Czy nie jest dziwne to,ze coraz lepiej czuje sie sam ze soba?..Coraz
mniej chce i potrzebuje przebywac z ludzmi,coraz bardziej mnie
draznia,widze ich dwulicowe oblicze i zaklamane usmiechy...Zle sie
czuje z ludzmi...Najlepiej jakbym zamknął sie w takim malym
pomieszczeniu gdzie bylbym sam dla siebie... chodzi mi o ludzi...O
tych,z ktorymi teraz przebywam,z ktorymi przyjdzie mi obcowac,a nawet
tych,ktorzy w moim życiu juz odegrali jakas role i watpie,czy jeszcze
nasze drogi na dłużej sie splątają...Staram sie naprawde dostrzegac
same pozytywne strony,przymykac oko na inne,ale nie daje juz
rady...Coraz czesciej musze sie kontrolowac,zeby nie powiedziec calej
prawdy-ktora wcale nie bedzie miła i sympatyczna.Kazdy mysli tylko o
sobie,o korzysciach,o pieniadzach...a ja coraz czesciej zamykam sie w
swiecie muzyki-coraz bardziej agresywnej,gdyz tylko ona potrafi mnie w
jakims stopniu
opanowacuspokoicNie wiem,czy to dlatego,ze zacznie
sie nowe zycie,zycie,w ktorym bede bardziej narazony na takich ludzi i
moja psychika juz zaczyna tworzyc mur...czy po prostu zaczynam
dostrzegac inny świat.Tak zadko mozna teraz spotkac ludzi,ktorzy siedza
na zwykłej ławce i usmiechaja sie sami do siebie tylko dlatego,ze jest
slonce,ladna pogoda czy wszystko im wychodzi..Teraz kazdy sukces
sprawia,ze napiera sie niezdrowej ochoty na kolejny-to jest dobre tylko
wtedy,gdy zachowuje swoje granice...a ja coraz czesciej spotykam
ludzi,ktorzy właśnie zaczynają żyć chęcia władzy,siły......Zbieram
sile,moje pazury coraz bardziej zaczynają wystawac po to,aby bronic
sie..Bronic marzeń,które widze jak ludzie chcą niszczyc,jak ksztuszą
sie moim szczęsciem...Nie potrafie sie juz tak beztrosko wczuc w
ludzi,wysłuchac
ich i starać sie pomóc...Bo wtedy widze jakie oni maja
problemy..Problemem jest brak takeigo balsamu jakeigo sie chce,kłotnia
z chlopakiem/dziewczyną...Może to moja wina,ze widzę głębsze
problemy,ale śmieszyc zaczynaja mnie takie rozmowy o zlamanym paznokciu
czy dziurze w rajstopie...
Przepraszam,ze pisze Wam o tym wszystkim..