Wieczór. Miasto spało, a ludzie już dawno odpłynęli w krainę snów. Tylko anioły nie spały. Siedziały na murach pobliskiego zamku snując marzenia... czekając na zemstę...
Siedzieli na tarasie w milczeniu, paląc papierosy. Czarne płaszcze powiewały na zimnym wietrze. Białe skrzydła zbrukane krwią były całe mokre. Ich oczy były pełne nienawiści, smutku i rozgoryczenia. Kiedyś radosne i waleczne, teraz głębokie i takie puste.... Byli gotowi do Bitwy... Czekali tylko na ostatni znak... W końcu Azariel podniósł się i przerwał grobową ciszę wśród swoich towarzyszy.
- Ja dłużej nie wytrzymam! Mam dość czekania i tych cholernych znaków, symboli. Pierdolenia od rzeczy.... Gabriel i Lucyfer spojrzeli na niego znacząco, ale on miał ich gdzieś. On był porywczy, pełny nienawiści. Nie znosił wręcz martwego czekania. Razjel zgasił papierosa, po czym uśmiechnął się ironicznie. - Minął dopiero miesiąc a Ty już popadasz w szaleństwo? Czy to nie jest żałosne? Azariel podszedł do niego tak blisko, że poczuł jego oddech na twarzy. Po czym szepnął. - Ty nigdy nie poznasz najgłębszych czeluści otchłani. Śmierci. I nie wiesz jak wygląda szaleństwo... Jego oczy spowiły ciemność. Były teraz całe czarne.
Dante, najspokojniejszy z nich odezwał się. - Może skończycie ten komiczny pokaz siły i filozofowania? Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Wstał, wymówił zaklęcie w starej mowie i im oczom ukazała się mapa piekielna. - Skąd masz to cholerstwo? - zapytał Lucyfer z ciekawością. - Niech to najmniej Cię obchodzi. Ciekawość to pierwszy... - No tak pewnie... - przerwał mu Azariel. - Teraz mi powiedz, po co nam to pokazujesz? Lucyfer zmierzył Azariela chłodnym spojrzeniem i wrócił do przeglądania mapy. - Więc co to jest? - zapytał Gabriel. - Otóż. - odparł Dante tryumfalnie, ponieważ poczuł się przewodnikiem - Jest to mapa wskazująca, gdzie może znajdować się korytarz do jaskiń naszego Pana. - To może być zaiste interesujące - wtrącił Razjel. - Owszem- szepnął Azariel.- Ale schowajmy się w lochach gdzie "ich" oczy nas nie znajdą... I zniknęli w korytarzu idąc wolno, a ich skrzydła tylko lekko trzepotały na wietrze..