Dodano: 2006-08-05 16:28
No i z Tobą Fausthie się zgadzam, ale wypowiedz ALeca, sugerowała jakoby kościół tylko zło czynił:) a przecież wszyscy wiemy, ze i zło i odbro to pojęcia relatywne.
Dodano: 2006-08-19 17:29
na wstepie kilka zdan odnosnie wczesniejszych wypowiedzi...
Kostuh napisal o absurdzie tworzenia swiata w 7 dni.. blad, w 6 a 7 byl odpoczynkiem :) Czy nauka jest jedynym zrodlem percepcji tego co nas otacza? dla mnie tak. Przykladem tego Biblijnego tworzenia niech bedzie fakt iz energia jest ruchem pod postacia fal, a fale te sa rozbłyskami cząstek podobnych do cyfrowych bitow... ich przepływ pojawia sie w okreslonych pakietach zwanych kwantami.:) jaki jest stosunek przepływu kwantow do nastepujacej po nich przerwy? 6:1 :) szesc blyskow, odpoczynek.
To taka mala ciekawostka na temat potegi nauki :)
Czy Bóg istnieje? Czy istnieje ich wiele?
WEDŁUG MNIE tak, ale TAK na oby dwa zadane pytania. Jestesmy jego czescia, i wszystko co nas otacza jest jego czescia, czy swiadomie, podswiadomie, czy nadswiadomie:)
Zapraszam do dyskusji :)
Dodano: 2006-08-19 17:36
jest jeden Bog - nazywa sie Pieniadz 8)
----------------
Mnemic-Liquid
united we stand divided we fall
Dodano: 2006-08-23 09:55
Sama wiara w odniesieniu do jakiejkolwiek nadprzyrodzonej siły to utopia. Ja wierze w ludzi…
Dodano: 2006-08-23 11:02
Dodano: 2006-08-30 16:35
Wiara w ludzi też czasami zawodzi i cholernie boli po ów zawodzie. Wierzę w Boga i w to, że wkoło są nas duchy (przodków, natury), NIE WIERZĘ natomiast w Kościół, który elegancko nam wszystko z góry narzuca. Co byś człowieku nie robił to i tak jak nie piekło to czyściec czy co tam jeszcze ostatnio wymyślili, a nie wiem bo straciłam chęć do chodzenia po kawałach naszego księdza rzucanych z ambony na temat głupoty kobiet i ich nie przydatności w pracy i życiu(prócz prac domowych, bo jak to - mężczyzna miałby sprzątać?). Kiedyś była Matka Ziemia i wsio, a teraz... to nie pasi, tamto to SEKTA a tamto jest cacy bo ma na głowie beret
Dodano: 2006-08-30 16:59
Oooo.... wiara w ludzi... że niby bez komentarza? A ja też wierzę w ludzi... może nie wszystkich, ale wierzę w dzieci i młodzież... uważam, że oni są w stanie zmienić świat - wystarczy dobrze "zaprogramować" ;D
W ogóle jak ktoś zna jakieś dzieci z rodzin patologicznych, to chętnie bym im udzieliła korków z zakresu podstawówki czy gimnazjum (bo cholera wie co mają teraz w liceach), ale koniecznie muszą mieszkać na terenie Poznania. Oczywiście za free, tylko musi mi pasować czasowo. Jakby co to proszę o info na prv. Szkoda, by się dzieciaki marnowały.
Narea: Oj, mam uraz do Kościoła od wczesnej podstawówki :D M.in. od czasu jak zakonnica w pierwszej klasie, gdy mówiło się "łaskiś pełna" zamiast "łaski pełna", podchodziła do dziecka z 30cm linijką, dziecko wystawiało rączkę i zakonnica uderzała tą linijką z całej siły kilka razy
Ja nigdy nie oberwałam, bo zanim do mnie doszło, to zawsze umiałam już modlitwę na cacy hehe :D Ale cóż, nauka nie poszła w las... jestem teraz prawie 22 letnią ateistką, która umie recytować cały stos modlitw (tylko pytanie: po co mi to? :D :D :D)
Dodano: 2006-08-30 17:14
jak dla mnnie podstawa jest wierzyc w siebie , jestem czlowiekiem , swiadomym swojego istnienia, w pewien sposob. jakos mysle. Mysle wiec jestem, Istnieje. Tutaj nastepuje najwiekszy skok, ktory wymaga wiary:)... wierze ze inni tez myslą
. Totez i tez istnieja, nie sa zadna uludą mojego wlasnego umyslu, ktorego to jeszcze nie poznałam do konca. Wierze w to ze zaleznie od tego co przezyli, sa przewidywalni, zalezni od tego jak ich poznam. wiem ze bez ogromnego wkladu potencjalu ludzkiego lub.. nie wiem, mechanicznego, nie sa w stanie zorganizowac potopu i zalac caly swiat, a mnie osadzic jako winną i... blah... no i nie trafie na lodke. Przynajmniej nie Ci z ktorymi poki co mam stycznosc. Wierze w to, ze w kazdym moge znalezc przyjaciela.
Jest to bardziej swiatopoglad niz wiara, ale opisuje to tutaj, gdyz trudno mi powiedziec czy w cokolwiek wierze. Wiem ze czlowiek CHCE miec kogos nad soba, by byc usprawiedliwionym,. cos co moze ostatecznie, gdyby zrobil cos tragicznego, zmienic jego dzialania. Ale raczej usmiecha mi sie wizja zupelnie odwrotna, nikogo tam nie ma, poki mi sie nie udowodni inaczej. A moge sobie byc niewierną. Moga na mnie ksieza dziwnie patrzec na ulicy.
w racjonaliscie przeczytalam ciekawy artykul mowiacy o tym, iz organizm czlowieka jest zaprojektowany tak by wierzyc w boga, jego jazn, jakis tam gen czy po prostu wpajanie nam od dziecka? Bo przeciez wzrastajacy poziom ateistow zaprzecza temu iz KAZDY potrzebuje wiary w moce boskie...
Dobra... to chyba dygresja mocna byla...
wiara w ludzi jest czyms co automatycznie zaakcpetowalam, kiedy skreslilam boga, a nie przekreslilam zycia w spoleczenstwie... hmm... moze wedlug: z nami lub przeciwko nam?
Dodano: 2006-08-30 18:21
Fausthie: u nas zakonnica tłukła w tył głowy za "ament" a nie "amen". Ja niby nie obrywałam ale kto wie................. uraz do zakonnic pozostał
Dodano: 2006-08-30 18:54
Hehe, a faktycznie, nasza za to też biła :D :D :D I za złe składanie rąk (trzeba mieć palce nieprzeplecione, tylko wyprostowane do góry na wysokości klatki piersiowej, a kciuki mają się krzyżować... łaskawie do wyboru czy prawy na lewym czy lewy na prawym :D) hehehe :-) I nasłuchałam się największych bajek-horrorów właśnie od zakonnic :D :D :D
Dodano: 2006-08-30 19:00
u was były proste palce? hmmmmmmmmm......... "splatajcie albo składajcie ale lepiej splatać bo wtedy żarliwie się modlicie!" ogólny schiz
Dodano: 2006-08-30 19:56
Cóż, czytam tę całą dyskusję i szlag mnie trafia, że wcześniej nie mnie nie było na kompie, bo teraz będę miała masę pisania :evil:
Zacznę może od tego, że wierzę w jednego Boga. Tego w Trójcy Świętej jedynego. I nie uważam, żeby chrześcijaństwo było religią politeistyczną, święci nie są bóstwami i nigdy nie będą. Jeżeli ktoś stawia ich na równi z Bogiem, lub - co gorsza - ponad Nim, nie jest chrześcijaninem. Święci i błogosławieni to tacy sami ludzie jak my, tylko obdarzeni łaską wiary. Bo mimo wszystko, WIARA JEST ŁASKĄ.
Jestem katoliczką, tak się wychowałam, ale to nie ma znaczenia, bo wierzę z własnej woli. I nie uważam się przez to za jakiegoś przygłupa, ćwierćinteligenta czy człowieka o słabej woli. Żeby było śmieszniej, tydzień temu dostałam list na który długo czekałam: otrzymałam stypendium. Naukowe. Należę do Ruchu Światło-Życie i znam masę osób w Duszpasterstwie Akademickim (czyli STUDENTÓW :!: ) Ale wracając do wiary: jest dużo religii monoteistycznych. Wiele z nich jest starszych od chrześcijaństwa, wiem. Generalnie jednak WIARA jest ta sama, to OBRZĘDY, LITURGIA i ZAGŁĘBIANIE SIĘ W TAJEMNICĘ MISTYCZNEGO OBLICZA BOGA różni od siebie wszystkie wyznania. Uważam, że Jan Paweł II miał rację odnośnie ekumenizmu. Jest jeden Bóg, a to, czy nazywam go Allahem czy Jahwe, nie ma żadnej różnicy, bo to wciąż jest Bóg.
W czasie dyskusji ktoś rzucił tekstem (bodajże KostucH) o stworzeniu świata. Ja też nie wierzę w te sześć dni. Nie mówię przecież, że Kościół jest nieomylny (ba, czasem nawet wręcz przeciwnie
. Ja jestem zdania, że Bóg stworzył ten cały miszmasz zwany Wszechświatem i pozwolił mu na ewolucję, o jakiej nas uzą w szkole :) Wracając do nieomylności. Inkwizycja, stosy, krucjaty... Ludzie, to było w średniowieczu! Wieki ciemne, całkowite zacofanie - w każdej sferze życia. Jak miałeś gorączkę, to "lekarze" krew ci upuszczali...
Tak a propos różnych wyznań. Tych monoteistycznych. W założeniu głównym są one prawie takie same. Jeśli jednak to wszystko rozrysować i porównać poszczególne "stopnie wtajemniczenia", np. w buddyżmie i chrześcijaństwie, dojdziemy do wniosku, że chrześcijaństwo bardziej się zagłębia w istotę Boga. Kto nie wierzy, niech zmierzy
Buddyści w zatrzymują się na pewnym etapie medytacji, a niektórzy chrześcijanie (czyt. święci) doznają tzw. nocy mistycznych. Nie będę tutaj tego tłumaczyć, bo to niezwykle trudny i długi temat, zainteresowanym jednak polecić mogę chociażby dzienniczek siostry Faustyny, która owych nocy mistycznych doświadczała.
Co do samej wiary - istnienia jakiegokolwiek bóstwa nie da się udowodnić. Na tym właśnie polega WIARA. Wierzymy, że Bóg istnieje, ale tego nie wiemy. Bakterii też nie widać, ale jakoś wolę wierzyć w Boga.
A odnośnie nowej subkultury , jaka pojawiła się w naszym kraju: mentalność moherowych beretów wynika z braku katechezy. To jest jeden z błędów Kościoła. Ewangelizujemy dzieci i młodzież, jeździmy na misje do Afryki, a nie potrafimy zadbać o swoje własne podwórze. "Widzisz drzazgę w oku swego brata, ale nie zauważasz belki we własnym"... (dla niewtajemniczonych i ateistów - to Pismo Święte). Te wszystkie babcie tak zostały wychowane i już się raczej nie zmienią. Mają swój świat i własne kredki, nie będziemy się im wpierniczać ze swoimi markerami
Swoją drogą, nie popieram działoalności ks. Rydzyka. Co prawda, słuchałam kilka razy Radja Maryja (mam babcię moherka :? ) i muszę stwierdzić, że jest tam wiele mądrych rzeczy dotyczących religii i dogmatów, jednak radio, które się miesza do polityki, z całą pewnością nie zasługuje na miano mediów katolickich.
Tak na zakończenie mojej wypowiedzi: jeśli ktoś usilnie potrzebuje dowodów na istnienie Boga, żeby w Niego uwierzyć, niech sobie przypomni o wszystkich cudach. Tych z naszych czasów. Wbrew pozorom, jest ich dość dużo, ale to już temat na inną dyskusję
Jeśli kogoś uraziłam woimi poglądami, to kornie proszę o wybaczenie, ale to jest tylko moja skromna opinia na ten temat :) Okej, kończę, bo się z tego monolog zrobił :twisted: Jak ktoś doszdł aż do tego momentu i nie usnął, to serdecznie gratuluję 
Dodano: 2006-08-30 22:29
Czuczaczek: Przepraszam, ale co do łaski wiary, to kojarzy mi się tylko komentarz "łaski bez".
A tak na marginesie jedna z moich najlepszych kumpel jest katoliczką, bardzo, bardzo, bardzo wierzącą... i co? I uważam ją za jedną z bardziej inteligentych, mądrzejszych i dobrych osób jakie znam.
Nie widzę problemu w tym, że ktoś wierzy. Nie uznaję go za głupca. Jednak wiem, że bóg potrafi zasłonić (hyh, już dziś o tym pisałam) to o co w życiu tak naprawdę chodzi - wolną wolę. Bez jasno określonych zasad wiele osób nie potrafi żyć... nie potrafi podjąć decyzji... a potem słucha "pasterzy" bez względu na to czy są dobrzy czy źli. Kojarzy mi się to właśnie ze stereotypową twórczością amerykańską i rosyjską (wolę rosyjską - nie wszystko jest tam białe lub czarne). I zaznaczam, że mówię tu, iż może tak być... jest to znacznie bardziej prawdopodobne niż u ateistów ze względu na procent osób wierzących w naszym kraju... tak samo jak i statystycznie więcej katolików popełnia w Polsce wszelkie zbrodnie.
Dodano: 2006-08-31 09:33
Bo statystycznie w Polsce jest wiecej katolikow... i Ty i ja jestesmy katolikami:/ ochrzczeni... No.. wiekszosc. rodzice nie pozostawili mi wyboru.
Jako ateistka, popatrz sobie, czuczaczku, znam pismo swiete i potrafie porozmawiac o nim, czasami cytatami z pamieci nawet z swiadkiem jehowym, ktory zawita do mych drzwi, ale przeciez nie o to tutaj sie rozchodzi.
Poki nasze zmysly nie zetkna sie z wyzej (niżej? w tym watku?) wymienionym smokiem, poki to nie my obejrzymy na zywo pokazu coperfielda,i nie wyciagnie nas na scene by sprawdzic rekwizyty... do tego momentu nie bedziemy wiedziec, i nie uwierzymy w to co nam mowia. No i co ze uslysze ze w Tokio pojawil sie na rynku smok , po czym odfrunal? Cud? Hmm...
Nie wiem, musialabym sie zakopac w bibliotekach watykanskich i porozmawiac z osobami swiadzacymi, ewentualnie byc obecna... nie wiem. Wszystko we mnie buntuje sie na mysl o bogu, a z drugiej strony chcialabym byc pewna jego istnienia..
Dodano: 2006-08-31 11:40
możemy teraz mówić, przechwalać się co i jak ale tak naprawdę to i tak umrzemy a do końca NIKT nie wie co jest po śmierci
Dodano: 2006-08-31 12:07
Chyba dlatego pytanie brzmi : w co wierzysz ze jest po smierci, a nie Co JEST po smierci , hm?
No.. ja wiem, ze sa osoby ktore sa tego pewne, ktore powiedza ze WIEDZĄ, bo sama znam takie osoby... ale:>... patrz post Narei:>...
Dodano: 2006-08-31 12:20
Każdy ma swoją rację. Każdy ma prawo wierzyć w to co chce
Ja wierzę, że coś jest, że jest siła, która napędza cały świat. Nię będę tej siły nazywac bo po co... Ludzie cały czas nadają rzeczom nowe nazwy, a one się przeciez nie zmieniają. Najwazniejsze dla mnie jest to, aby przezyć życie jak najlepiej, najintensywniej - tak, żeby a starość miec co wspominac.
Po smierci może zasnę, i obudze sie w innym ciele..
Może dostane się wmiejsce gdzie będę cierpieć...
Może wszystko zostanie zapomniane i zacznie sie życie odnowa... Taki recykling duszy...
Może okaże sie, że świat, w którym teraz zyję jest niczym i jest wprowadzeniem do czegos bardziej zaawansowanego?
A może to tylko teatr i zabawki w rękach kogoś naprawdę wielkiego?
Jedno jest pewne. Teraz zyje i to jest najwazniejsze. Nie martwię się co będzie potem, bo przeciez tego "potem" może wcale nie być. :)
Dodano: 2006-08-31 12:32
Carpe Diem. wracamy do tego pieknego stwierdzenia... carpe noctem :twisted:
Dodano: 2006-08-31 14:01
tja...... po śmierci to już wszystko jedno mi będzie co i jak. i tak nie będę tego odczuwała
Dodano: 2006-08-31 14:12
Tez wierze, ze hierarchia bytow nie konczy sie na czlowieku. Ale czy to skutek wpojonej przez wychowanie w katolickim duchu wiedzy, czy jednostkowe, intuicyjne przeczucie nie umiem powiedziec... Nie wiem tez skad we mnie poczucie, ze nasza rzeczywistosc nie jest jedyna. Moze po prostu brak mi przekonania, ze ludzki umysl i nauka sa wszechogarniajace, i ze dostarcza poszukiwanych odpowiedzi?
"Z twarzy podobna zupełnie do nikogo".
Dodano: 2006-08-31 14:29
Sądzę, że dusza (lub cokolwiek zostaje z nas po śmierci) wraca na ten świat w innym ciele - taki "obieg zamknięty".
Często widzę ludzi, których mam wrażenie, że znałam za młodu, lub na starość.
Widzę staruszkę i myślę sobie "tak będzie wyglądała moja koleżanka X za 50 lat" albo dziecko i wtedy "a to jest mój nieżyjący sąsiad staruszek".
A jeszcze gorzej jest jak mam taką schizę poznając lepiej czyjś charakter, brr...
nie lubię tej świadomości...
Młodzieży! Czymże Wam dane jest ciąć się w tych jakże nieszczęsnych czasach? O żyletki ciężko, dziadkowa brzytwa zardzewiała, a jednorazówką nie dość głęboko! Jeśli jednak Wam się uda (może widelcem?) to pamiętajcie: wzdłuż żył, a nie w poprzek! Wzdłuż!
Dodano: 2006-09-02 11:27
ja kiedyś idąc po zamku w Malborku miałam takiego ostrego schiza, że tu bylam i znam to miejsce na pamięć............ to był schizik, nie powiem, ale to było przeczucie nie do opisania, po prostu bylam... i już, nic dodać nic ująć. ale ze snami to jeszcze gorzej mam......
Dodano: 2006-09-02 13:09
Zamek w Malborku nigdy tak na mnie nie działał. A schizy to prędzej dostane w tłumie pełnym ludzi niż na cmentarzu czy w jakieś ruinie =] Ja nie wierze w żadne bóstwo i dlatego pewnie bardziej bym się bał ludzi żywych nie jakiś sił nadprzyrodzonych ;] Co będzie po śmierci? Tego nie wiem i w istocie nie interesuje mnie to ponieważ co będzie to będzie i my na pewno w żaden sposób nie mamy na to wpływu. Mimo że jestem Ateistą to nie odrzucam myśli że po śmierci może być coś co mną pokieruje. Najbardziej urządzała by mnie własna rzeczywistość którą po śmierci bez niczyjej ingerencji mógłbym budować :]
Dodano: 2006-09-03 15:41
brawo Draven!!! idealnie... zgadzam sie!