Szwedzki Soilwork to jeden z tych zespołów, których i tak będę słuchać bez względu na opinie złośliwców. Po prostu uwielbiam ten band za prostotę i melodię a z drugiej strony za brak adekwatnych w death metalu growlingowych wokaliz i do znudzenia czasami męczących solóweczek. Połączenie brzmień można by rzec nowoczesnych, czasem nawet kojarzonych z nu-metalem w twórczości Skandynawów w ogóle mi nie przeszkadza, a wręcz bardzo mi się podoba. Dlatego też kiedy dowiedziałam się, że moje wakacje w Pradze zbiegną się z ich występem w tym mieście - nie mogłam sobie odmówić i musiałam obejrzeć występ Szwedów, po raz drugi z resztą w tym roku.
Tuż przed wejściem do klubu, dowiedziałyśmy się, że jako pierwszy zespół na scenie zaprezentuje się rzekomo polski band o nazwie "nicnamniemówiącej" SFA. Kiedy to owi Panowie zjawili się na scenie tuż po godzinie 20, zaliczyłam facepalm, który omal nie wybił mi przedniej klawiatury uzębienia - to oczywiście dlatego, że zaniemówiłam. Poczułam się jak w cyrku na tandetnym przedstawieniu w wykonaniu stada błaznów. Tyle tylko, że tutaj mieliśmy do czynienia z kilkoma pajacami przebranymi w foliowe worki, a jeden z trzech wokalistów miał w okolicach krocza przymocowany emblemat sugerujący jak mniemam rozmiar jego przyrodzenia. Ten występ można by podsumować jednym słowem - DRAMAT. Całe szczęście nie trwał on zbyt długo bo zdaje się, półtora numeru i zespół został wyłączony za co ogromne podziękowania należą się obsłudze sceny.
Kolejnym krokiem do celu - był występ francuskiej formacji One-Way Mirror. Zespół w ogóle mi nie znany, jedynie z paru kawałków z profilu na MySpace, rozgrzał czeską publiczność, ale mnie szczególnie nie porwał. Połączenie hardcore'u z metalem, okraszone rockiem we flanelowej koszuli i niestety bez "obiecanych" industrialnych wstawek - co nieco rozczarowało. Na uwagę zasługuje niewątpliwie doskonała konferansjera wokalisty Guillaume Bidetu, związanego także z formacją Mnemic, który miał doskonały kontakt z publicznością. Istotny jest także fakt, że w zespole tym udziela się pałker Soilwork - Dirk Verbeuren. Wszystko razem oceniam pozytywnie, ale bez szału jednak z dużą dawką uśmiechu przy coverze z repertuaru Frankie Goes To Hollywood - "Relax".
Zaskoczyła mnie w trakcie wieczora czeska publiczność, która choć żywiołowo reagowała na występy kapel to kiedy nieopatrznie ktoś kogoś dotknął to natychmiast przepraszał. To miłe, u nas praktycznie niespotykane a i osoby nie grzeszące wzrostem jak ja - mogą sobie w takich warunkach wszystko bez przeszkód oglądać.
Wróćmy do koncertu. Około godziny 21:30 na scenie pojawili się wysocy przedstawiciele Szwecji. Z racji tego, że trasa, która na jeden przystanek zawitała do Czech jest związana z ostatnim wydawnictwem formacji "Sworn To A Great Divie" to oczywiście tytułowego kawałka zabraknąć nie mogło. Bjorn i reszta zespołu prezentowali się znakomicie. Można by stwierdzić, że muzycy chyba potrafią rozkładać siły na poszczególne dni, bo pomimo bycia już blisko miesiąc w trasie optymizm ich nie opuszczał. Powrót do szeregów Soilwork Pete'a Wichersa z całą pewnością wyszedł zespołowi na dobre, widać było w tym w występie doskonałe zgranie bandu i radość z grania. W sumie dość krótki występ zaowocował w zmiksowany materiał od starszych kawałków formacji z pierwszych płyt, z których zdaje się nie zabrakło klasyków w postaci "Bastard Chain", "Needlefeast" a obok nich hity z ostatnich wydawnictw takie jak "Overload", "20 More Miles" czy "Exile". Po godzinie formacja opuściła scenę, przez chwilę dała się prosić o upragniony bis, a jako bonusowy kawałek wybrzmiał utwór "Nerve". Z pewnością było za głośno i nie do końca nagłośnienie klubu spełniło moje wymagania, no i zabrakło w set liście wieczora absolutnego hitu w postaci "Stabbing The Drama" nie zmienia to jednak faktu, że bawiłam się doskonale, zwłaszcza po koncercie. Doskonałym zwieńczeniem wieczora w Futurum było to, że z głośników leciała do zamknięcia Agnieszka Chylińska. Zbieg okoliczności? Przypadek? W każdym razie dla nas niezwykle miłe usłyszeć było polską wokalistkę w czeskim pubie.
Cóż więcej można dodać. Koncert i zabawa doskonałe, atmosfera czeskiej stolicy z całą pewnością sprzyja wyjazdom w celach koncertowych, choć ten nie miał stricte takiego charakteru. Mimo to fajnie było zobaczyć zespół, który do Polski jakoś nie ma po drodze.
fot. Guillaume Bideau