Chociaż chwilowo nie jesteśmy samotni
I tak odchodzimy w osamotnieniu
Nie ma nic...
Nie ma tej siły, która powstrzymuje strach
Przerażenie jest silniejsze
Udręka i lęk
Lęk przed dwustronnym odbiciem
Udręka codzienności tylko podsyca strach
Strach przed samym sobą


Bezsilność wszech wymierna
Zamknęła wrota przed szczęściem
Upojony jedynie gorzkim smakiem żalu
Mogę wędrować pośród uśmiechniętych twarzy naiwności i niewiary...


Lecz cóż mi pozostało?
...w zgiełku...
W harmidrze codzienności
Ptaka skrzydłem wzbiłbym się wysoko
Oczami wilka dostrzegłbym czasoprzestrzeń
Lecz nie mogę
Nie mogę...


Wszak marność człowieka zakreślona jest tylko w jednym schemacie...
W niewierze i beznadziei...
We wszechogarniającej pustce...
W samotności...
W niebycie...


...by(nie) upaść na dno
trzeba by było urodzić się martwym...


Komentarz