Choć zawsze z góry wiadomo jak kolejny album Cannibal Corpse będzie wyglądać, to zawsze jego ukazanie się jest sporym wydarzeniem. W przypadku dziewiątego w karierze długograja Kanibali, głośno było dlatego, że za konsoletą w studio zasiadł Neil Kernon znany choćby ze współpracy z Nile. Brzmienie zespołu wydawałoby się być niereformowalne, ale krążek "Bloodthirst" udowodnił, że można sprawić , aby muzyka kwintetu była strawniejsza dla słuchacza.
Aż dziw mnie bierze, że ze zwykłego zespołu grającego bezpośrednią łupaninkę wyrósł świetny technicznie zespół, który jak się okazuje umie komponować dobre, deathmetalowe kawałki. Oczywiście, Kanibale nie byliby sobą, gdyby nie było tutaj typowej dla nich sieczki, ale tym razem jest ona dużo strawniejsza. "The Wretched Spawn" okazał się być dla mnie miłym zaskoczeniem i obok "Bloodthirst" uważam go za najlepsze wydawnictwo grupy i - co zabrzmi dziwnie - wartościowe wydawnictwo! Może są zespoły grające szybciej, bardziej technicznie, ale brakuje im tej gracji, dzikości i wypośrodkowania, które przez lata wypracował sobie ten kwintet.
Wydawca: Metal Blade Records (2004)