Gdy nadchodzi beznadziejności czas
Gdy tragedią życie się staje
A pustka i samotność chlebem powszednim jest
Tęsknota i strach przed samotnością dławi w gardle
Co kiedyś radości odę śpiewało


Wtulony w szarość własnego bytu
Kroczę przez mrok pustych zaułków
Mijając po drodze fałsz ludzkiego „ego”


Kroczę tak wprost w śmierci objęcia
Niosąc smutku chorągiew
I roniąc ostatnią łzę nadziei
Zakrwawionymi oczyma ostatni raz
spoglądając w stronę utraconej miłości
Komentarz