A miało być tak pięknie...
Dlaczego ludzie mi to robią?
Jaki cel w tym mają?
Nic na tym nie zyskują...
Chyba że żywią się cudzym nieszczęściem.
To jest chore, bez sensu...
Chcą mnie z nim skłócić??
I co dalej?
To nie ich sprawa, tylko moja i jego i NIKT nie ma prawa się w to mieszać jeśli ja albo on nie wyrazimy na to zgody!
Nie mają się czym interesować?
Nie mają o czym debatować?
Ja nie wtykam nosa w nieswoje sprawy, więc dlaczego oni wp******ą mi się między wódkę a zakąskę?!
I jak zwykle wyszło na to, że to ja jestem ta zła, najgorsza...
Że niby ja go obgadywałam...;]
No jacha, jacha... Jak ja kogoś obgaduję to mówię mu to też w twarz, taką odwagę jeszcze posiadam.
Ludzie, których nie lubię o tym wiedzą, bo im to dałam odczuć.
Teraz on sobie pomyśli, że jego też nie lubię.
Nonsens.
Nic do niego nie mam, gdybym miała, toby wiedział to ode mnie.
A co do okoliczności..
To jak ja mam to wyjaśnić?
On już wierzy w tamtą wersję...
No tak, przecież jest prostsza, co sobie będzie życie utrudniał...
Dwulicowe szuje znów namieszały.
Najpierw mu tyłek liżą a potem obgadują aż się włosy na karku jeżą.
I zwalają wszystko na mnie.
Wiem, nie powinnam tego robić, nie zastanowiłam się.
Ale musiałam coś szybko odpowiadać, to nie familiada że miałam czas na naradę.
Poza tym ja już przeprosiłam.
Co prawda nie na żywo, ale nie było okazji.
I pewnie nie będzie, przynajmniej bez świadków.
Cholerni świadkowie.
Zawsze muszą być.
Stać obok.
Podsłuchiwać.
Przerywać.
Tak sobie marzę o odrobinie prywatności w rozmowie.
I tak sobie marzę, że w końcu przestaną plotkować.
Zmyślać.
Jemu że powiedziałam to i to, mnie że on powiedział to i to.
Co ich to obchodzi?
To moja sprawa, skoro nie dotyczy nikogo innego to prywatna.
Prywatna = święta.
Oni tę świętość naruszyli.
Nie chcę się usprawiedliwiać, mojej głupoty też w tym było sporo.
Ale mniej mojej głupoty niż ich przebiegłości.
Ludzie są źli, po prostu źli do szpiku kości.
Nie potrafią zrozumieć, uszanować, nie wtrącać się.
Nie muszą o tym debatować w wolnym czasie.
A na pewno nie muszą zasiewać plotek na ten temat.
No i jakby tego było mało, jest jeszcze morderca.
On się miesza bardziej niż wszyscy, szkodzi wielu osobom.
Co on sobie myśli, ja nie jestem jego własnością!
Mam przez niego nieczyste sumienie.
Nadstawiłam życie i zdrowie tego, którego kocham, by ochronić tego, z którym miałam interes.
Udało się, nawet tak by on się nie dowiedział, i by morderca się nie dowiedział jak go oszukałam.
Tylko teraz coś może się stać temu, którego kocham.
To było... niesamowite.
Niesamowicie głupie.
Może... niesamowicie szlachetne?
By nie mieszać go do moich powiązań z byłym facetem - fanatykiem?
Ale przecież ten mój kochany również nie ma z tym nic wspólnego.
Może po prostu...
To dwa różne światy...
Mój były i ten pierwszy, od interesu...
Ich trzeba rozgraniczyć, nie mogą się spotkać, bo poleje się krew...
Przez mojego eksa przemawia agresja, zazrość i nienawiść do wszystkich, co mi coś zrobili i przez których płakałam.
Fanatyk.
Nie wiem jak zinterpretować moją decyzję...
Czy nie chciałam dopuścić by coś stało się człowiekowi, który z tym całym zamętem wokół mnie nie ma nic wspólnego i został wplątany przez przypadek?
Czy postawiłam go wyżej w mojej hierarchii wartości i uznałam że jego krzywda bardziej mnie zaboli?
Na pewno byłaby mniej sprawiedliwa.
Czy to wszystko musi być takie zagmatwane i się ze sobą łączyć?
Coraz ciężej mi to znieść.
Tamten kontakt...
Z fanatykiem...
Ja nie chcę go utrzymywać, chcę go zerwać.
Niby krótka znajomość...
A tak wiele, tak bardzo wiele się stało w tak krótkim czasie.
Toksyczna znajomość.
On jest zły do szpiku kości...
A ja się boję zła.
Widzę ich ciągle, gdy zamykam oczy.
Wszystkich trzech.
Trzech facetów ostatnich miesięcy mojego życia, bo każdy miał coś mojego.
Pierwszy miał coś materialnego, ale ważnego dla mnie...
Drugi miał moje najgłębsze uczucia...
A trzeci miał mój strach i lęk przed nim samym.
Co noc mi się śnili.
Ale jeden już wypadł z gry.
Szkoda tylko, że w taki sposób.
Wiele kwestii nie zostało przez to wyjaśnionych.
Ale kiedyś przyjdzie na to pora, ja w to wierzę.
A na razie...
To chyba coś zagraża facetowi mojego życia, a ja nic nie robię żeby to powstrzymać.
Nie, to jest ostatni raz, gdy ten fanatyk miesza się w moje życie i grozi moim ludziom.
Moim znajomym.
Coś ich wszystkich trzech łączy.
Wszyscy mają niebieskie oczy, jasne włosy...
Wszyscy są bliscy ideałowi piękna...
Choć reprezentują różne typy urody.
I tu się zaczynają różnice.
Inne charaktery, inny temperament.
Ale ciągle nie mogłam przestać myśleć, że źle zajmują się tym moim czymś, co mają i że dwóm z nich grozi coś ze strony trzeciego.
Mam nadzieję, że to już będzie koniec.
Że za tydzień wstanę.. Pojadę do Warszawy.. Wypijemy we dwoje breezera...
Że to się wyjaśni..
Już nikt nie podważy moich słów...
Że ON da mi spokój i pozwoli cieszyć się życiem i od nowa zaufać ludziom, nawet tym, którzy już ranili, tak niedawno...
Pozwoli cieszyć się ich towarzystwem...
Choć i tak wiem, że ich reakcja będzie pozorna, a łzy po rozstaniu nieszczere.
Trudno.
Mogę stawić temu czoła i wyzbyć się emocji w kontaktach z ludźmi...
Albo mogę żyć i udawać, że tego nie widzę...
Bo gdybym się tym przejmowała, toby mnie to zadręczyło.
I chyba tak będzie, jak zwykle...;(
Ważne jest to, czy moje słowa i reakcje będą szczere.
Nikt się nie liczy.
Liczą się tylko ONI.
Kasia, Michał i Ania.
Moja Kasieńka, siostrzyczka kochana. :*
Mój przyszły mąż który mnie nie kocha :** ale ja nadrabiam za nas oboje.
Moja Ania, moja kochana z ławki... Zawsze mogę się o nią oprzeć i mnie przytuli jak jest smutno i źle :*
I choć nie jest metalówą to mam z nią wspaniały kontakt, na przekór wszystkim, którzy twierdzą, że słuchacze muzyki klubowej i metalu nie znajdą wspólnego języka, o!
Brata i Gosiaka nie wymienię bo są daleeeko i mnie olali :P
A tak ogółem to mi ku*****o smutno i źle i czekam na spotkanie z nimi :*
Oni zawsze wierzą że będzie dobrze.
Wiara ponad wszystko, nie ma z nią dysputy. Wielu głupców na nią wytoczyło armat... Chcąc dowieść swego...
A Anię, Michała i tego... który miał coś mojego, coś materialnego...
Przepraszam za to, że mnie nerwy poniosły.
Wybaczcie, ludzka słabość.
Nie strzelajcie fochów, wystarczą mi te, które mam od reszty.
Jeszcze raz przepraszam :*:*:*
Spadam
co się wyprawia
cały w spadaniu
cały ze światła
spadam
jaka zabawa
jaki tu spokój
równowaga
spadam
nie czuję ciała
i tylko błagam
o łaskę trwania jeszcze
Dla was kochchchchchaaaani :*:*:* To dla was zaśpiewałam ^^ choć i tak pewnie nigdy tego nagrania nie usłyszycie... :*
Sama myśl o was poprawia mi humor.
Daje nadzieję i energię.
Myśl, że nie chowacie urazy o te błędy które ostatnio popełniłam.
Tak bywa.
Kocham was.
Całą czwórkę.
Tak mi źle, gdy was nie mam w pobliżu.
I tak mi źle, że nigdy nie mogę mieć was wszystkich na raz...
Tęsknię za wami...
Autor: Elvirka
Wysłano: 00