Jako, że ostatnimi czasy w Poznaniu ciężko o porządne koncerty, to Harlequin w celach rekreacyjnych postanowił się wybrać na koncert reprezentanta rodzimej sceny blackmetalowej - North, występującej jako gwiazda w ramach Chainsaw Metal Slaughter Vol. XIV. Od początku znany był zestaw zespołów, które mają grać (oprócz North miał wystąpić deathmetalowy Bestiar, progmetalowy Mindtwister i heavymetalowe Infinity), więc byłem ciekaw jak wypadnie taka mieszanina gatunków.
W miarę szybko na scenie pojawili się panowie z poznańskiego Mindtwister grający rzekomo progmetal. No i muszę przyznać, że pierwsze dźwięki skłoniły mnie do wzięcia piwa i pójścia pod scenę. Muzyka oscylowała nawet w klimatach progresywnego death metalu, ale bardziej w stylu rodzimego Dominium niż Opeth. Pojawiały się zarówno czyste wokalizy, krzyczany wokal jak i growling. Technicznie zespół zaprezentował się także bardzo dobrze - dobre solówki, ciekawe aranżacje. Nawet publiczność reagowała żywiołowo i entuzjastycznie. Widać także było, że kapela swobodnie czuje się na scenie i potrafi nawiązać kontakt z widownią. Jak się miało okazać był to najlepszy występ tego wieczoru, a ja sądzę, że Mindtwister ze swoją muzyką ma szansę zaistnieć na polskiej scenie.
Jako trzeci zaprezentował się Bestiar, który w tak nikczemny sposób nie pojawił się na Megablaście. W związku z wypijaniem kolejnych dawek alkoholu, Wainamoinen postanowił, że zdrzemnie się na czas trwania tego koncertu, a w niewiele lepszym stanie Harlequin od pierwszych dźwieków występu zespołu przeżywał męki. Los się zemścił na Bestiarze za nieobecność na Megablaście, bo zdaniem naszej trójki kapela wypadła bladziutko. Oldschoolowy death metal, utrzymany bardziej w szwedzkich klimatach, był zupełnie bez pomysłu. Perkusista grał tak wolno i schematycznie, że sądzę iż nie trzeba mieć specjalnych zdolności, aby tak zagrać. Nie udało mi się wychwycić podczas tego setu ani jednego ciekawego momentu. Co więcej - dodam, że nagłośnienie było w dalszym ciągu, mówiąc kolokwialnie, wręcz gówniane. Reakcja publiki była jednak entuzjastyczna, robili kocioł, nosili się itp.
Na zakończenie gwiazda wieczoru - North, który w związku z reedycją krążka "Na Polach Bitew" wyruszył w trasę. O ile płytka w ogóle mi się nie podobała, o tyle koncert wypadł nieźle. W sumie cały show można określić mianem sieczki, ale muszę przyznać, że zespół zabrzmiał dosyć przekonywująco. Bardzo mi się podobało, że teksty skrzeczane są po polsku - zupełnie jak w starym Behemocie. Zespół zagrał także bis na życzenie publiczności. Ta reagowała podczas koncertu spontanicznie i po raz kolejny widać było, że podoba im się muzyka. Koncert zakończył się około północy.
Nie będę ukrywał, że czternasta edycja Chainsaw Metal Slaughter nie należała do najciekawszych. Headlinerzy nie pokazali niczego ciekawego, a wypadli nawet gorzej od supportów. Jedynym plusem było miłe towarzystwo, piwo i całkiem ciekawa muzyka Mindtwister.