Muzyka Dimmu Borgir może być przedmiotem zaciekłych dyskusji. Jedni zachwycają się pięknem muzyki, która łączy elementy neoklasyczne ze standardowym blackmetalem, inni zarzucają zbyt dużą dawkę melodii, pozerstwo i skomercjalizowanie muzyki zespołu. Śledząc ich karierę można wyszczególnić pewne etapy w ich karierze. Po nagraniu dwóch ciekawych albumów z norweskimi lirykami, zespół dostał okazję wypłynięcia na szersze wody. Siłą rzeczy musiało znaleźć to odzwierciedlenie w muzyce, więc "Enthrone Darkness Triumphant" miało być w pewnym sensie dowodem wartości zespołu.
A co z pozostałymi utworami? Nie są może tak chwytliwe jak te dwa wspomniane wcześniej, ale utrzymane są w bardzo podobnej konwencji, gdzie najważniejszą rolę odgrywają zdecydowanie klawisze. Cieszy fakt, że w porównaniu do "Stormblast" utwory stały się bardziej zwarte i skrystalizowane, gdzie żadna przypadkowość nie ma miejsca. Od tej strony Dimmu Borgir jawi się jako grupa bardzo dobrych kompozytorów, którzy pomimo dosyć wyraźnego odchodzenia od typowego norwskiego black metalu nadal pozostają w gatunku. Zadziwiający jest to fakt, bo uważam, że gdyby zabrać im klawisze, to muzyka leżałaby na łopatkach. Niestety od strony instrumentalnej niewiele jest tutaj ciekawego.
Trzeba jednak przyznać, że "Enthrone ..." jako całość podołał zadaniu i pozwolił zespołowi wykorzystać szansę. Umiejętności kompozytorskie, czucie tego co się robi pozwoliły zespołowi zachować tożsamość pomimo wielu zmian. Pewne niedociągłości nie rzutują jednak na fakt, że jest to jeden z najważniejszych krążków w gatunku.
Wydawca: Nuclear Blast Records (1997)