Kalijuga. Strona: 3

Dodano: 2011-06-20 02:27 Zmieniono: 2011-06-20 02:29

Ech, muszę zmienić ten niefortunny zapisek na moim profilu, mój "nihilizm" jest dość nieaktualny, choć w kwestiach teologicznych (i nie tylko) wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością. Poza tym - nie każdy musi być tak słaby, żeby z wiekiem pewne przemyślenia zostały wyparte uwiądem sił fizycznych, co pociągałoby za sobą płochy lęk i zwrócenie się ku "bozi", by go "ratowała"/zajmowała myśli i czas/dawała dobry pretekst, by pomstować na młodych/etc, etc. I czy traumatyczne doświadczenia muszą wieść do teologicznych obszarów?
Już lepiej zająć się zupełnie sztuką i czytać dużo książek. :D


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dodano: 2011-06-20 02:32 Zmieniono: 2011-06-20 02:32

Durante napisał(a):
Ech, muszę zmienić ten niefortunny zapisek na moim profilu, mój "nihilizm" jest dość nieaktualny, choć w kwestiach teologicznych (i nie tylko) wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością. Poza tym - nie każdy musi być tak słaby, żeby z wiekiem pewne przemyślenia zostały wyparte uwiądem sił fizycznych, co pociągałoby za sobą płochy lęk i zwrócenie się ku "bozi", by go "ratowała"/zajmowała myśli i czas/dawała dobry pretekst, by pomstować na młodych/etc, etc. I czy traumatyczne doświadczenia muszą wieść do teologicznych obszarów?
Już lepiej zająć się zupełnie sztuką i czytać dużo książek. :D


To, co dla Ciebie jest słabością, dla mnie właśnie jest siłą. A książek czytam bardzo dużo, piszę pracę z kanadyjskiej literatury lesbijskiej, czytam książki różnego typu, nie obawiaj się o to:) Ale dzięki Durante, podsunąłeś mi pomysł na moje motto:)



Dodano: 2011-06-20 12:53

Dzięki Durante za wypowiedź, liczyłem, że zabierzesz głos w tym temacie...
Więc:

Durante napisał(a):
wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością.

Taka duchowość, staje się szybko parodią samej siebie, czyż nie? Jak wszystko co doprowadzimy do skrajnej, grobowej rzekłbym, powagi.

Lecz pamiętasz przecież pewien utwór Kaczmarskiego, treścią odnoszący się do tego wątku(przytoczę tym, którzy nie znają):

Bliskie głębokiej duchowości, prawda? Jeśli chcemy uniknąć abstrakcyjnych pojęć przy próbie ustalenia granicy "doświadczenia niepoznawalnego", użyłbym stwierdzenia podświadomość. Chłonąc sztukę oddziałujesz na bardzo głęboką podświadomość. To czy stoi za tym jakaś większa, ko{s}miczna, siła pozostawiłbym nierozstrzygnięte - dla mnie to bez znaczenia.

Doświadczenie głębokiej podświadomości jest dla człowieka przeżyciem strikte duchowym.

Durante napisał(a):
Mnie natomiast nie przekonuje w ogóle mówienie o "wyższym", czy "duchowym" odbiorze sztuki wizualnej - dany obraz musiałby stymulować wówczas w innym rejestrze, niźli ten intelektualny, musiałby więc stymulować emocjonalnie

Na tym wszak opiera się ekspresjonizm :)

Durante napisał(a):
Co do niezrozumienia - nie bój nic! W galerii sztuki obok szarego trójkąta otoczonego niebieskimi plamkami znajdziesz przyporządkowany temu obrazowi rozbudowany opis związku alienacji społecznej z psychoanalizą Lacana, wszystko tedy stanie się oczywiste.

Sztuka, która jako aksjomatu dla zrozumienia potrzebuje manifestu, jest marna, fakt.

Czasem jednak warto posłuchać co artysta ma do powiedzenia na temat swoich dzieł. Gdyby wysłuchano co van Gogh miał do powiedzenia o swoich obrazach, pewnie jego twórczość byłaby od razu zrozumiana.

Durante napisał(a):
Natomiast argumentowanie za tym, dlaczego danym dziełem "powinniśmy" się zachwycać jest już podejściem "rachującym", tzn. analizującym, zdolnym przekonać, dlaczego dany zabieg artystyczny był znamienny i dlaczego mamy go uznać za taki: ale nie implikuje to zachwytu. Stąd też mówienie o współczesnym zaniku duchowości przy odbiorze sztuki jest o tyle chybione, że sugeruje możliwość przekonania kogoś do zachwytu, albo, że utraciliśmy złoty czas, kiedy nikogo nie trzeba było przekonywać do zachwytu nad dziełami sztuki

Nie można nikogo zmusić do zachwytu. Można natomiast przekonać do zmiany nastawienia. Więc mówiąc o zaniku duchowości mówimy o zanikaniu tendencji, która nakazywała ludziom szukać i chcieć, czegoś więcej.

Durante napisał(a):
Ze względu na niemożliwość przekonania kogoś do zachwytu, wszelkie utyskiwanie na kondycję duchową współczesnych jest o tyle chybione, że owo utyskiwanie przechodzi na poziom krytyki, a więc poziom rejestru intelektualnego, tym samym zachwaszczając czyjeś "wzniosłe przeżycia" heteronomią płochego zadowolenia z wybijania się ponad tłum.

Można gardzić jakimś typem zachowań, np. odwiecznym filisterstwem, lecz nade wszystko wystrzegać się wzgady do konkretnych ludzi:

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy
Od nienawiści strzeż mnie Boże.

Z drugiej strony zupełna ucieczka od aksjologizowania, twardego stwierdzenia co jest bardziej wartościowe, a co mniej, to eskapizm. Czysty postmodernistyczny eskapizm.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-06-20 18:04

szarl napisał(a):

Można gardzić jakimś typem zachowań, np. odwiecznym filisterstwem, lecz nade wszystko wystrzegać się wzgady do konkretnych ludzi:

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy
Od nienawiści strzeż mnie Boże.

Z drugiej strony zupełna ucieczka od aksjologizowania, twardego stwierdzenia co jest bardziej wartościowe, a co mniej, to eskapizm. Czysty postmodernistyczny eskapizm.

Bingo! Jest zasadnicza różnica między prostotą a prostactwem. Pierwsza jest cnotą, drugie - wadą.
Punktowanie go nie ma nic wspólnego ze zindywidualizowaną pogardą


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-06-20 19:45

Durante napisał(a):
wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością. Poza tym - nie każdy musi być tak słaby, żeby z wiekiem pewne przemyślenia zostały wyparte uwiądem sił fizycznych, co pociągałoby za sobą płochy lęk i zwrócenie się ku "bozi", by go "ratowała"/zajmowała myśli i czas/dawała dobry pretekst, by pomstować na młodych/etc, etc. I czy traumatyczne doświadczenia muszą wieść do teologicznych obszarów?
Już lepiej zająć się zupełnie sztuką i czytać dużo książek. :D


Pomijając teologiczny fakt iż 'bozia' nie może ratować ( bo jej po prostu nie ma), to masz rację, jeśli wiara rodzi się tylko ze strachu przed śmiercią lub z powodu jakiejś tragedii to ma marne i nietrwałe podstawy. Zaraz wchodzi w zakres doszukiwania się na siłę cudów w zaciekach z pleśni na ścianie albo płaczących figurach. Ludziom tego jednak to wiary potrzeba, trochę iluzji, pomieszania fantazji z rzeczywistością. Tworząc obraz 'wierzących' jako ciemnoty. Wiara może być jednak twórcza, nie musi zawsze sprowadzać człowieka do roli ślepej istoty, która przeszła pranie mózgu. Każda religia to wspaniałe narzędzie do manipulacji masami, zatem żadna nie ma sensu istnienia dla człowieka, bo staje się klatką. To jest ciosem dla wiary.Ludziom trudno zrozumieć odrębność religijną. Codziennie jestem zasypywana masami pytań o moje wyznanie i filozofię, czy jestem w końcu agnostyczką, Katoliczką, ateistką, Świadkiem Jehowy, Prawosławną, Protestantką. Dla nich pojęcie Boga bez zhierarchizowanego, usystematyzowanego systemu religijnego nie funkcjonuje.



Dodano: 2011-06-21 21:38

Cytat:
Czasem jednak warto posłuchać co artysta ma do powiedzenia na temat swoich dzieł. Gdyby wysłuchano co van Gogh miał do powiedzenia o swoich obrazach, pewnie jego twórczość byłaby od razu zrozumiana.


Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Mam wrażenie, że van Gogh mógłby wykrzyczeń każdemu oglądającemu do ucha co myśli i tak nikogo by nie przekonał. Najwyżej ktoś wyzwałby go od wariatów.
Czy się mylę?

Po za tym jaką wartość ma sztuka, która musi być opisywana i wyjaśniana przez twórcę? Czy inaczej: artysta stworzył dzieło i w nim powinien wszystko zawrzeć, po co komentarz? Jeszcze inaczej: takie dzieło może nieść za sobą więcej znaczeń, niż artysta świadomie zamierzył (może nawet powinno?), czy dodatkowy komentarz nie ogranicza odbioru?
Jeżeli artysta świadomie wybiera formę, która jest mało czytelna, niejasna, trudna w odbiorze, czy nie powinien liczyć się z tym, że nie zostanie zrozumiany?

Oczywiście nie chodzi mi o tak skrajne formy jak wieszanie całych analiz w galerii - w takim przypadku można zadać proste pytanie: po co są te obrazki obok?



Dodano: 2011-06-24 20:56 Zmieniono: 2011-06-24 21:03

szarl napisał(a):
Taka duchowość, staje się szybko parodią samej siebie, czyż nie? Jak wszystko co doprowadzimy do skrajnej, grobowej rzekłbym, powagi.


Jasne, przy czym każdorazowa artykulacja duchowych treści skazuje się na patos, natomiast unikanie powagi karnawalizuje samą duchowość (czymkolwiek jest) i lokuje ją gdzieś na płaszczyźnie zaspokajania potrzeb, które de facto są zakamuflowanymi potrzebami niemożliwymi do realizacji przez kogoś poza sferą związaną z duchowością (och, nie zapomnę rozmowy z członkiem neokatechumenatu, który wespół z kamratem po ulicy chodził i zwracał się do ludzi wyjaśniając im, że Jezus ich kocha - "więc ciesz się, bracie!". W trakcie rozmowy okazało się, że jeden z tych kolegów chwalił swoje ugrupowanie za to przede wszystkim, że poza nimi społecznej akceptacji nie mógł uzyskać - motywacja, która tak łatwo umieszcza ludzi w sektach). Niemniej - twierdzę, że "głębokiej duchowości" wyartykułować się nie da ("język kłamie głosowi a głos myślom kłamie", etc, etc), stąd spośród postaci religijnych jako tako szanuję mistyków nadreńskich, apofazę, ew. panteistów. Współczesną apofazę chyba najłatwiej połączyć z prywatnością religii/duchowości i samoświadomości radykalnej niewypowiadalności "tego, co najgłębsze", co prowadzi do - milczenia.

szarl napisał(a):
Na tym wszak opiera się ekspresjonizm


Da, przy czym ja mówię o kompetencjach odbiorcy, który, załóżmy, nie ma dostatecznej wrażliwości hermeneutycznej (która nie jest wszak nieodzowna - w żadnym razie!), by kontemplacja dzieła przezeń, polegała na wewnętrznym rekonstruowaniu procesu powstawania rzeczonego dzieła.

szarl napisał(a):
Nie można nikogo zmusić do zachwytu. Można natomiast przekonać do zmiany nastawienia. Więc mówiąc o zaniku duchowości mówimy o zanikaniu tendencji, która nakazywała ludziom szukać i chcieć, czegoś więcej.


Hm, na czym miałaby polegać ta zmiana nastawienia i to w szerszym planie? Poza tym - ci, którzy dyktują teraz tendencje w wymiarze społecznym i którzy nie są zajęci "poszukiwaniem czegoś więcej" to niegdysiejszy lud, który nie miał w ogóle dostępu do większości podstawowych dóbr, nie mówiąc już o artystycznych. Tym "dążeniem do czegoś więcej" zajęci byli bogaci bądź (później) mieszczanie, a stanowiąc stosunkowo niewielką grupę, procent osób w niej, którzy zajmowali się np. sztuką był odpowiednio większy w stosunku do całości tej grupy; która przy okazji posiadała jakąś polityczną moc. Ta tendencja o której mówisz obecnie jest po prostu jedną z wielu konkurencyjnych opcji zajmowania wolnego czasu (bądź nawet zarobkowania - ale to znowuż nie jest tak najczęstsze), ale tęsknoty za jej powrotem i to w skali całego współczesnego społeczeństwa, jako jakiś spiritus movens, wydaje mi się utopijne.

szarl napisał(a):
Z drugiej strony zupełna ucieczka od aksjologizowania, twardego stwierdzenia co jest bardziej wartościowe, a co mniej, to eskapizm. Czysty postmodernistyczny eskapizm.


Przy czym to zawieszenie aksjologii jest bardziej deklaratywne niż faktyczne - odnosi bowiem do klasycznych wartości, natomiast postmodernizm jest w stanie wyróżnić kryteria, przy pomocy których uznaje coś za "sztukę", czy nie. Ale to już jest raczej wartościowanie i to metodologiczne; z pewnością natomiast postmodernizm zrywa z marzeniem, że sztuka może mieć wymiar paideutyczny tzn. może wychowywać wrażliwe i wartościowe osoby. Czy zasadnie? Można się spierać, zresztą - postmodernizm dobrze się sprzedaje, ale przecież, jak wiadomo, zniewalający nie jest, zwłaszcza obecnie.

LotusEater napisał(a):
Po za tym jaką wartość ma sztuka, która musi być opisywana i wyjaśniana przez twórcę? Czy inaczej: artysta stworzył dzieło i w nim powinien wszystko zawrzeć, po co komentarz? Jeszcze inaczej: takie dzieło może nieść za sobą więcej znaczeń, niż artysta świadomie zamierzył (może nawet powinno?), czy dodatkowy komentarz nie ogranicza odbioru?
Jeżeli artysta świadomie wybiera formę, która jest mało czytelna, niejasna, trudna w odbiorze, czy nie powinien liczyć się z tym, że nie zostanie zrozumiany?


Trochę heretycko, ale można odpowiedzieć "po strukturalistycznemu" - dzieło wraz z wystawieniem go uniezależnia się od autora, staje się czymś autonomicznym, i może być przedmiotem dyskursu artystycznego: w tym momencie głos samego autora można traktować jako element polilogicznego mówienia o danym dziele sztuki i uwzględniać ten głos, bądź nie; pluralizm tego ujęcia implikuje zresztą to, że przynajmniej jedna interpretacja jako wiążący i konstytuujący sens dzieła głos, weźmie właśnie głos autora danego dzieła.


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


SIW Dodano: 2011-06-27 09:49

Durante napisał(a):
[quote:f44d79f602="szarl"]Taka duchowość, staje się szybko parodią samej siebie, czyż nie? Jak wszystko co doprowadzimy do skrajnej, grobowej rzekłbym, powagi.


Jasne, przy czym każdorazowa artykulacja duchowych treści skazuje się na patos, natomiast unikanie powagi karnawalizuje samą duchowość[/quote:f44d79f602]

Ciekawym przypadkiem z tego punktu widzenia, był Witkacy - wciąż zbyt trywialnie rozumiany i przywoływany. Oddajmy mu głos:

"Minęły czasy metafizycznej absolutności sztuki. Sztuka była dawniej jeśli nie czymś świętym, to w każdym razie „świętawym” – zły duch wcielał się w ludzi czynu. Dziś nie ma w kogo – resztki indywidualizmu życiowego to czysta komedia – istnieje tylko zorganizowana masa i jej słudzy. Od biedy zły duch przeniósł się w sferę sztuki i wciela się dziś w zdegenerowanych, perwersyjnych artystów. Ale ci nikomu już nie zaszkodzą ani pomogą: istnieją dla zabawy ginących odpadków burżuazyjnej kultury."


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-06-27 13:48

Ja Witkacego bardzo szanuję, natomiast wciąż pozostaje późnym modernistą i jego myśli w kontekście późniejszych całościowych przemian społeczno-kulturowych nie mogą służyć jako trafny opis - na pewno po części jako trafna krytyka, lecz próżno wywodzić z niej jakieś normatywy, czy cele, które nie byłyby przynajmniej w pewnej mierze anachroniczne.


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Normy Dodano: 2011-06-27 17:56

Durante napisał(a):
Ja Witkacego bardzo szanuję... jego myśli w kontekście późniejszych całościowych przemian społeczno-kulturowych nie mogą służyć jako trafny opis...próżno wywodzić z niej jakieś normatywy, czy cele, które nie byłyby przynajmniej w pewnej mierze anachroniczne.

Oczywiście byłoby dużą przesadą literalne i kanoniczne stosowanie jego puścizny dzisiaj, jednak w wielu sprawach miał rację, a np. najazd pop kultury na masy i jej dominację przewidział...
SIW stosunek do sztuki (idea czystej formy), może dziś nieco razi koturnowością, ale jest jakąś alternatywą dla postmodernistycznego zlewu wszystkiego z wszystkim.
Jeśli ktoś jako artysta czy odbiorca sztuki jest zdecydowanym modernistą, to akurat ta postać wciąż doskonale nadaje się na patrona takiej postawy.


Do not quote - think for yourself


Mały remanent Dodano: 2011-06-27 20:06

Durante napisał(a):
choć w kwestiach teologicznych (i nie tylko) wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością.


Egzaltacja, ani tęsknota za patetyczną duchowością nie są podkładem w.w. tekstu. Konstatuje on tylko pewną różnicę cywilizacyjną. W kontekście sztuki - wyżej cytowany Witkacy.
Durante napisał(a):
Poza tym - nie każdy musi być tak słaby, żeby z wiekiem pewne przemyślenia zostały wyparte uwiądem sił fizycznych, co pociągałoby za sobą płochy lęk i zwrócenie się ku "bozi", by go "ratowała"/zajmowała myśli i czas/dawała dobry pretekst, by pomstować na młodych/etc, etc. I czy traumatyczne doświadczenia muszą wieść do teologicznych obszarów?
Już lepiej zająć się zupełnie sztuką i czytać dużo książek. :D


Nie ma żadnej korelacji między wiekiem, a lękiem, słabością ducha czy religijnością lub tolerancją. Dodam też, że transcendencja i metafizyka nie muszą z definicji prowadzić do doświadczenia duchowego opartego na jakiejś konkretnej religii.


Do not quote - think for yourself


Mały remanent Dodano: 2011-06-27 22:54

Lupp napisał(a):
[quote:0e247bed80="Durante"]choć w kwestiach teologicznych (i nie tylko) wciąż nie uznaję egzaltowanych tęsknot za nasyconą patosem duchowością.


Egzaltacja, ani tęsknota za patetyczną duchowością nie są podkładem w.w. tekstu. Konstatuje on tylko pewną różnicę cywilizacyjną. W kontekście sztuki - wyżej cytowany Witkacy.
Durante napisał(a):
Poza tym - nie każdy musi być tak słaby, żeby z wiekiem pewne przemyślenia zostały wyparte uwiądem sił fizycznych, co pociągałoby za sobą płochy lęk i zwrócenie się ku "bozi", by go "ratowała"/zajmowała myśli i czas/dawała dobry pretekst, by pomstować na młodych/etc, etc. I czy traumatyczne doświadczenia muszą wieść do teologicznych obszarów?
Już lepiej zająć się zupełnie sztuką i czytać dużo książek. :D


Nie ma żadnej korelacji między wiekiem, a lękiem, słabością ducha czy religijnością lub tolerancją. Dodam też, że transcendencja i metafizyka nie muszą z definicji prowadzić do doświadczenia duchowego opartego na jakiejś konkretnej religii. [/quote:0e247bed80]

Podpisuję się obiema rękami. Nic dodać, nic ująć.



Dodano: 2011-06-27 23:58

Lupp napisał(a):

Dodam też, że transcendencja i metafizyka nie muszą z definicji prowadzić do doświadczenia duchowego opartego na jakiejś konkretnej religii.


Dziękuję za to zdanie.Konkretne religie najczęściej nie idą w parze z prawdziwą duchowością.



Dodano: 2011-06-28 19:52

SanguineVenari napisał(a):
[quote:e1d034fe80="Lupp"]
Dodam też, że transcendencja i metafizyka nie muszą z definicji prowadzić do doświadczenia duchowego opartego na jakiejś konkretnej religii.


Dziękuję za to zdanie.Konkretne religie najczęściej nie idą w parze z prawdziwą duchowością.[/quote:e1d034fe80]

Jak sobie czytam autobiografię Gandhiego dochodzę do takiego właśnie wniosku: duchowość jest czymś pierwotnym,to znaczy wynika przede wszystkim z nastawienia na poszukiwanie. Owszem może później rozwinąć się w ramach jakiejś religii, ale jest to tylko jedna z możliwości.



Dodano: 2011-06-28 21:50 Zmieniono: 2011-06-28 21:57

Durante napisał(a):

Jasne, przy czym każdorazowa artykulacja duchowych treści skazuje się na patos, natomiast unikanie powagi karnawalizuje samą duchowość (czymkolwiek jest)

Jest zasadnicza różnica, pomiędzy powagą a patosem, między tonem karnawałowym, a żartobliwym i lekkim!

Przy czym, jakby to powiedział Mleczko, ton żartobliwy, może być w istocie bardzo poważny. (Joyce!)

Durante napisał(a):

Da, przy czym ja mówię o kompetencjach odbiorcy, który, załóżmy, nie ma dostatecznej wrażliwości hermeneutycznej (która nie jest wszak nieodzowna - w żadnym razie!), by kontemplacja dzieła przezeń, polegała na wewnętrznym rekonstruowaniu procesu powstawania rzeczonego dzieła.

Ale dzieło w żadnym wypadku nie musi być zrozumiane! Odbiorca nie musi rozumieć, by nawet głęboko sztukę przeżywać (zakładając, że wszyscy są do takich przeżyć zdolni).

Durante napisał(a):
Ta tendencja o której mówisz obecnie jest po prostu jedną z wielu konkurencyjnych opcji zajmowania wolnego czasu (bądź nawet zarobkowania - ale to znowuż nie jest tak najczęstsze), ale tęsknoty za jej powrotem i to w skali całego współczesnego społeczeństwa, jako jakiś spiritus movens, wydaje mi się utopijne.

I takie jest. Przy czym ta tendencja zmierza chyba do całkowitego unicestwienia przez swoje własne emanacje (sztukę, filozofię, religię) i walka toczy się w tej chwili, tylko o chociaż częściowe jej ocalenie.

Durante napisał(a):
... postmodernizm zrywa z marzeniem, że sztuka może mieć wymiar paideutyczny tzn. może wychowywać wrażliwe i wartościowe osoby. Czy zasadnie? Można się spierać, zresztą - postmodernizm dobrze się sprzedaje, ale przecież, jak wiadomo, zniewalający nie jest, zwłaszcza obecnie.

Jeśli ktoś w ogóle nie jest obdarzony wrażliwością, to sztuka go nie wzbogaci.

Natomiast twierdzenie, że sztuka w ogóle nie uwrażliwia jest dla mnie niezrozumiałe. Skąd ktoś wysnuł taki wniosek?
Postmodernizm jawi mi się jako marna imitacja fin de sieclu, w dziecinny sposób relatywizująca wszystko.

Durante napisał(a):
[quote:ed4d914661="LotusEater"]Po za tym jaką wartość ma sztuka, która musi być opisywana i wyjaśniana przez twórcę? Czy inaczej: artysta stworzył dzieło i w nim powinien wszystko zawrzeć, po co komentarz? Jeszcze inaczej: takie dzieło może nieść za sobą więcej znaczeń, niż artysta świadomie zamierzył (może nawet powinno?), czy dodatkowy komentarz nie ogranicza odbioru?
Jeżeli artysta świadomie wybiera formę, która jest mało czytelna, niejasna, trudna w odbiorze, czy nie powinien liczyć się z tym, że nie zostanie zrozumiany?


Trochę heretycko, ale można odpowiedzieć "po strukturalistycznemu" - dzieło wraz z wystawieniem go uniezależnia się od autora, staje się czymś autonomicznym, i może być przedmiotem dyskursu artystycznego: w tym momencie głos samego autora można traktować jako element polilogicznego mówienia o danym dziele sztuki i uwzględniać ten głos, bądź nie; pluralizm tego ujęcia implikuje zresztą to, że przynajmniej jedna interpretacja jako wiążący i konstytuujący sens dzieła głos, weźmie właśnie głos autora danego dzieła. [/quote:ed4d914661]
W punkt! :>


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Też trafienie :) Dodano: 2011-07-04 11:02

LotusEater napisał(a):
[quote:1b5a3a10b5="SanguineVenari"][quote:1b5a3a10b5="Lupp"]
Dodam też, że transcendencja i metafizyka nie muszą z definicji prowadzić do doświadczenia duchowego opartego na jakiejś konkretnej religii.


Dziękuję za to zdanie.Konkretne religie najczęściej nie idą w parze z prawdziwą duchowością.[/quote:1b5a3a10b5]

Jak sobie czytam autobiografię Gandhiego dochodzę do takiego właśnie wniosku: duchowość jest czymś pierwotnym,to znaczy wynika przede wszystkim z nastawienia na poszukiwanie. Owszem może później rozwinąć się w ramach jakiejś religii, ale jest to tylko jedna z możliwości.[/quote:1b5a3a10b5]

Dzięki - to idealne odczytanie intencji mojego tekstu... Ano właśnie - z tej uniwersalnej postawy wynikało/wynika działanie choćby tak wielkich i pięknych postaci jak wspomniany przez Ciebie Gandhi, swobodnie poszukujący inspiracji w Zen katolicki mistyk/pisarz/mnich/trapista Merton, czy Dalaj Lama.
Centralny problem Europy dzisiaj to wg. mnie to, że pozbawiając się duchowości wynikającej z tradycji chrześcijańskiej, nie oferuje nic w zamian - pozostawiając pustkę. I dlatego np. w Paryżu można nierzadko spotkać młode, białe Francuzki w chustach, co o zgrozo niekiedy uważane jest za przejaw bycia cool/trendy(!)


Do not quote - think for yourself


Dodano: 2011-07-21 12:45 Zmieniono: 2011-07-21 12:46

Lupp napisał(a):

Centralny problem Europy dzisiaj to wg. mnie to, że pozbawiając się duchowości wynikającej z tradycji chrześcijańskiej, nie oferuje nic w zamian - pozostawiając pustkę. I dlatego np. w Paryżu można nierzadko spotkać młode, białe Francuzki w chustach, co o zgrozo niekiedy uważane jest za przejaw bycia cool/trendy(!)



Wiele postów wstecz Szarl pisał, że duchowość miała charakter fasadowy. Nic teraz nie stoi na przeszkodzie jej poszukiwaniom, oprócz lenistwa i ignorancji. Kryzysowi 'religijności' towarzyszy także kryzys 'moralności'. Również fasadowej. Wyszła z pod jarzma pruderii. Może zbyt wielkim hukiem i łoskotem. Nikt jednak rewolucji obyczajowej nie stawił czynnego oporu, więc można przyjąć, że większość społeczeństwa to aprobuje.



Dodano: 2011-07-21 15:25

Wydaje mi się, że sam fakt popularności trendów pogańskich, New Age i różnych podobnych świadczy o tym, że ludzie potrzebują "zaplecza" i poszukują go, skoro chrześcijańskie przestało dawać oparcie.



Dodano: 2011-07-21 15:50

Alpha-Sco napisał(a):
Niegdyś ludzie nie rozumieli wielu zjawisk świata, więc wszystko przypisywali magii i duchom


Nie wiem o jakich czasach mówisz ale w starożytnym suummerze ludzie wiedzieli o wiele więcej niż my a zwłaszcza z dziedziny religii i astronomii - tak samo Egipcjanie i Izraelici za króla Salomona i królowej Saby. A więc to my jesteśmy duchowo i filozoficznie bardziej zacofani- mamy tylko technologie lepsze od nich ale nauka wielu dziedzin filozofi i religii a zwłaszcza astronomii jest słabsza.
Chyba że mowisz o średniowieczu to się zgodzę, że mało rozumieli.



Dodano: 2011-07-21 22:54 Zmieniono: 2011-07-21 22:55

Masterdeath napisał(a):
[quote:70deff4870="Alpha-Sco"]Niegdyś ludzie nie rozumieli wielu zjawisk świata, więc wszystko przypisywali magii i duchom


Nie wiem o jakich czasach mówisz ale w starożytnym suummerze ludzie wiedzieli o wiele więcej niż my a zwłaszcza z dziedziny religii i astronomii - tak samo Egipcjanie i Izraelici za króla Salomona i królowej Saby. A więc to my jesteśmy duchowo i filozoficznie bardziej zacofani- mamy tylko technologie lepsze od nich ale nauka wielu dziedzin filozofi i religii a zwłaszcza astronomii jest słabsza.
Chyba że mowisz o średniowieczu to się zgodzę, że mało rozumieli. [/quote:70deff4870]

Po pierwsze: Królestwo Izraela, a królestwo Saby to co innego. Makeda za Salomona nie wyszła.

Po drugie: W starożytnych cywilizacjach wiedzę posiadali tylko kapłani i wróżbici. Dziś do niej dostęp mają wszyscy. Fakt, że mało osób z niej korzysta jest najbardziej przerażający.

Po trzecie: Mechanizm z Antykithiry, czy bateria bagdadzka dowodzą o wysokim poziomie cywilizacji starożytnych. Nie wspomnę o piramidach-koronie architektury. Jednak przychylam się do wypowiedzi Alpha-Sco.Wiara w duchy, demony i zjawiska nadnaturalne była żywa, o czym świadczy mitologia, wierzenia, praktykowane rytuały.

Po czwarte:Za obecny stan rzeczy winę ponosi system edukacji. Kładzie się za mały nacisk na historię filozofii i etykę. Jeśli szkoła sama nie wprowadza w jej arkana , nie ma co liczyć, że przeciętny uczeń zdobędzie sam minimum wiedzy.



Dodano: 2011-07-21 22:59 Zmieniono: 2011-07-21 23:02

SanguineVenari napisał(a):
[quote:11423ba5b2="Masterdeath"][quote:11423ba5b2="Alpha-Sco"]Niegdyś ludzie nie rozumieli wielu zjawisk świata, więc wszystko przypisywali magii i duchom


Nie wiem o jakich czasach mówisz ale w starożytnym suummerze ludzie wiedzieli o wiele więcej niż my a zwłaszcza z dziedziny religii i astronomii - tak samo Egipcjanie i Izraelici za króla Salomona i królowej Saby. A więc to my jesteśmy duchowo i filozoficznie bardziej zacofani- mamy tylko technologie lepsze od nich ale nauka wielu dziedzin filozofi i religii a zwłaszcza astronomii jest słabsza.
Chyba że mowisz o średniowieczu to się zgodzę, że mało rozumieli. [/quote:11423ba5b2]

Po pierwsze: Królestwo Izraela, a królestwo Saby to co innego. Makeda za Salomona nie wyszła.

Po drugie: W starożytnych cywilizacjach wiedzę posiadali tylko kapłani i wróżbici. Dziś do niej dostęp mają wszyscy. Fakt, że mało osób z niej korzysta jest najbardziej przerażający.

Po trzecie: Mechanizm z Antykithiry, czy bateria bagdadzka dowodzą o wysokim poziomie cywilizacji starożytnych. Nie wspomnę o piramidach-koronie architektury. Jednak przychylam się do wypowiedzi Alpha-Sco.Wiara w duchy, demony i zjawiska nadnaturalne była żywa, o czym świadczy mitologia, wierzenia, praktykowane rytuały.

Po czwarte:Za obecny stan rzeczy winę ponosi system edukacji. Kładzie się za mały nacisk na historię filozofii i etykę. Jeśli szkoła sama nie wprowadza w jej arkana , nie ma co liczyć, że przeciętny uczeń zdobędzie sam minimum wiedzy. [/quote:11423ba5b2]

Wiem że królowa Saby nie była Izraelitką ale odwiedziłą Salomona i nawet dała przepowiednie końca świata !!!!
Nie wiem na jakiej podstawie wiesz o tym ze w starożytności taką wiedzę posiadali tylko wróżbici i kapłąni - gadasz bzdury a lekarze, ? budowniczy? inen grupy co ty pierniczysz?? A czy brak wiedzy wyklucza wiare w duchy? Gdzie ja wykluczyłem wiare w duchy u starożytnych?? Ja tylko mowie że starożytni więcej wiedzieli od nas.



Dodano: 2011-07-21 23:11 Zmieniono: 2011-07-21 23:15

Fakt, że piszesz te słowa na komputerze wydaje się być zabawne w kontekście ostatniego Twojego stwierdzenia. Prymitywna nauka - już nie protonauka - dalece odstaje od wszystkich zdobyczy technologicznych, jakie są obecnie, a one właśnie są miarą dla trafności opisu i kontroli świata. Starożytni nie *wiedzieli więcej* - po prostu wiedzy było mniej i była prostsza; jeśli chodzi o wiedzę przyrodniczą czy astronomiczną (u starożytnych mającą jeszcze pewne koneksje z astrologią czy symbolizmem).


Co cię nie zabije, to cię wkurwi


Dodano: 2011-07-21 23:12

Masterdeath napisał(a):

Wiem że królowa Saby nie była Izraelitką ale odwiedziłą Salomona i nawet dała przepowiednie końca świata !!!!
Nie wiem na jakiej podstawie wiesz o tym ze w starożytności taką wiedzę posiadali tylko wróżbici i kapłąni - gadasz bzdury a lekarze, ? budowniczy? inen grupy co ty pierniczysz?? A czy brak wiedzy wyklucza wiare w duchy? Gdzie ja wykluczyłem wiare w duchy u starożytnych?? Ja tylko mowie że starożytni więcej wiedzieli od nas.


Hmm... Chodziło mi o prostych, zwykłych ludzi. Nikogo na zaawansowanym szczeblu. Dla nich wiedza nie była dostępna, a dla nas jest. Co do lekarzy. Jeśli leczenie dla Ciebie ran mieszanką z gnoju i dżdżownicy to wyższy poziom nauki... Trzeba było stuleci nim się narodziła antyseptyka. Brak wiedzy nie wyklucza wiary w duchy. Wręcz przeciwnie, podsyca ją, karmi.



Dodano: 2011-07-21 23:19 Zmieniono: 2011-07-21 23:21

SanguineVenari napisał(a):
[quote:1aa76b1ec6="Masterdeath"]
Wiem że królowa Saby nie była Izraelitką ale odwiedziłą Salomona i nawet dała przepowiednie końca świata !!!!
Nie wiem na jakiej podstawie wiesz o tym ze w starożytności taką wiedzę posiadali tylko wróżbici i kapłąni - gadasz bzdury a lekarze, ? budowniczy? inen grupy co ty pierniczysz?? A czy brak wiedzy wyklucza wiare w duchy? Gdzie ja wykluczyłem wiare w duchy u starożytnych?? Ja tylko mowie że starożytni więcej wiedzieli od nas.


Hmm... Chodziło mi o prostych, zwykłych ludzi. Nikogo na zaawansowanym szczeblu. Dla nich wiedza nie była dostępna, a dla nas jest. Co do lekarzy. Jeśli leczenie dla Ciebie ran mieszanką z gnoju i dżdżownicy to wyższy poziom nauki... Trzeba było stuleci nim się narodziła antyseptyka. Brak wiedzy nie wyklucza wiary w duchy. Wręcz przeciwnie, podsyca ją, karmi.
[/quote:1aa76b1ec6]

Moja droga masz zerową wiedze o starożytności więc zamknij śliczną kobiecą bużie. Egipcjanie potrafili dokonać trepanacji czaszki i leczyc wiele chorób mozgu po trepanacji czaszki. Znali dokładnie anatomie jak i Summerowie - i Chinczycy. Ich medycyna była na wysokim poziomie. Nie liczac tego iz summerowie znali wszystkie planety naszego ukłądu słonecznego łącznie z planetą X. Pza tym nikt nie wie czy wiedze znali wrożbici czy kto - po pierwsze nei wiemy czy tylko wybrani mieli dostep do wiedzy. Wiesz Ty bazujesz na kaplanach i wrozbitach a wiec wynika ze poczytalas troszke o Grecji ktora byla duuuuuzo pozniej niz Suummer i sie rzucasz, poczytaj o Summerach i Egipcjanach a potem przyjdz pisac ok?



Dodano: 2011-07-21 23:24

Durante napisał(a):
Fakt, że piszesz te słowa na komputerze wydaje się być zabawne w kontekście ostatniego Twojego stwierdzenia. Prymitywna nauka - już nie protonauka - dalece odstaje od wszystkich zdobyczy technologicznych, jakie są obecnie, a one właśnie są miarą dla trafności opisu i kontroli świata. Starożytni nie *wiedzieli więcej* - po prostu wiedzy było mniej i była prostsza; jeśli chodzi o wiedzę przyrodniczą czy astronomiczną (u starożytnych mającą jeszcze pewne koneksje z astrologią czy symbolizmem).


Napewno wiedzieli więcej z astronomii to pewne. Poczytaj potem przyjdż. Technologia nei jest miarą wiedzy - oni po prostu mieli wieksza wiedze od technologi. Natomiast teraz technologia poszla w ruch i technika a wiedza jeszcze jest prymitywna. Summerowie znali dokladnie nasz układ słoneczny NASA dopiero go poznaje. Idzcie poczytac zaprawde o summeryjczykach bo padne ze smiechu wam tutaj ; p



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło