Jeden uznaje tylko "Gothic". Inny udaje, że "One Second" i "Host" w ogóle nie było. Dla trzeciego istnieje wyłącznie "Draconian Times". Może jestem nienormalny, ale uwielbiam wszystkie płyty Anglików. Na każdej znajduję coś wspaniałego. Szczególnie na tej!
Greg, Nick i reszta, wypracowali rewelacyjne połączenie melancholijnego metalu, z brzmieniem z górnej półki, z wpadającymi w ucho kompozycjami, które zapadają w pamięć, bo są po prostu dobre. Melodie nie są tak banalne jak na "Paradise Lost". Jest zdecydowanie bardziej ambitnie, ciekawie, a całość lepiej dopracowana pod każdym względem. Kawałki nie są jednak nad wyraz rozbudowane czy wymyślone.
Teraz zaryzykuje kontrowersyjną tezę. To najlepsza płyta od 12 lat, czyli dokładnie od "One Second", która wbrew wszystkiemu, jest wybitnym albumem. Nie spodziewałem się, że będzie Angoli stać na tak ciężkie walnięcie, a jednak! Jest w dobrej angielsko-gotyckiej tradycji. Jest w zgodzie z dzisiejszą technologią, choć bez przesady, to goście z czterdziestką na karku. Jest płyta, którą mogą zyskać nowych fanów, a tym sprzed 15-20 lat, przypomnieć się i zrehabilitować.
Tracklista:
01. As Horizons End
02. I Remain
03. First Light
04. Frailty
05. Faith Divides Us - Death Unites Us
06. The Rise of Denial
07. Living with Scars
08. Last Regret
09. Universal Dream
10. In Truth
Wydawca: Century Media (2009)