Twórczość Symphony X nigdy do mnie nie przemawiała. Zawsze uważałem ich za bardzo dobrych instrumentalistów, którzy nie potrafią napisać dobrych, spójnych kompozycji. Pamiętam jak kiedyś kupiłem w ciemno "The Divine Wings Of Tragedy" i potem troszkę przekrzywiło mi twarz w "podkówkę". Szybko więc znalazłem kupca i grymas zniknął. Nic więc dziwnego, że do szóstego krążka zespołu podszedłem, jakbym miał za wczasu w tyłku zawartość tej płyty. Może i dobrze, że miałem taki stosunek, bo "The Odyssey" mile mnie zaskoczyło.
Gdy się tak zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że jest to pierwszy album tego zespołu, który mi się spodobał. W zasadzie żadna z poprzednich pięciu płyt nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Cieszy mnie jednak, że w końcu muzyka Symphony X nabrała kolorów i werwy. Od czasu do czasu miło wrócić do tego wydawnictwa.
Tracklista:
01. Inferno (Unleash The Fire)
02. Wicked
03. Incantations Of The Apprentice
04. Accolade II
05. King Of Terrors
06. The Turning
07. Awakenings
08. The Odyssey (Part I To VII)
09. Masquerade '98
Wydawca: Inside Out Records (2002)