Mimo kameralnej atmosfery, koncert ten był dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat. Koledzy z PHND przywracają "starożytne" pojęcia takie jak improwizacja, otwarte formy, spontaniczność - jakby zapomniane w obrębie cięższej muzy, gdzie dominuje odgrywanie sztywnych, zamkniętych aranży a nawet tych samych co do nuty solówek.
Jeszcze będzie głośno o tej kapeli, a podejrzewam, że szybko wróci ona do Polski z trasą od morza do gór, w co wierzę znając Marka Laskowskiego, szefa Progresji, który podzielil moją opinię.