epokę, to zostali docenieni dopiero po latach. Obok Death byli prekursorami technicznego death metalu. "Unquestinable Presence" jest drugim i zarazem najlepszym dziełem Atheist, który wymieniany jest jednym tchem wraz z "Focus" Cynic i "Individual Thought Patterns" Death, jako wzorzec do naśladowania w tym gatunku muzyki.
Są takie albumy, które stają się "klasykami" zanim się jeszcze ukażą. Dzięki fantastycznej promocji ze strony wytwórni i buńczucznym zapowiedziom, ostrzą apetyty recenzentów, którzy często zbyt pochopnie wydają opinie. W taki oto sposób mamy całą stertę "gwiazdeczek", którym kończą się pomysły po trzecim utworze debiutanckiego albumu.
Traumatyczne przeżycia związane z rocznicą żałoby po prima aprilisie.
Linkin Park - kalifornijski zespół, grający nu metal i rapcore. Muzyka prezentowana przez grupę jest pewnego rodzaju hybrydą metalu, muzyki elektronicznej i hip hopu. Każdy z jej utworów rozpoczyna się od stworzonego "elektronicznie" intra, w którym można usłyszeć różnego rodzaju instrumenty poddane procesowi mixowania. Najczęściej spotykaną konstrukcją piosenek jest melorecytowana zwrotka i śpiewany/krzyczany refren, aczkolwiek są wyjątki ("Breaking The Habit").