Sosnowiecki Frontside po dwóch latach milczenia od czasu wydania "Zmierzchu Bogów" znów ma wiele do powiedzenia słuchaczom. "Absolutus" - na ten album wielu czekało z niecierpliwością i ciekawością. Już na "Zmierzchu Bogów" w muzyce Frontside pojawiły się nowe tendencje. Ta płyta była w pewnym sensie przełomowa dla grupy, więc nagrywając "Absolutus" Auman, Demon i reszta załogi musiała więc czuć na sobie sporą presję.
Mocnych i szybkich numerów na tej płycie jest zresztą więcej. Chociażby ryczący "Nie Ma Chwały Bez Cierpienia" ze sporą ilością deathowych elementów, czy "Pod Ciężarem Milczenia". Są też mocne kawałki zbliżone tematyką do starszych płyt Frontside: "Droga Krzyżowa" oraz "Wspomnienia Jak Relikwie". Szczególnie ten drugi numer jest bardzo udany i porywający. Kolejny kopiący kawałek to "Piekło Czeka" - mocno, szybko, krzykliwie. Krótko i na temat.
Są też oczywiście wolniejsze utwory, takie jak "Wybraniec" i "Nieodwracalny". "Wybraniec" porusza temat miłości - jest całkiem udany, chociaż prosty, a dla niektórych pewnie wręcz tandetny. Z pewnością jednak przykuwa uwagę - może nie na długo, ale wyróżnia się, co do tego nie ma dwóch zdań. "Nieodwracalny"- to dopiero nastrojowy, akustycznie zaaranżowany numer. Stuprocentowa balladka, aż wierzyć się nie chce, czyjego autorstwa.
Niestety, na "Absolutus" znalazły się też tak niedopieszczone kawałki jak "Dotyk Przemienienia", "Santa Sangre" czy "Manifest Wolności" lub "Mały Sekret". Nic specjalnego, bez kopa. Cóż, nikt nie jest absolutnie doskonały.
"Absolutus" od niektórych wielbicieli Frontside mocno obrywa. Za co? Ano, padają zarzuty "Z Astkiem to był Frontside ...". Czyli, że jest za słabo, zbyt sentymentalnie. Po części może to i racja - weźmy chociaż kawałek "Nieodwracalny", typowa pościelówa. Z drugiej strony jednak zamieszczenie wolniejszych numerów dodało płycie różnorodności, dzięki temu najnowsze dziecię Frontside brzmi ciekawie, a momentami wręcz zaskakująco. Płyta jest z pewnością bardzo przemyślana, dużym plusem są wspomniane już melodyjne, instrumentalne, wolniejsze wstawki w mocnych utworach. Kolejny plus to teksty - bardziej złożone, rozwinięte, dorosłe, osobiste. Minusy? Po którymś z kolei przesłuchaniu "Absolutus" już tak nie porywa, momentami wręcz męczy, no i te sentymentalne niekiedy zapędy. Plusów jednak moim skromnym zdaniem jest o wiele więcej niż minusów. Perkusista (Toma) daje z siebie wszystko i udanie zastępuje Destroya, jego gra jest szybka i mocna. Gitary również pracują ostro wygrywając szybkie, tnące riffy. Do tego wszystkiego mamy jeszcze Aumana.
Tym razem oprócz mocnych uderzeń Frontside postawił też na styl, uczucia, nastrój i przekaz. "Absolutus" jest dla zespołu dużym krokiem na przód. I dobrze, w końcu przez ile płyt można męczyć kawałki w stylu "Bóg Stworzył Szatana"?
Ocena: 8,5/10
Wydawca: Mystic Production (2006)