Objawia się to w wielu momentach akustycznych, klimatycznych wyciszeniach i subtelnym śpiewie dziewczyny o imieniu Marian, dla której jest to jedyny występ wydawniczy, przynajmniej na płycie metalowej. Jej głos może nie urzeka samym sobą, ale na pewno wprowadza wiele nastrojowości i pomaga się zrelaksować i dać ponieść w dalekie, pochmurne krainy. Utworów jest pięć i są długie, więc wielokrotnie się zmieniają i z oaz spokoju wyrywają się suche i zimne black metalowe cięcia. Ostre riffy zrywają się wartko i drapią jak rozścielona kosodrzewina, by niedługo potem znów rozpłynąć się w zalegających w dolinach gór oparach. Dwa krótsze, bo około pięciominutowe, kawałki są instrumentalne, natomiast trzy pozostałe opowieści ciągną się wraz z skrzekliwym i wrzeszczącym, lecz dobiegającym jakby z oddali, wokalem. Jest on w całości w języku norweskim, co dodaje mu miejscowego kolorytu, a całej otoczce nadaje naturalności i dodatkowej atrakcyjności. Ponadto wspomaga się szeptami i kwestiami mówionymi, aby jeszcze bardziej wtopić się w otaczający krajobraz.
Muzyka Fleurety jest taka typowa do chodzenia po lesie. Z jednej strony opiewa jego mrok i niezgłębioną ciemną duszę, a z drugiej opisuje jego piękno. W obu przypadkach żyje z nim w symbiozie i zawsze pragnie pozostać w jego zmiennej i niezakłóconej od tysięcy lat naturze. Jest to jego pisana deszczem poezja. Akwarelowy pejzaż, rozmazany i przedstawiony w niebieskiej poświacie nocy. Należy stąpać po nim ostrożnie i z niezmąconą uwagą odkrywać jego uroki.
Tracklista:
1. Fragmenter Av En Fortid
2. En Skikkelse I Horisonten
3. Hvileløs?
4. Englers Piler Har Ingen Brodd
5. Fragmenter Av En Fremtid
Wydawca: Aesthetic Death (1995)
Ocena szkolna: 4