Australijska The Amenta debiutowała w 2002 roku EPką "Mictlan", ale to wydany dwa lata później "Occasus" zwrócił uwagę świata na tę bardzo ciekawą formację. Rzadko się bowiem spotyka zespół deathmetalowy, który w swojej muzyce przymycałby duże ilości muzyki industrialnej. Na następcę tamtej płyty przyszło nam czekać aż cztery lata, ale po zapoznaniu sie z "n0n" stwierdzam, że było warto.
Muzykę zespołu mógłbym określić jako mieszankę stylów Ram-Zet oraz nowszego Septic Flesh, z tą różnicą, że kwintet z Antypodów prezentuje ciekawszy warsztat instrumentalny. Nie powinno to dziwić, gdyż za zestawem perkusyjnym siedzi nie kto inny jak Dave Haley, fenomenalny perkusista Psycroptic. Intrygują także wokale, które są bardzo zróżnicowane - mamy growl, mamy krzyk rodem z kapel metalcore'owych, mamy w końcu wokale łudząco przypominające Shagratha z Dimmu Borgir.
"n0n" jest muzycznym monolitem, na którym ciężko jest wyróżnic jakiś utwór, choć moimi faworytami są "Slave" oraz "Dirt". The Amenta bardzo mądrze wykorzystała elektroniczne sztuczki czyniąc swój album intrygującym, oryginalnym i przemyślanym. Muzyka jest trudna w odbiorze, choć patrząc na aranżacje to dostosowane są one do panujacych ostatnio standardów synchronicznego - by nie powiedzieć - modernmetalowego grania. Niewątpliwie jest to tegoroczna perełka w tym gatunku.
Tracklista:
01. On
02. Junky
03. Vermin
04. Entropy
05. Slave
06. Whore
07. Spine
08. Skin
09. Dirt
10. Atrophy
11. Cancer
12. Rape
Wydawca: Listenable Records (2008)