W piątek w drodze wiadomość „Pomódl się za Oskarka - źle z nim” .
Cały czas miałam w głowie najgorsze, ale przyjaciółka pocieszała i jakoś wyparłam to z głowy.
Sobota spędzona pod znakiem zwiedzania, spotkania z siostrą, troszkę się wypiło.
Niedziela rano - o 6:00 budzik z telefonu dzwoni. Sms.
„Oskar jest już wśród Aniołków.”
Byłam zmęczona. Nie dotarło to do mnie. Kawa, śniadanie - co by tu robić do 9:00? Idziemy do kościoła.
Zaczęła się msza.
Oskar nie żyje.
Wyszłam, usiadłam na ławce w parku przed Akademią Medyczną, gdzie Mały spędził prawie połowę życia.
16. listopada minie rok.
Słońce świeci mi w twarz - przeklęty listopad.
http://oskarliterski.blog.pl