Dodano: 2011-06-11 00:46
| Luk napisał(a): |
| Poczekajcie 1000 lat nawet największa tandeta z naszych czasów będzie uważana za dzieło sztuki. |
Raczej za tandetę. I owoc swoich czasów. Pamiętani są tylko nieliczni i często nierozumiani za życia.
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”
Dodano: 2011-06-11 01:18
A czymże jest prawdziwa sztuka i tandeta? To jakby dwa pojęcia, które nijak się często mają do rzeczywistości, usiłujące opisać coś, czego opisać się nie da. Granica jest płynna, chociaż przyznać muszę, że w niektórych przypadkach jest łatwo dostrzegalna, ale to margines. O ile z wielkimi twórcami minionych epok, operujących na zrozumiałych kanonach estetyki nie mamy problemu jako takiego, do im bliżej do sztuki współczesnej, nasuwa się pytanie, czy to awangarda, czy po prostu już dobrze zakamuflowany kicz.
Dodano: 2011-06-11 04:19 Zmieniono: 2011-06-11 04:20
| SanguineVenari napisał(a): |
| A czymże jest prawdziwa sztuka i tandeta? |
To chyba proste,prawdziwa sztuka oprawiona jest indywidualizmem jednostki tworzacej, czesto prawdziwa sztuka to novum, promowane przez srodowiska artystyczne, badz tak zwane inteligenckie, novum zdobywajace poklask i szersze zrozumienie spoleczenstwa,a co za tym idzie miano kultu.Oczywiscie bardzo wazny jest czas w ktorym dane novum nabiera artystycznej kultowosci...,dajmy na to,obecnie nie da sie ukryc,ale zyjemy w hardlajfie,a wiec bez trudu uznajemy za artyzm na przyklad, erotyczno romantyczne posagi Michala Aniola,zmyslowo nagie obrazki Rubensa,a za plagiat i kicz wspolczesne porno,ktore jest chamskie,wulgarne itd i jak sie powszechnie sadzi z powodu miernego aktorstwa jest to odpad X muzy.
Wyobrazcie sobie czasy w ktorych bedziemy rozmnazac sie in vitro,przezywac orgazm po nacisnieciu guzika podlaczonego z nasza polkula muzgowa,a filmy z Teresa Orlowski zdobeda artystyczne uznanie i beda pozycjami obowiazkowymi w szkolach,po to aby ludzkosc nie zapomniala jak wygladal kontakt fizyczny,a do tego osiagna status artystyczny porownywalny z tym co osiagneli artysci renesansu, hehe.... Otoz sztuka powinna prowokowac do myslenia,niezaleznie od tego czy jest podana w przystepnej formie,lamie stereotypy,przekracza tabu,sieje zgorszenie,badz ociera sie o kicz.
Dodano: 2011-06-11 11:52
| DEMONEMOON napisał(a): |
| [quote:9e25abf533="SanguineVenari"]A czymże jest prawdziwa sztuka i tandeta? |
To chyba proste,prawdziwa sztuka oprawiona jest indywidualizmem jednostki tworzacej, czesto prawdziwa sztuka to novum, promowane przez srodowiska artystyczne, badz tak zwane inteligenckie, novum zdobywajace poklask i szersze zrozumienie spoleczenstwa,a co za tym idzie miano kultu.Oczywiscie bardzo wazny jest czas w ktorym dane novum nabiera artystycznej kultowosci...,dajmy na to,obecnie nie da sie ukryc,ale zyjemy w hardlajfie,a wiec bez trudu uznajemy za artyzm na przyklad, erotyczno romantyczne posagi Michala Aniola,zmyslowo nagie obrazki Rubensa,a za plagiat i kicz wspolczesne porno,ktore jest chamskie,wulgarne itd i jak sie powszechnie sadzi z powodu miernego aktorstwa jest to odpad X muzy.
Wyobrazcie sobie czasy w ktorych bedziemy rozmnazac sie in vitro,przezywac orgazm po nacisnieciu guzika podlaczonego z nasza polkula muzgowa,a filmy z Teresa Orlowski zdobeda artystyczne uznanie i beda pozycjami obowiazkowymi w szkolach,po to aby ludzkosc nie zapomniala jak wygladal kontakt fizyczny,a do tego osiagna status artystyczny porownywalny z tym co osiagneli artysci renesansu, hehe.... Otoz sztuka powinna prowokowac do myslenia,niezaleznie od tego czy jest podana w przystepnej formie,lamie stereotypy,przekracza tabu,sieje zgorszenie,badz ociera sie o kicz.
[/quote:9e25abf533]
Mam nadzieję, że przyszłe pokolenia nie będą się uczyły jak wyglądała miłość fizyczna ze współczesnych filmów porno... bo to jest raczej najniższa forma rozrywki.
Z resztą to co piszesz o sztuce to nie prawda, a raczej prawda ograniczona tylko i wyłącznie do naszych czasów i naszego postrzegania sztuki.Czy sztuka musi prowokować do myślenia? Nie musi, może dostarczać przeżyć na poziomie czysto estetycznym i emocjonalnym, bo jak na przykład muzyka Vivladiego ma budzić refleksje? Nie wymaga też indywidualizmu, bo może być równie dobrze wytworem zbiorowej wyobraźni jakiegoś plemienia, czy jak sztuka egipska, trzymać się sztywno pewnych reguł, zostawiając bardzo mało miejsca na pomysły własne artysty. Wyrażanie siebie w sztuce to raczej współczesny, zachodni wynalazek. Czym innym była sztuka w średniowieczu i teraz, a jeszcze czymś zupełnie innym jest dla Indian w Ameryce Południowej.
Dlatego, nie tyle mamy kryzys sztuki, co raczej poważną przemianę jej funkcji i znaczenia itp., a że jesteśmy w trakcie tej przemiany to nie potrafimy do końca ocenić co się dzieje, co jest wartościowe, a co nie. Musimy pozostawić to przyszłym pokoleniom.
Dodano: 2011-06-11 15:55
| DEMONEMOON napisał(a): |
|
To chyba proste,prawdziwa sztuka oprawiona jest indywidualizmem jednostki tworzacej, czesto prawdziwa sztuka to novum, promowane przez srodowiska artystyczne, badz tak zwane inteligenckie, novum zdobywajace poklask i szersze zrozumienie spoleczenstwa,a co za tym idzie miano kultu.Oczywiscie bardzo wazny jest czas w ktorym dane novum nabiera artystycznej kultowosci...,dajmy na to,obecnie nie da sie ukryc,ale zyjemy w hardlajfie,a wiec bez trudu uznajemy za artyzm na przyklad, erotyczno romantyczne posagi Michala Aniola,zmyslowo nagie obrazki Rubensa, |
Twórczość artystów często za ich życia jest niedoceniana. Jeżeli dzieło powstaje tylko po to, by uzyskać poklask to moim zdaniem ociera się to o kicz. Jeśli zaś chodzi o nagie rzeźby, czy malarskie akty. Zarówno rzeźby antyczne np. Myrona, jak i wspomnianego Michała Anioła dostarczają przede wszystkim doznań estetycznych, ukazują raczej piękno ludzkiego ciała, zadziwiają precyzją oddania ludzkiej anatomii, wprowadzając je jakby w sferę sacrum. Czego na przykład nie można raczej powiedzieć o wystawach spreparowanych zwłok Gunthera Von Hagena. Innowacja? Z całą pewnością. Indywidualizm? Oczywiście, ale jakie zadanie mają jego "dzieła'? Podobno sztuka jest ponad restrykcjami, konwenansami, obyczajnością, regułami i może duchem wyprzedzać epokę. Tu tabu nie istnieje. Czy aby na pewno?
Wszyscy wszak zginiemy ... w zupie Dodano: 2011-06-11 21:37
| SanguineVenari napisał(a): |
| ...Czego na przykład nie można raczej powiedzieć o wystawach spreparowanych zwłok Gunthera Von Hagena. Innowacja? Z całą pewnością. Indywidualizm? Oczywiście, ale jakie zadanie mają jego "dzieła'? Podobno sztuka jest ponad restrykcjami, konwenansami, obyczajnością, regułami i może duchem wyprzedzać epokę. Tu tabu nie istnieje. Czy aby na pewno? |
Sztuka w XX w. sama sobie ukręciła powróz na szyję, mieszając pojęcia: twórczości i sztuki jako takiej, artysty i twórcy, dzieła i dzieła sztuki. Kiedy np. Duchamp wystawił muszlę klozetową czy Warhol puszkę zupy Campbell okazało się że " i to dzieło sztuki i Guernica tyż". W innej skali - Rubik tworzy oratoria i Haendel "tyż". Jednym z tych, którzy otwarcie negują takie podejście jest reżyser Lech Majewski. Niżej podpisany zresztą - też.
| LotusEater napisał(a): |
| Zresztą to co piszesz o sztuce to nie prawda, a raczej prawda ograniczona tylko i wyłącznie do naszych czasów i naszego postrzegania sztuki. Czy sztuka musi prowokować do myślenia? Nie musi, może dostarczać przeżyć na poziomie czysto estetycznym...Wyrażanie siebie w sztuce to raczej współczesny, zachodni wynalazek. Czym innym była sztuka w średniowieczu i teraz, a jeszcze czymś zupełnie innym jest dla Indian w Ameryce Południowej.
Dlatego, nie tyle mamy kryzys sztuki, co raczej poważną przemianę jej funkcji i znaczenia itp., a że jesteśmy w trakcie tej przemiany to nie potrafimy do końca ocenić co się dzieje, co jest wartościowe, a co nie. Musimy pozostawić to przyszłym pokoleniom. |
Fakt - z tym wyrażaniem siebie: Strawiński w "Poetyce muzycznej" pisze, źe jeszcze w XVIII w. w kronikach pisano: " w mieście X żyli szewcy, bednarze, kowale, płatnerze, muzycy i inni rzemieślnicy". Po puszce i pisuarze trudno walczyć o transcendencję - jednak będę się upierał i powiem, że bez tego pierwiastka nie ma DZIEŁA SZTUKI, ani ARTYSTY, ani SZTUKI. Może za to sobie być ... dzieło, twórca i twórczość.
Do not quote - think for yourself
Wszyscy wszak zginiemy ... w *upie Dodano: 2011-06-13 21:41
| Lupp napisał(a): |
| Sztuka w XX w. sama sobie ukręciła powróz na szyję, mieszając pojęcia: twórczości i sztuki jako takiej, artysty i twórcy, dzieła i dzieła sztuki. Kiedy np. Duchamp wystawił muszlę klozetową czy Warhol puszkę zupy Campbell okazało się że " i to dzieło sztuki i Guernica tyż". W innej skali - Rubik tworzy oratoria i Haendel "tyż". Jednym z tych, którzy otwarcie negują takie podejście jest reżyser Lech Majewski. Niżej podpisany zresztą - tyż. |
A jak Damien Hirst wystawił czachę którą nawet nie on nabił diamentami i zgarnął za to 100 mln. USD! Za sam podpis!
Mimo to będę bronił sztuki współczesnej. Nie jest ona ani trochę mniej głęboka od sztuki poprzednich epok. Jest tylko znacznie trudniejsza w odbiorze, stąd łatwo od niej odpaść.
Ba pójdę dalej i powiem, że jest nawet dalece bardziej wartościowa od sztuki takego np. baroku, czy oświecenia.
Problemy z jaimi dziś styka się sztuka są niczym z zastojem jaki przeżywała w połowie XIX w. , gdzie powstawały setki tysięcy takich samych obrazów, wyrafinowanych technicznie, a pustych jak wydmuszki. Gdzie literatura ograniczała się do kopiowania rzeczywistości (zresztą tendencyjnie, polecam - "Trzy studia na temat realizmu" Herberta).
Mieliśmy (skądinąd często doskonałą - w moderniźmie) poezję parnasistowską, niezwkle wyrafinowaną technicznie. Wiecie jak trudno jest napisać doskonały wiersz? A jeśli do tego dodamy rymy? I sylabizm? I toniczność?
Pytanie czy sztuka powinna iść w kierunku mnożenia trudności. Rzemieślnictwa.
Ja osobiście jestem zdania, że artysta powinien potrafić tworzyć rzeczy wyrafinowane technicznie(wymieniony Picasso for example), lecz nie koniecznie musi z tego korzystać. Przecież taką abstrakcję geometryczną Stażewskiego, to niby i ja i pan i pewnie większość forumowiczów była by w stanie namalować. Ale proces tworzenia dzieła sztuki leży gdzie indziej, wiemy to obaj.
| LotusEater napisał(a): |
| Dlatego, nie tyle mamy kryzys sztuki, co raczej poważną przemianę jej funkcji i znaczenia itp., a że jesteśmy w trakcie tej przemiany to nie potrafimy do końca ocenić co się dzieje, co jest wartościowe, a co nie. Musimy pozostawić to przyszłym pokoleniom. |
Nie.
Sztuka przemiena się od ponad stu lat i będzie przemieniać się zawsze, co najmniej równie szybko jak w XX wieku.
Parę miesięcy temu w mojej zapadłej mieścinie w MDK-u, była jakaś wystawa pt. "Różne oblicza miłości", czy jakoś tak. Wyszedłem po 3 minutach.
Dzieło sztuki jest nieprzewidywalne, a tu...
Po kilku sekundach rozpoznałem klasyczną, do bólu ograną pstmodernistyczną...
Zestawione były obrazki całujących się koni, zespolonych żuczków, czy piesków z wizerunkiem Karola Wojtyły tulącego do siebie jakieś dziecko :).
Banał, banał, banał. To miało szokować?
| Lupp napisał(a): |
| Fakt - z tym wyrażaniem siebie: Strawiński w "Poetyce muzycznej" pisze, źe jeszcze w XVIII w. w kronikach pisano: " w mieście X żyli szewcy, bednarze, kowale, płatnerze, muzycy i inni rzemieślnicy". Po puszce i pisuarze trudno walczyć o transcendencję - jednak będę się upierał i powiem, że bez tego pierwiastka nie ma DZIEŁA SZTUKI, ani ARTYSTY, ani SZTUKI. Może za to sobie być ... dzieło, twórca i twórczość. |
Zgadzam się.
Natomiast powtórzę za Tomaszem Stańko, postacią w sztuce dla mnie bardzo ważną, że dla artysty jedną z podstawowych cech jest tolerncja. Przyswajjąc wciąż nowe rzeczy powiększamy swoją wrażliwość, poszerzamy horyzonty co jest w twórzczości aksjomatem rozwoju. Oczywiści nie oznacza to, że powinniśmy przysfajać byle szajs (obiecałem sobie, że nigdy nie zagłębię się w pop art).
Tymniemniej ja dzięki takiej postawie, dużo zyskałem, i zyskuję nadal.
Dla przykładu odkryłem ostatnio dość ciekawych malaży, szkoły color field painting. Malowanie wielkich, kolorowych płaszczyzn, i niezwykła gra plamą. W tych obrazach można się zanurzyć, mają wyrazić właśnie transcendęcje, będąc jednocześnie pozbawionymi jakichkolwiek odniesień do rzeczywistości.
| SanguineVenari napisał(a): |
| ale jakie zadanie mają jego "dzieła'? Podobno sztuka jest ponad restrykcjami, konwenansami, obyczajnością, regułami i może duchem wyprzedzać epokę. Tu tabu nie istnieje. Czy aby na pewno? |
Nie powinno istnieć. Powinno się je obalać. Byle by z tego szokowania nie tworzyć głównego celu sztuki(jak to często się dzieje).
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”
Wszyscy wszak zginiemy ... Dodano: 2011-06-14 08:29
| szarl napisał(a): |
| [...Natomiast powtórzę za Tomaszem Stańko, postacią w sztuce dla mnie bardzo ważną, że dla artysty jedną z podstawowych cech jest tolerancja. Przyswajając wciąż nowe rzeczy powiększamy swoją wrażliwość, poszerzamy horyzonty co jest w twórczości aksjomatem rozwoju. Oczywiści nie oznacza to, że powinniśmy przyswajać byle szajs (obiecałem sobie, że nigdy nie zagłębię się w pop art).
Tym niemniej ja dzięki takiej postawie, dużo zyskałem, i zyskuję nadal. |
Oczywiście tolerancja jest ważna, tyle że nie sama i absolutyzowana. Musi współistnieć z jakąś hierarchią wartości. Postmodernizm usiłuje tę ostatnią wyrugować i promuje tolerancję jako rzekomą równość wszystkiego ze wszystkim. Prof. Skolimowski określa go - i słusznie - jako formę nihilizmu.
Do not quote - think for yourself
Dodano: 2011-06-14 08:34
Hm, no dobrze, ale wróćmy w takim razie do duchowości. Wytłumacz mi proszę szarlu jak np. abstrakcja geometryczna, czy taki color field painting mają być atrybutem duchowości? Bo ja sobie mogę taki obraz powiesić na ścianie i medytować nad nim codziennie przez całe życie, ale obawiam się, że wspomnianego pierwiastka transcendencji w tym wszystkim nie znajdę. Przykro mi, ale ja tego przekazu nie potrafię odczytać w żaden sposób i myślę, że nie tylko ja mam taki problem.
Wszyscy wszak zginiemy ... Dodano: 2011-06-14 20:55
| Lupp napisał(a): |
| Oczywiście tolerancja jest ważna, tyle że nie sama i absolutyzowana. Musi współistnieć z jakąś hierarchią wartości. Postmodernizm usiłuje tę ostatnią wyrugować i promuje tolerancję jako rzekomą równość wszystkiego ze wszystkim. Prof. Skolimowski określa go - i słusznie - jako formę nihilizmu.
|
Tak, postmodernizm to bez wątpienia pewna forma nihilizmu, choćby przez jego sceptycyzm poznawczy (przynajmniej ja rozumiem dekonstrukcję, jako niemożność dotarcia do właściwego sensu tekstu, pełną świadomość braku jego obiektywnej treści). Stawianie przez postmodernizm znaku równości pomiędzy tym i tym, a tamtym, jest sztuczne, fasadowe i NIEWPROWADZALNE.
| LotusEater napisał(a): |
| Hm, no dobrze, ale wróćmy w takim razie do duchowości. Wytłumacz mi proszę szarlu jak np. abstrakcja geometryczna, czy taki color field painting mają być atrybutem duchowości? Bo ja sobie mogę taki obraz powiesić na ścianie i medytować nad nim codziennie przez całe życie, ale obawiam się, że wspomnianego pierwiastka transcendencji w tym wszystkim nie znajdę. Przykro mi, ale ja tego przekazu nie potrafię odczytać w żaden sposób i myślę, że nie tylko ja mam taki problem. |
To malarstwo niefiguratywne, co samo w sobie stanowi jakąś transcendencję, realizowane w ogromnych, kilkumetrowych formatach(color field), co pomaga się w nim zanurzyć. Mark Rothko tak nakłada farbę, że jego prostokąty zdają się stać bliżej lub dalej w zależności od koncepcji. To ekspresjonizm abstrakcyjny, więc jak mówił sam artysta, chodzi mu tylko o wyrażenie elementarnych emocji w czystej postaci.
Tak, masz rację mówiąc, że większość ludzi nie może zrozumieć (czy raczej należałoby powiedzieć poczuć) takiego malarstwa.
Pytanie czy to źle świadczy o malarstwie czy o nich :) .
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”
Dodano: 2011-06-14 22:30
Jeżeli artyście chodzi o wyrażenie "elementarnych emocji w czystej postaci" nie można nikogo winić za to, że tego nie "czuje", że ten przekaz do niego nie dociera.
Żadnych emocji to we mnie nie budzi, a mój biedny racjonalny umysł jest znudzony. Udawanie, że coś "czuję" byłoby śmieszne.
Wszyscy wszak zginiemy ... Dodano: 2011-06-14 22:33 Zmieniono: 2011-06-14 22:35
| szarl napisał(a): |
|
Tak, masz rację mówiąc, że większość ludzi nie może zrozumieć (czy raczej należałoby powiedzieć poczuć) takiego malarstwa. Pytanie czy to źle świadczy o malarstwie czy o nich :) . |
Ja tu przypomnę pewną baśń Andersena "Nowe szaty cesarza" dla analogii. Wszystkim jest pewnie dobrze znana. Dworowi, władcy, społeczeństwu wmówiono, że szaty króla mają specyficzną właściwość, a mianowicie 'widzą' je tylko ludzie mądrzy. Żaden człowiek nie chciał się przyznać, że ich nie dostrzega. Dopiero dziecko w tłumie krzyknęło, iż władca jest tak naprawdę nagi.
Czy ludzie którzy, jak to ująłeś "tego nie czują" są po prostu głupi? Czy wszystko co jest abstrakcją można uznać za sztukę wyższych lotów dla wybranych intelektualistów? W takim razie wszyscy ją zaczną uwielbiać, a każdy kto zobaczy w niej płyciznę zostanie uznany za ignoranta i indolenta umysłowego.
Dodano: 2011-06-14 23:50
Dla jasności, ja nie twierdzę, że taki np. Rothko jest bezwartościowy. Wydaje mi się, że rozumiem o co mu teoretycznie chodzi, ale w praktyce jego obrazy kompletnie do mnie nie przemawiają. Cholera, mam prawo nic nie czuć, kiedy na nie patrzę.
Dodano: 2011-06-14 23:51
Nie wiem, czy jestem w stanie wytłumaczyć o co chodzi w danym dziele, bo nie można go opowiedzieć inaczej niż zostało opowiedziane
| LotusEater napisał(a): |
| Jeżeli artyście chodzi o wyrażenie "elementarnych emocji w czystej postaci" nie można nikogo winić za to, że tego nie "czuje", że ten przekaz do niego nie dociera. |
Jeśli dana sztuka Ci nie odpowiada, to ok, masz do tego prawo, ale ludzie, którzy jej nie rozumieją i dlatego ją deprecjonują, twierdzą że nie ma treści są ignorantami.
Przypomnę co Gombrowicz mówił o postępowaniu ze sztuką: nie to jest do dupy, tylko DLA MNIE to jest do dupy!
| SanguineVenari napisał(a): |
| Ja tu przypomnę pewną baśń Andersena "Nowe szaty cesarza" dla analogii. Wszystkim jest pewnie dobrze znana. Dworowi, władcy, społeczeństwu wmówiono, że szaty króla mają specyficzną właściwość, a mianowicie 'widzą' je tylko ludzie mądrzy. Żaden człowiek nie chciał się przyznać, że ich nie dostrzega. Dopiero dziecko w tłumie krzyknęło, iż władca jest tak naprawdę nagi.
Czy ludzie którzy, jak to ująłeś "tego nie czują" są po prostu głupi? Czy wszystko co jest abstrakcją można uznać za sztukę wyższych lotów dla wybranych intelektualistów? W takim razie wszyscy ją zaczną uwielbiać, a każdy kto zobaczy w niej płyciznę zostanie uznany za ignoranta i indolenta umysłowego. |
Czyżbyś twierdziła, że wszyscy, którym podoba się współczesne malarstwo, tylko pozują? Bo ja tu nie widzę analogii. Malarstwo abstrakcyjne nie jest zarezerwowane dla wybranych, wystarczy mieć otwarty umysł. Jednak większość ludzi je odrzuca, bo nie jest łatwe, wymaga zaangażowania.
“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”
3x tak Dodano: 2011-06-15 12:37
| szarl napisał(a): |
|
Jeśli dana sztuka Ci nie odpowiada, to ok, masz do tego prawo, ale ludzie, którzy jej nie rozumieją i dlatego ją deprecjonują, twierdzą że nie ma treści są ignorantami. Przypomnę co Gombrowicz mówił o postępowaniu ze sztuką: nie to jest do dupy, tylko DLA MNIE to jest do dupy! Malarstwo abstrakcyjne nie jest zarezerwowane dla wybranych, wystarczy mieć otwarty umysł. Jednak większość ludzi je odrzuca, bo nie jest łatwe, wymaga zaangażowania. |
A ponadto: wejście na poziom transcendencji wymaga u odbiorcy otwarcia, wyciszenia i skupienia, czyli akurat tego, czemu zaprzecza wszystko dookoła. Kiedyś modlitwa i głęboko przeżywana/praktykowana religia zapewniały w.o. stan, w świątyniach były dzieła najwyższego lotu i odbiór był głęboki i skuteczny. Dziś o taki niełatwo.
Do not quote - think for yourself
3x tak Dodano: 2011-06-15 16:14
| Lupp napisał(a): |
| [quote:1a2410e827="szarl"]
Jeśli dana sztuka Ci nie odpowiada, to ok, masz do tego prawo, ale ludzie, którzy jej nie rozumieją i dlatego ją deprecjonują, twierdzą że nie ma treści są ignorantami. Przypomnę co Gombrowicz mówił o postępowaniu ze sztuką: nie to jest do dupy, tylko DLA MNIE to jest do dupy! Malarstwo abstrakcyjne nie jest zarezerwowane dla wybranych, wystarczy mieć otwarty umysł. Jednak większość ludzi je odrzuca, bo nie jest łatwe, wymaga zaangażowania. |
A ponadto: wejście na poziom transcendencji wymaga u odbiorcy otwarcia, wyciszenia i skupienia, czyli akurat tego, czemu zaprzecza wszystko dookoła. Kiedyś modlitwa i głęboko przeżywana/praktykowana religia zapewniały w.o. stan, w świątyniach były dzieła najwyższego lotu i odbiór był głęboki i skuteczny. Dziś o taki niełatwo.[/quote:1a2410e827]
Ja nadal nie rozumiem skąd to przekonanie, że kiedyś ludzie byli tacy uduchowieni i głęboko religijni? Chleba i igrzysk - tego zawsze chciał tłum, nie sztuki i transcendencji. W świątyniach były dzieła najwyższego lotu, bo za te dzieła Kościół płacił i wiedział co robi. Jak sobie wszedł taki zwykły mieszczanin do katedry, to nic dziwnego, że wszystko robiło na nim wrażenie i owszem mógł to bardzo głęboko przeżywać, ale tak na prawdę sztukę doceniali i rozumieli tylko ci, którzy mięli czas i pieniądze, na podróże i zdobycie koniecznej wiedzy (której na przykład ja nie posiadam
.
Nie ukrywajmy, sztuka zawsze była elitarna, wymagała od odbiorcy zaangażowania i wykonania pewnej pracy nad sobą i tak powinno być. Dla wszystkich to jest Doda.
Idę sobie jakąś książkę o sztuce współczesnej wypożyczyć
.
3xxx Dodano: 2011-06-19 12:34
| LotusEater napisał(a): |
|
Ja nadal nie rozumiem skąd to przekonanie, że kiedyś ludzie byli tacy uduchowieni i głęboko religijni? Chleba i igrzysk - tego zawsze chciał tłum, nie sztuki i transcendencji. W świątyniach były dzieła najwyższego lotu, bo za te dzieła Kościół płacił i wiedział co robi. Jak sobie wszedł taki zwykły mieszczanin do katedry, to nic dziwnego, że wszystko robiło na nim wrażenie i owszem mógł to bardzo głęboko przeżywać, ale tak na prawdę sztukę doceniali i rozumieli tylko ci, którzy mięli czas i pieniądze, na podróże i zdobycie koniecznej wiedzy (której na przykład ja nie posiadam .
Nie ukrywajmy, sztuka zawsze była elitarna, wymagała od odbiorcy zaangażowania i wykonania pewnej pracy nad sobą i tak powinno być. Dla wszystkich to jest Doda. |
Prawdziwie wielka i uniwersalna sztuka oddziałuje zarówno na znawców, jak i maluczkich. Oczywiście była i będzie elitarna, ale ,,, Róźnica między tamtymi czasami, a obecnymi polega na tym, że wtedy gawiedź nie czuła się w prawie dywagować o tym, na czym się nie zna. Obecnie - jak najbardziej. Każdy głąb ma coś do powiedzenia - np. o muzyce. Niektórzy na domiar złego, przez radiowy mikrofon.
Na koniec coś optymistycznego: obraz Doroty Brodowskiej "Kosmosy". Polecam jej malarstwo wszystkim zwolennikom wielkiej i bez ściemy sztuki.
http://www.darkplanet.pl/gallery/photo/112005
Do not quote - think for yourself
Dodano: 2011-06-19 18:38
| szarl napisał(a): |
|
Jeśli dana sztuka Ci nie odpowiada, to ok, Czyżbyś twierdziła, że wszyscy, którym podoba się współczesne malarstwo, tylko pozują? Bo ja tu nie widzę analogii. Malarstwo abstrakcyjne nie jest zarezerwowane dla wybranych, wystarczy mieć otwarty umysł. Jednak większość ludzi je odrzuca, bo nie jest łatwe, wymaga zaangażowania. |
Co jeśli to malarstwo zacznie się tylko chować pod kopułą niezrozumienia? Ja jego nie odrzucam, nie umniejszam jego znaczenia. Nie neguję jego artyzmu. Rodzą się po prostu pewne pytania, czy kiedyś ono przypadkiem także nie zacznie zahaczać o tzw. kicz? Zakończy się okres nowatorstwa i nastanie era powielania schematów, tworzenia kolejnych 'Czarnych kwadratów na białym tle'(tutaj zaś ukłony dla Malewicza).
Dodano: 2011-06-19 19:50 Zmieniono: 2011-06-19 19:52
@Sanguine - "Biały kwadrat na białym tle", dodatkowo: kryzys nowatorstwa malarstwo przechodzi przez prawie cały dwudziesty wiek,co zaczęło się wraz z załamaniem sztuki figuratywnej (przedstawiającej). :* Co do niezrozumienia - nie bój nic! W galerii sztuki obok szarego trójkąta otoczonego niebieskimi plamkami znajdziesz przyporządkowany temu obrazowi rozbudowany opis związku alienacji społecznej z psychoanalizą Lacana, wszystko tedy stanie się oczywiste.
Mnie natomiast nie przekonuje w ogóle mówienie o "wyższym", czy "duchowym" odbiorze sztuki wizualnej - dany obraz musiałby stymulować wówczas w innym rejestrze, niźli ten intelektualny, musiałby więc stymulować emocjonalnie. Rezonans emocjonalny z dziełem byłby warunkiem wstępnym do jakiegoś "wyższego" przeżycia. Natomiast argumentowanie za tym, dlaczego danym dziełem "powinniśmy" się zachwycać jest już podejściem "rachującym", tzn. analizującym, zdolnym przekonać, dlaczego dany zabieg artystyczny był znamienny i dlaczego mamy go uznać za taki: ale nie implikuje to zachwytu. Stąd też mówienie o współczesnym zaniku duchowości przy odbiorze sztuki jest o tyle chybione, że sugeruje możliwość przekonania kogoś do zachwytu, albo, że utraciliśmy złoty czas, kiedy nikogo nie trzeba było przekonywać do zachwytu nad dziełami sztuki. A więc:
1. Nie można przekonywać co do emocjonalnego zaangażowania w odbiór danego dzieła, więc nie można wskazać dobrych argumentów (bo to intelektualny rejestr jest), dlaczego ktoś powinien zachwycać się sztuką, jeżeli on sam nie wykazuje do tego skłonności.
2. Argumentowanie o "ubogacaniu ducha jako zadaniu najbardziej doniosłym" rozbija się właśnie o dystynkcję na "uznanie" dzieła i "zachwyt" dziełem. W muzyce np. mogę uznawać w rejestrze intelektualnym muzykę Stockhausena, ale nie wynika z tego moja przyjemność słuchania Stockhausena, podobnie jak Weberna (choć z tym drugim już jest lepiej w rejestrze emocjonalnym).
3. Niechęć do uznania i zachwytu nad dziełami sztuki jest niewystarczająca, by kogoś zakwalifikować jako ułomnego w aspekcie wrażliwości.
4. Odwoływanie się do "transcendentaliów" jest arbitralnym zabiegiem stylistycznym - potępia się marny "motłoch".
5. Ze względu na niemożliwość przekonania kogoś do zachwytu, wszelkie utyskiwanie na kondycję duchową współczesnych jest o tyle chybione, że owo utyskiwanie przechodzi na poziom krytyki, a więc poziom rejestru intelektualnego, tym samym zachwaszczając czyjeś "wzniosłe przeżycia" heteronomią płochego zadowolenia z wybijania się ponad tłum.
6. Stąd też - uważam, że sprawą taktu przy mówieniu o sztuce jest unikanie nawiązywania do tych, którzy już wstępnie nie zadeklarowali zainteresowania nią. Bądź w milczeniu własnych doznań, bądź w dialogu z innymi zainteresowanymi. Całości ludzkości nie zbawi moralny postęp - nawet powodowany sztuką; raczej zbawi ich rozsądna organizacja pracy, szereg zabezpieczeń społeczno-politycznych i proliferacja dobrobytu. Tym samym nie będą przeszkadzać tym, których zajmują sprawy np. sztuki.
7. Uważam, że jedyną dostępną człowiekowi formą transcendencji jest ejakulacja. Inne to ciekawe autopsychomanipulacje, bądź dobra metafizyka (koniecznie nieteologiczna - ta już nie jest "dobra").
Co cię nie zabije, to cię wkurwi
Dodano: 2011-06-19 20:28
| Cytat: |
| Całości ludzkości nie zbawi moralny postęp - nawet powodowany sztuką; raczej zbawi ich rozsądna organizacja pracy, szereg zabezpieczeń społeczno-politycznych i proliferacja dobrobytu. Tym samym nie będą przeszkadzać tym, których zajmują sprawy np. sztuki. |
Zaraz, zaraz, a czy to stwierdzenie nie implikuje podziału ludzi na dwie grupy? Na ten, powiedzmy "motłoch", któremu wystarczy zaspokojenie podstawowych potrzeb i "wybrańców", którzy zajmują się rzeczami "wyższymi" np. sztuką?
Dodano: 2011-06-19 20:32
| Durante napisał(a): |
|
7. Uważam, że jedyną dostępną człowiekowi formą transcendencji jest ejakulacja. Inne to ciekawe psychomanipulacje, bądź dobra metafizyka (koniecznie nieteologiczna - ta już nie jest "dobra"). |
Ciekawe. Rozwiń tą myśl. Dlaczego metafizyka teologiczna jest "niedobra'?
Dodano: 2011-06-19 23:45
| LotusEater napisał(a): |
| Zaraz, zaraz, a czy to stwierdzenie nie implikuje podziału ludzi na dwie grupy? Na ten, powiedzmy "motłoch", któremu wystarczy zaspokojenie podstawowych potrzeb i "wybrańców", którzy zajmują się rzeczami "wyższymi" np. sztuką? |
Nie chodzi o "sztywne" podziały, tylko o to, że różnych ludzi różne rzeczy zajmują - ot, rozłożenie akcentów. Ludziom zajmującym się sztuką też przecież trzeba dostarczyć podstawowe dobra, a ludzie nie zajmujący się sztuką to niekoniecznie bydlęta. Nie ma więc mowy o jakimś "realnym", silnym podziale; co najwyżej formalnym, schematycznym, ze względu na jakieś wspólne zainteresowanie, lub brak zainteresowania (tutaj - sztuką). Jasne, osoba po szkole muzycznej jest na pewno ciekawsza i bardziej ważna dla rozwoju kultury; tylko mi chodzi po prostu o brak pogardy takiej osoby wobec rzekomego "motłochu" - model, gdy artysta manifestował siebie przezwyciężając pęta narzucane przez społeczność to zmurszały, modernistyczny wzorzec. No i z drugiej strony - kultura i ludzie działający na jej rzecz potrzebują instytucjonalnego zabezpieczenia, czyli czegoś, czego przedmiotem nie jest samo praktykowanie sztuki. Powszechne splątanie spraw kulturowych z rzeczami organizacyjnymi, nieartystycznymi, oraz zwyczajnie codziennymi zdecydowanie nie pozwala na nobilitowanie w wymiarze całościowo-społecznym jakiejkolwiek grupy (wyłonionej na wspomnianej przeze mnie wcześniej "zasadzie).
| SanguineVenari napisał(a): |
| Dlaczego metafizyka teologiczna jest "niedobra'? |
Ponieważ redukuje się do hipostazowania kulturowych tworów myślowych i prezentowania ich jako wiążące niezależnie od spraw ludzkich, co w wymiarze przestrzeni publicznej utrudnia wielu ludziom efektywne uczestniczenie w dyskursie, bądź utrudnia i opóźnia uzyskanie konsensu, lub w ogóle go uniemożliwia.
Co cię nie zabije, to cię wkurwi
Dodano: 2011-06-20 01:53 Zmieniono: 2011-06-20 01:55
| SanguineVenari napisał(a): |
| [quote:04ce1ab82f="Durante"]
7. Uważam, że jedyną dostępną człowiekowi formą transcendencji jest ejakulacja. Inne to ciekawe psychomanipulacje, bądź dobra metafizyka (koniecznie nieteologiczna - ta już nie jest "dobra"). |
Ciekawe. Rozwiń tą myśl. Dlaczego metafizyka teologiczna jest "niedobra'?[/quote:04ce1ab82f]
Sorry, ale...Gdybym uważała tak, jak Durante, to odczuwałabym przygnębiającą pustkę w życiu. Ejakulacja jest czymś innym, to reakcja biologiczna, która może być - choć nie musi - powiązana z większą uczuciowością, ale wg mnie to nie jest transcendencja, to proces biologiczny. Durante po prostu, moim zdaniem, myli pojęcia. Czy przy każdym orgazmie zawsze przekracza się rzeczywistość? Bo na tym z definicji ma transcendencja polegać. Moim skromnym zdaniem, nie. Wybacz, wolę "(nie)dobrą" wg Ciebie teologiczną metafizykę. Rozumiem, że komuś nie jest potrzebna do życia, ale mi jest i raczej już tak zostanie.
Dodano: 2011-06-20 02:03 Zmieniono: 2011-06-20 02:06
Trolololo, myślałem, że absurdalność twierdzenia o ejakulacji jako transcendencji wystarczy, żeby tego nie interpretować literalnie.
Na brodę Merlina, to zwykłe kpiarstwo z pojęcia transcendencji. xD Poległem.
No i metafizyka teologiczna nie jest przecież nieodzowna, by być, no, niebanalną, twórczą, czującą sens osobą, natomiast takiej metafizyki jako realizacji jakiejś potrzeby - omalże fizjologicznej?
- rugować przecież nie zamierzam.
Co cię nie zabije, to cię wkurwi
Dodano: 2011-06-20 02:15 Zmieniono: 2011-06-20 02:15
Jeśli w wieku 50, 60, 70, 80 lat nadal będziesz nihilistą, to gratuluję samozaparcia...czy też...przerysowania...? We wczesnej młodości to tak łatwo
później przychodzą różne doświadczenia, z którymi konfrontuje się własne poglądy i...może być klops:)