Krople deszczu stukają monotonnym rytmem o szybę.

Deszcz... Ktoś kiedyś powiedział, że krople deszczu są łzami Boga płaczącego nad grzesznymi ludźmi. Spoglądam za okno. Widzę burzę przetaczającą się przez moją okolicę. Błyski. Grzmoty. Wiatr. Pierwsze godziny czterdziestodniowego  potopu. Siedzę przy otwartych dla burzy drzwiach. Moje myśli pogrążają się w otchłani niewiedzy. Czy jeśli my grzesznicy upadniemy w odmęty potopu świat stanie się lepszy i szczęśliwszy? Czy każda kropla deszczu spadająca na ziemię nieustannie odmierza koniec dla największego z największych, najgorszego z najgorszych grzeszników jakiego miał okazję utulać w swych ramionach świat?

Zmień się... Zaszumiał wiatr wśród konarów drzew. Zmień się... Powiedziało niebo rozdzierane krzykiem grzmotu. Zmienić się? Usłyszałem we wnętrzu swej głowy, a zabłąkana kropla deszczu spłynęła powoli niczym łza po policzku. Zmienić się?... Pragnę tego lecz nie potrafię... Potrafisz... Wyszeptał ponownie pośród liści wiatr. Nie... Nie potrafię. A ci co głoszą imię Twoje nie pomagają mi w tym. Dobro, które każdy z nas otrzymuje w czasie chrztu wypaliło się we mnie. Pozostała pustka. Wszechogarniająca i wszechpotężna. Żałuję tego com uczynił, lecz się nie zmienię.

Czekam na piorun, który wypali nędzne me ciało...

Czekam...

Cisza... Niebo przejaśnia się...

Bóg daje grzesznikowi kolejną szansę...

Nie wykorzysta jej...

Komentarz